Koziej: „Zwiększenie armii byłoby możliwe tylko kosztem jej jakości. Powinniśmy mieć taką armię jaką mamy dziś”

Fot. bbn.gov.pl
Fot. bbn.gov.pl

„Pobór podoba się głównie tym, których by nie objął. Jeśli władze dojdą do wniosku, że jest potrzebna armia z poboru, to można go wprowadzić w rok” - mówi gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Według niego powinniśmy mieć taką armię, jaką mamy dziś.

To optimum między potrzebami operacyjnymi a możliwościami państwa. Zwiększenie armii byłoby możliwe tylko kosztem jej jakości. Nie jesteśmy samotni, jesteśmy powiązani z NATO. Skoro tak, jednym z kardynalnych wymogów jest interoperacyjność, czyli możliwość współdziałania naszych jednostek z natowskimi.

—zaznaczył szef BBN. Jak twierdzi „czym innym jest armia na czas pokoju, a czym innym na czas wojny”.

Na czas wojny przewidujemy tzw. rozwinięcie mobilizacyjne. W ramach tego rozwinięcia co najmniej 200 tys. byłoby osiągnięte

—mówi. Oraz podkreśla, że zdolności mobilizacyjne to jedna z największych tajemnic.

W teoriach sztabowych wskazuje się zwykle, że w stosunkowo krótkim czasie armię można powiększyć dwu-, trzykrotnie. Ale musimy wziąć pod uwagę, że rozmawiamy o tzw. dużej wojnie. Czyli czarnym scenariuszu. Taka wojna, co jest niemal pewne, byłaby prowadzona wspólnie z sojusznikami, czyli potrzebną liczebność zwiększałyby siły

—dodaje gen. Koziej. Według niego w Strategicznym Przeglądzie Bezpieczeństwa Narodowego, przez niektórych tak krytykowanym za rzekomy optymizm, zakładany jest także „najczarniejszy scenariusz”.

Coś, co nazywamy koniecznością „strategicznej autarkii”. Byłby to model Izraela z lat 70. - ogromne nakłady na zbrojenia, przekształcenie gospodarki na wojenną i militaryzację społeczeństwa. Tylko że jeśli strategia ma być racjonalna, to musi się dostosować do scenariuszy racjonalnych

—przekonuje. Jego zdaniem pobór podoba się głównie tym, których by nie objął.

Ale możliwość poboru zawsze jest. Został tylko zawieszony. Jeśli władze państwa dojdą do wniosku, że jest potrzebna armia z poboru, to możemy go wprowadzić w ciągu roku. Problem jest zupełnie inny. Konieczne jest szkolenie rezerw mobilizacyjnych. Nie chodzi o to, by była wielka armia w czasie pokoju, ale by ta armia szybko mogła się zwiększyć w czasie zagrożenia

—uważa gen. Koziej. Oraz przekonuje, że zakłada elastyczne zwiększenie szkolenia rezerw.

To lepsze rozwiązanie niż wielka armia z poboru czy masowe wojska obrony terytorialnej. One są po prostu kosztowne, co odbiłoby się na jakości naszych sił zbrojnych

—zaznacza. Według niego można wykorzystać dla obrony państwa grupy rekonstrukcyjne i innych hobbystów. Ma także powstać program bezpieczeństwa państwa.

Chodzi o zwiększenie ogólnej odporności kraju na zagrożenia. To dotyczy siły militarnej państwa, armii, programu modernizacji sił zbrojnych, obrony antyrakietowej, systemowo zreformowanych Narodowych Sił Rezerwowych, ale i przemysłu obronnego. Z tym wiąże się zwiększenie wydatków na obronność do 2 proc. PKB. To jednak tematu nie wyczerpuje. Dodać trzeba właśnie spożytkowanie owej aktywności organizacji proobronnych

—podkreśla. Oraz dodaje:

W ramach zwiększenia strategicznej odporności będziemy także opracowywać możliwość kontynuowania oporu wobec agresora, gdyby wtargnął na nasze terytorium, i prowadzenia działań nieregularnych na tyłach wroga. Główną rolę w ich koordynacji odgrywać powinny - bardziej „przecelowane” na zadania obrony kraju, a nie tylko operacje zewnętrzne - wojska specjalne z udziałem wykorzystywanych lokalnie Narodowych Sił Rezerwowych.

Według szefa BBN państwo musi umieć poradzić sobie z „zielonymi ludzikami”.

Dlatego do ważnych wyzwań należy właśnie rozszerzenie zadań wojsk specjalnych o udział w obronie terytorium w sytuacji wojny hybrydowej

—mówi. Gen. Koziej ma nadzieję, że już w październiku rząd przyjmie nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, a w ślad za nią dokument „supertajny”: Polityczno-Strategiczną Dyrektywę Obronną określającą, jak każdy element państwa powinien się zachować w czasie konkretnego zagrożenia.

Jest też kwestia edukacji społeczeństwa, upowszechnienia wiedzy obronnej w społeczeństwie. Dotyczy to także edukacji na rzecz bezpieczeństwa w uczelniach wyższych. [..] Trzeba upowszechniać wiedzę i umiejętności zachowywania się nie tylko w przypadku zagrożeń militarnych, ale także ataku terrorystycznego, klęski żywiołowej. Jak udzielić pierwszej pomocy, jak reagować na zdarzenie kryminalne. Tego trzeba się nauczyć także od praktycznej strony. Boję się jednak strywializowania tego, prób przypominania dawnego systemu

—przekonuje szef BBN. Oraz podkreśla, że to jest sposób myślenia prezydenta, że trzeba spajać działania różnych instytucji.

Trzeba tworzyć system - integrować wysiłki wojska i innych służb mundurowych z wysiłkami proobronnych podmiotów cywilnych, struktur rządowych, samorządowych, społecznych oraz pojedynczych obywateli

—tłumaczy. Według niego Rosja miała wiele opcji i wybrała użycie siły.

To zmienia sytuację w Europie, przede wszystkim w naszym otoczeniu. Zagrożenia stają się bardziej realne niż przed rokiem czy dwoma. To normalne, że tego rodzaju refleksja pojawia się w momencie zagrożenia

—zaznacza.

Ryb, Wyborcza.pl

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...