Ministromarszałek Sikorski padł ofiarą własnego ego lub jakichś używek, albo – wziął udział w tajemniczej grze personalnej w obozie władzy, a może zwyczajnie chciał dogryźć Tuskowi, którego przecież musi szczerze nie lubić?

To wniosek pierwszy. Wniosek drugi jest taki, że Putin zrobił to, co zapowiedział lub nie zapowiedział, ale przecież sygnalizował publicznie  w roku 2008. Potwierdza jego ówczesne zapowiedzi były prezydent Gruzji.

Wniosek trzeci – Zachód, zwłaszcza UE z Niemcami i Francją na czele, także NATO przez ostatnie lata, a i dziś, robi wiele, żeby Moskwę utwierdzić w przekonaniu, że polityka siły, jaką ona stosuje, jest dla niej korzystna. Jeśli zatem Polska – i to wniosek czwarty – kurczowo się takiej polityki Zachodu trzymała, to znaczy, że rząd Donalda Tuska i prezydent Komorowski działali świadomie na szkodę polskiej racji stanu.

Obecny szef MSZ, Schetyna, mówi, że Sikorski się pomylił i apeluje, żebyśmy tę sprawę uznali za zamkniętą. Jednak nie postuluje żadnej zmiany w polskiej polityce zagranicznej. Wspiera go w tym pani premier. Choć jest oczywiste, że bez zmiany naszej polityki zagranicznej, nie zmieni się polityka Zachodu, a Polska będzie pozostawiona sama w konfrontacji z Putinem. Czyli rząd Kopacz dołącza do grona dotychczas rządzących nami zarozumialców, głupców i zdrajców.

I taka jest główna nauka z nieautoryzowanej wypowiedzi ministromarszałka Sikorskiego. W gruncie rzeczy, myślę , że ze względu na jej skutki była to wypowiedź zasługująca na uznanie.