Krzysztof Feusette: Kampania wyborcza za pieniądze zblatowanych z władzą wydawnictw

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Wodę, batona, może nowego niusłika?

— zagadnęła mnie dziś rano zakatarzona pani w jednym z kiosków na Dworcu Centralnym w Warszawie.

A więc zaczęło się – znowu z punktu A do punktu B przelane zostały gigantyczne fundusze, bo trzeba podnieść sprzedaż Lisowemu tygodnikowi. Bo idą wybory, a nikt przed wyborami nie zrobi tak dobrze władzy platformersko-ludowej, jak „totalnie obiektywni” dziennikarze Lisa, których nazwisk nawet nie chce mi się już wymieniać. Stare numery stosują ci chłopcy i ich naczelny, podobnie zresztą jak zdecydowana większość mainstreamu (o czym, ding dong, uwaga: autopromocja, piszę w swym debiutanckim „Alfabecie salonu”, pnącym się, ding dong, coraz wyżej w empikowych zestawieniach sprzedaży).

Widać to było jak na spoconej dłoni Chlebowskiego - przy okazji zaprzysiężania przez Salon rządu pani Kopacz (na metr w głąb). Najpierw delikatna krytyka, troszkę utyskiwań, kilka głosów wytykających drobne potknięcia, a potem wielka fala ekstazy, euforii, radości, że oto właśnie, że teraz właśnie, że ona właśnie i że hop siup w pisowski dziób ta kobieta, ta lady, ta femme nie fatale polskiej polityki, uderzy z całą mocą. Obiektywni eksperci pokroju… (znowu szkoda czasu na nazwiska) wspierani przez niezależnych dziennikarzy w rodzaju… (patrz: wyżej) rozpłynęli się nad zaletami nowej premier, jakby nie chodziło o kogoś, kogo możliwości polityczne znają od dawna, ale cudotwórczynię zesłaną nam nad Wisłę z odległej galaktyki Dupowłazów.

I cóż takim powiedzieć? Nic – moim zdaniem. Bo nic do nich nie dotrze. Po każdej wpadce nowego rządu będą schodzić na metr w głąb tego antydemokratycznego szamba, które sami sobie własnym umoczeniem zgotowali. Na każdy sukces (o ile taki nastąpi) będą wypływać na powierzchnię, ścierając z siebie w pośpiechu to, co widoczne już gołym okiem nawet przez dawne lemingi. Przy braku sukcesów wymyślą je na poczekaniu. A to wspaniałe będzie przecinanie wstęgi na nowym odcinku chodnika między fryzjerem a sklepem mięsnym we wsi Głucha Dolna, a to uda się uratować tonącego, który chwycił się brzytwy jeszcze za pisowskich rządów, a to córka pani premier przejdzie metamorfozę godną Kopciuszka, w ostateczności zaś prezydent Europy Herman Rompuy II rzuci angielskim bon motem na spotkaniu ze szwedzkimi pielęgniarkami, więc śmiechu nie będzie końca przez miesiąc.

„Nie, dziękuję” – odpowiedziałem więc pani w kiosku na Centralnym. Wszystko znajdę w pociągu, wodę i batona – w „Warsie”, a niusłika, no cóż, aż tak źle chyba jeszcze z PKP nie jest, by miał być rzeczywiście potrzebny.

Najnowsze felietony i teksty Krzysztofa Feusetta znajdą państwo zawsze w tygodniku „w Sieci”:

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych