Minister Radosław Sikorski może stracić tekę szefa polskiej dyplomacji. A to dlatego, że jego polityka nie podoba się Bronisławowi Komorowskiemu. O napięciach wokół szefa MSZ pisze Gazeta Wyborcza.

Jak zauważa dziennik, obsada MSZ to obecnie największy problem kompletowaniu nowego gabinetu. Według niej do tej teki był przymierzany były premier Jan Krzysztof Bielecki (wymieniany jako kandydat na ministra finansów), który jednak wzbrania się przed wejściem do rządu.

Pod uwagę brany jest były wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf, obecnie ambasador w USA, wymienia się także Pawła Zalewskiego - byłego eurodeputowanego i szefa komisji spraw zagranicznych. Jego na tym stanowisku chętnie widziałby Pałac Prezydencki

— pisze GW. Jak zauważa Sikorski do tej pory był postrzegany jako jeden z najmocniejszych ministrów. Jednak o jego odejściu mogą zadecydować nienajlepsze stosunki z prezydentem.

Jak przypomina GW, to właśnie Sikorski był rywalem Komorowskiego w prawyborach prezydenckich.

Prezydent Komorowski krytykował Sikorskiego za jego twitterowe opinie o powstaniu warszawskim. Nie uważał za najszczęśliwszą polityki presji na USA, aby do Polski wysłały „dwie ciężkie brygady”. Szokiem był zaś zapis nielegalnie podsłuchanej rozmowy z Jackiem Rostowskim, w której szef MSZ mówił, że sojusz polsko-amerykański jest szkodliwy, bo daje „złudne poczucie bezpieczeństwa”.

— czytamy w Wyborczej.

Zgodnie z jej informacjami w Pałacu Prezydenckim mówi się, że chodzi nie tylko o „styl rozmów, ale ich merytoryczną zawartość, która odbija faktyczne polityczne nastawienie”.

Gazeta przypomina, że Bronisław Komorowski, jeszcze zanim taśmy zostały ujawnione, krytykował exposé Sikorskiego za to, że niemal nie wspomniał w nim o relacjach z USA.

Rozmówcy z Kancelarii Prezydenta oficjalnie jednak zaprzeczają, by prezydent zgłaszał obiekcje wobec szefa MSZ.

Tak czy owak losy ministra tak jak i pozostałych członków gabinetu rozstrzygną się w ciągu kilku dni. Wedle informacji GW Sikorski w nowym rozdaniu mógłby zostać marszałkiem Sejmu, o ile do rządu wszedłby wiecemarszałek Cezary Grabarczyk.

ansa/GW