Delfin z Kaliny, czyli pycha kroczy przed upadkiem

Fot. kostempski.pl
Fot. kostempski.pl

Miał być ekologiczny sukces, a jest ekologiczna porażka oraz ryzyko, że wkrótce w mieście będą się rodziły kalekie dzieci, a wyborcy którzy zaufali prezydentowi Dawidowi Kostempskiemu – częściej chorować na raka.

Miraże, roztaczane przez prezydenta Świętochłowic rozmywają się. Niewiele z obietnic wyborczych, jakie chętnie składał 4 lata temu stało się faktem. Na szczęście dla kasy miasta.

Wszystko wskazuje na to, że Dawid Kostempski (zwany w partyjnych kręgach Delfinem), niegdyś nadzieja śląskiej Platformy Obywatelskiej, poważnie naraził życie i zdrowie mieszkańców Świętochłowic.

Pięciohektarowy staw Kalina uprzykrza życie mieszkańcom świętochłowickiej dzielnicy Zgoda od ponad 40 lat. Z bezodpływowego, zanieczyszczonego fenolem zbiornika wydobywa się fetor. Głównym trucicielem były pobliskie zakłady chemiczne produkujące farby i lakiery. Przez lata w pobliżu stawu usypano hałdę odpadów poprodukcyjnych. Spływające z niej wody skaziły zbiornik metalami ciężkimi, i nie tylko.

Staw Kalina był wyzwaniem dla niemal każdych władz Świętochłowic od wielu lat. Próbowano wcześniej cuchnący problem, który od domów ludzi jest oddalony zaledwie o kilkadziesiąt metrów, jakoś rozwiązać. Wokół hałdy powstał ekran o głębokości 10-12 m, który okazał się niewystarczającą barierą, bo był za płytki. Skażony pozostał też sam staw - na dnie zalega warstwa toksycznego, chemicznego osadu.

Rakotwórcza niespodzianka

Do końca nie wiadomo, kto Kostempskiemu podsunął pomysł rewitalizacji Kaliny. Ponieważ pamięć ludzka jest zawodna, warto przytoczyć kilka cytatów z depesz PAP sprzed kilku miesięcy, o tym jak miało być pięknie:

Jak akcentował prezydent miasta Dawid Kostempski, przedsięwzięcie jest największym tego typu w regionie i jednym z największych w Polsce. Choć w jego efekcie do końca lipca 2015 r. Kalina powinna być czysta (mają do niej wrócić jesiotry), wcześniej okolicznych mieszkańców dotkną niedogodności związane ze smrodem wydobywanych zanieczyszczeń i ruchem ciężarówek.

Ostatnie dziesięciolecia pokazywały, że próby oczyszczania stawu ze wszystkich zanieczyszczeń okazywały się mało skuteczne. Od 2011 roku zaczęliśmy intensywne poszukiwania środków finansowych na realizację tego przedsięwzięcia i stworzenie takiej technologii, która w sposób skuteczny i efektywny pozwoli przywrócić wartości przyrodnicze w tym miejscu - wyjaśniał Dawid Kostempski, prezydent Świętochłowic.”

Jak się okazało była to tylko – w najlepszym razie – sztuczka public relations. Oszołomiony wizją przedwyborczego sukcesu „na ekologii” ambitny prezydent Świętochłowic, żonglujący wizją dotacji europejskich, rozpoczął kilka miesięcy temu inwestycję.

Podczas podpisania umowy o dofinansowanie w marcu 2012 r. Kostempski perorował:

Zatruty fenolem i cuchnący staw Kalina, który przez lata był dla władz i mieszkańców ekologicznym wyrzutem sumienia, już wkrótce stanie się dumą i perełką okolicy.

Na spacer wokół Kaliny w 2012 r. namówił nawet ówczesną minister Elżbietę Bieńkowską, która przyłączyła się do chóru:

Ten, pierwszy w regionie i największy w kraju projekt rewitalizacji, będzie dowodem na to, że warto pokonywać bariery by wykorzystać unijne dotacje dla zmieniania otoczenia przyrodniczego i przywracania naturze zniszczonych przez człowieka terenów.

Według obliczeń inwestycja miała kosztować 52 mln zł. Jednak po przetargu okazało się, że konsorcjum trzech firm (VIG Sp. z o.o., Port Service Sp. z o.o. oraz PPR Complex Sp. z o.o.) jest w stanie to zrobić za prawie 30 mln zł, niemalże o połowę mniej, niż zakładał projekt. I już pierwsze pytanie: dlaczego wprowadzono taką korektę?

Łączny koszt inwestycji wynosi 29 977 780 zł, z czego 85 proc. to unijne dofinansowanie (25 481 113 zł), 12 proc. pożyczka z WFOŚiGW w Katowicach (4 328 587 zł), a zaledwie trzy procent to wkład gminy (168 079 zł). Unia Europejska daje, ale i wymaga. Warunkiem otrzymania dotacji było uzyskanie tzw. efektu ekologicznego, czyli zapewne przynajmniej tyle, że bajoro przestanie cuchnąć.

