Wystarczyło jedno wystąpienie nowej premier, by roznieść w drzazgi założenia gender mainstreaming. Ewa Kopacz udowodniła że parytety są rzeczą wybitnie szkodliwą, że kobiety jednak różnią się od mężczyzn i co więcej – że kobiecy sposób zarządzania jest zgoła odmienny od męskiego.

Gdyby podobne tezy wygłosił jakikolwiek mężczyzna, albo – nie daj Boże – przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości, media nie zostawiłyby na nim suchej nitki. Przecież od lat genderyści próbują nam wmówić, że kobieta nie różni się niczym od mężczyzny, ma dokładnie takie same kategorie postrzegania świata, takie same mechanizmy reakcji i używa tych samych funkcji w zarządzaniu rzeczywistością. Ewa Kopacz wyjaśniła jednak, że jest zupełnie inaczej. W dodatku zaprezentowała mentalność kokoszki, która powiela stereotyp, na który nie ma zapewne mentalnej zgody w umysłach większości kobiet.

Pomijam już fakt fundamentalnego błędu logicznego, na którym Kopacz oparła swoją opowieść. Zarysowany przez nią obraz kobiety jest po prostu nieprawdziwy, ponieważ mądra kobieta w trosce o swoje dzieci podejmie walkę i postara się zminimalizować zarzewie zagrożenia. Kopacz proponuje naiwną ucieczkę. W skali makro – odcięcie się od problemów Ukrainy. Ważne jest dla niej jedynie zacisze własnego domu i błoga nieświadomość. Jakież to platformerskie…

Niestety, ta marna analogia pokazuje też, że parytety – czyli obligatoryjna i odgórnie regulowana, co do reprezentacji liczebnej, obecność kobiet na wysokich stanowiskach – jest zjawiskiem szkodliwym. W wielu przypadkach wystarczy bowiem być kobietą, by otrzymać polityczną posadę. Konkurencja nie jest zbyt silna. Za przykład niech posłuży sama premier Kopacz, ale i jej przyjaciółka – Teresa Piotrowska. Wolę sobie nie wyobrażać medialnej jatki w sytuacji, gdyby to PiS powierzył tekę ministra spraw wewnętrznych katechetce! Nasłuchalibyśmy się o państwie wyznaniowym jak nigdy dotąd. Dlaczego Piotrowskiej nikt się nie czepia? Czyżby dlatego, że zasłużyła się współpracą z komunistami z PAX-u?

W nominacjach ministerialnych Ewy Kopacz pojawiła się dziwna „kwocza” kategoria, która najwyraźniej wynika z jej podejścia do życia, opisanego przez nią powyżej. W kurniku ma być przyjemnie, bezpiecznie i swojsko. Chyba stąd ta chęć podzielenia się sukcesem z przyjaciółkami z jednej grzędy i namówienie Teresy Piotrowskiej na powrót do polityki, z którą zdążyła się już uroczyście pożegna.

Mieszkamy z mężem na dziesiątym piętrze w wieżowcu w centrum Bydgoszczy, mamy tutaj święty spokój i wszystko, co nam potrzebne do szczęścia

— mówiła Piotrowska „Gazecie Wyborczej”. Czy zamieniając blokowisko na resort spraw wewnętrznych otrzymała zapewnienie, że świętego spokoju jej nie zabraknie? Kopacz zapewnia, że „Teresa da radę”. Z pewnością. Niejedno jajko jest jeszcze do zniesienia…

Ekspertka Instytutu Spraw Publicznych stwierdziła, że postawienie po raz pierwszy na czele MSW kobiety „to krok naprzód w polskiej polityce”. Tyle, że już za Sienkiewicza staliśmy nad przepaścią…

Patrząc na jego następczynię, która zrobiła krok w przód, można mieć obawę, że opinia, iż „państwo polskie istnieje czysto teoretycznie” szybko może stać się przedmiotem naszych tęsknot…

Teresa da radę”, „Grabarczyk kocha ludzi” a Szczurek - jak ten świstak - siedzi po nocach, liczy, przelicza i nie dosypia… Platformerski kurnik sklecony. Jaj z pewnością nie zabraknie… Tylko czy Polska to przetrzyma?


Polecamy wSklepiku.pl książkę naszej publicystki Marzeny Nykiel „Pułapka Gender. Karły kontra orły, czyli wojna cywilizacji”.