Czy czeka nas kolejny koszmar, tym razem z premierem Ewą Kopacz?

fot: PAP/Tomasz Gzell
fot: PAP/Tomasz Gzell

Czy już mamy nowego premiera? Może lepiej mówić premierkę. Bo jeszcze nie wiadomo, czy Donald Tusk zostanie wybrany na szefa Rady Europy i tym samym przeniesie się na stałe do Brukseli, a już Ewa Kopacz oświadcza dziennikarzom: - Jeśli będzie tego sytuacja wymagała, zostanę premierem. Bo – uzasadniała - jak się przychodzi do polityki, to człowiek bierze pod uwagę każdą działalność, która ma służyć Polsce. Nie wiadomo, które z tych dwóch zdań brzmi groteskowo. A zarazem tragicznie.

Karty, jakie zapisała na swoim koncie Ewa Kopacz są wręcz skandaliczne, a ona ma czelność przepychania się na szczyty władzy za wszelką cenę. Jej aspiracje wypowiadane z taką śmiałością nie biorą się z powietrza. Nie tylko dla mnie, ale pewnie dla każdego jest niemal oczywiste, że jej buta wynika z poparcia, jakie ma ze strony Tuska:

– Ewcia, spoko, jeśli ja pójdę do Unii, ciebie zrobię premierem. Wiesz, dlaczego?

– Bo jestem taka zdolna.

— Nie, nie w tym rzecz. Bo tylko na tobie jednej mogę polegać.

Co to znaczy dla Polski? Że nic się nie zmieni na lepsze, a będzie tylko gorzej. Jeden nieodpowiedzialny kłamca zostanie zastąpiony swoja kopią, jeśli chodzi o skłonność do składania pustych obietnic i oszukiwania parlamentu, opinii publicznej, mediów, społeczeństwa. Kopacz będzie bezwolnym manekinem w rękach Tuska. Ślepym, poruszanym na odległość wykonawcą jego zleceń i sugestii. A ponieważ w dodatku jest osobą nie tylko tchórzliwą, ale i cokolwiek mało lotną, to grozi nam prawdziwy koszmar nowej władzy premierki Kopacz.

Patrząc na jej działalność i tych powszechnie znanych kilka kłamstw, jakże gorzko muszą brzmieć wypowiedziane kiedyś słowa marszałka seniora Józefa Zycha:

Naród polski chce mieć posłów uczciwych, o żarliwych sercach, czułych na sprawy społeczne, stawiających zawsze i we wszystkich okolicznościach dobro wspólne ponad osobiste interesy polityczne i ideologiczne.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...