Prace trwały od wiosny, cysterny wywoziły setki ton trującego szlamu z dna Kaliny do Trójmiasta, gdzie były spalane i utylizowane. Ze strony wykonawców cicho dochodziły lekkie sygnały, że nie wszystko przebiega zgodnie z planem i efektu ekologicznego nie da się uzyskać nie tylko do 2015 r., ale wcale.

Koniec ekologicznej bajki

We wtorek ze sztandarowej inwestycji, która miała być „perłą w koronie” menedżerskich dokonań Dawida Kostempskiego wycofało się konsorcjum. Przy okazji prezes spółki VIG ujawnił szokujące fakty. Urząd miasta przede wszystkim nie zapłacił za wykonane do tej pory prace 8 mln zł. To duża kwota, ale wobec pustki w kasie miasta – szokująca.

Gmina Świętochłowice od chwili zawarcia umowy z naszym Konsorcjum bagatelizowała zgłaszane problemy, które uniemożliwiały osiągnięcie efektu ekologicznego inwestycji. Tego efektu projektanci nie zakładali, gdyż zamawiający, czyli miasto, tego nie żądało!

– twierdzi Zdzisław Seweryn, prezes zarządu VIG.

To nie wszystko. W oświadczeniu prezes Seweryn zarzuca miastu, że urzędnicy zataili i nie przekazali istotnych dokumentów oraz informacji na temat zanieczyszczenia tego, co kryje dno stawu.

Te warstwy podosadowe po usunięciu osadów i ich odsłonięciu powodować będą dalszą emisje fenoli i związków chemicznych do wody, i wtórne zanieczyszczenie stawu Kalina. Absolutnym brakiem odpowiedzialności ze strony Gminy było bagatelizowanie opinii specjalistów o szkodliwości założonej technologii oczyszczenia wody przez aerację

– dodaje Seweryn.

Zaplanowana metoda napowietrzania stawu (aeracja likwiduje fenole) nie może być stosowana. Za duże jest stężenie tych związków chemicznych. „Rozgrzebanie” Kaliny spowodowało, że ze stawu zaczęły się unosić trujące opary w większym niż do tej pory stężeniu.

Taka technologia jest także szkodliwa ze względu na zagrożenie wprowadzenia do powietrza niebezpiecznych dla życia i zdrowia ludzi innych toksycznych substancji, które znajdują się w stawie. Były tez błędy w samym projekcie

– dodaje Seweryn. Te „inne substancje” to m.in. węglowodory aromatyczne, toluen, ksyleny, pirydyna, które – tak jak fenol, mają działanie rakotwórcze oraz mogą wpływać na rozwój płodów. Nietrudno policzyć, że jest duże prawdopodobieństwo, iż pierwsze (nie daj Boże) kalekie dzieci będą się w Świętochłowicach rodziły późną jesienią. Lekarze twierdzą, iż ostatnio wzrosła liczba chorych na raka. Kostempskiego to zagrożenie nie dotyczy. Nie jest zbytnio narażony na smród i ryzyko, bo razem z rodzina mieszka w Katowicach, kilkanaście kilometrów od miasta, którym „rządzi”.

Spin prezydenta

Kiedy zaczęło w Świętochłowicach śmierdzieć, to na spotkaniu z mieszkańcami prezydent głosił uspokajające hasła (cytat za serwisem swietochlowice.naszmiasto.pl):

Mamy ekologiczną bombę i musimy ją rozbroić. W przeszłości próbowano już to zrobić, ale nie udało się. Wszystko przeanalizowaliśmy i postanowiliśmy oczyścić staw, biorąc pod uwagę wszystkie najnowsze technologie – mówi Dawid Kostempski. - Będzie trudno podczas rewitalizacji. Mieszkańcy Zgody wiedzą, że kiedy opadanie poziom wody, to zaczyna mocniej śmierdzieć. Podczas oczyszczania będzie hałas, będą przede wszystkim bardzo nieprzyjemne zapachy, ale warto przetrwać te trudy, by raz na zawsze rozwiązać problem zanieczyszczonej Kaliny – podkreśla Dawid Kostempski. - Zyskamy bardzo atrakcyjny teren, w stawie znowu pojawią się ryby – dodaje prezydent miasta.”

Kiedy afera z Kaliną się rozlała, Kostempskiemu z sukcesem udało się regionalnym mediom wmówić, że to miasto wyrzuciło wykonawcę z placu budowy. Wyartykułował przekaz do mediów w formie, że

„Firma chciała znacząco zmienić sam projekt, miała też szereg swoich pomysłów związanych z pracami, które nie mogły zostać zaakceptowane przez magistrat”.

Z wiarygodnych źródeł dowiedziałem się, że sprawą tej inwestycji zainteresowane są służby specjalne. Niewykluczone bowiem, że całą dotację miasto będzie musiało zwrócić.

Ponieważ Kostempski zna się na sztuczkach public relations proponuję, aby w ramach Ice Bucket Challange oblał się wodą. Ze stawu Kalina.

————————————————————————————————————-

Zachęcamy Państwa do kupienia najnowszego numeru tygodnika „wSieci” w wersji elektronicznej.

E - wydanie to wygodna forma czytania bez wychodzenia z domu, na monitorze własnego komputera. Dostępne są zarówno wydania aktualne jak i archiwalne.

Wejdź na: http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html i wybierz jedną z trzech wygodnych opcji zakupu.

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...