Święto i przestroga

Dziś w związku są tysiące tych, którzy nigdy nie zrobili kariery politycznej, ani związkowej, a byli internowani, bici, siedzieli w więzieniach i wobec nich słowa o „pierwszej” i „drugiej” Solidarności to potwarz! Są od początku do dziś. To panowie Bujak, Lis, Frasyniuk czy Borusewicz mają problem, to oni porzucili Solidarność. Powiem więcej – wykorzystali ją jako trampolinę polityczną - z Piotrem Dudą, przewodniczącym Solidarności, rozmawia Krzysztof Świątek

Które święto jest dla Pana ważniejsze – 4 czerwca czy 31 sierpnia?

Odpowiedź przynosi nawet kalendarz świąt narodowych. 31 sierpnia, uchwałą sejmu ustanowiono świętem państwowym - Dniem Solidarności i Wolności. 4 czerwca nie ma tej rangi. Moglibyśmy cofnąć się do roku ’56, ’68, ’70, ’76, ’80, ’88 i powiedzieć, że każda z tych dat pozostaje ważniejsza od 4 czerwca 1989. Przełomowy jest rok 1980. To, co wydarzyło się 4 czerwca 1989, było tylko konsekwencją roku ‘80 i ‘88. W ubiegłym roku obchodziliśmy 25-lecie strajków z ’88 roku, co zostało przez obecne władze przemilczane. To Solidarność zorganizowała obchody 25-lecia strajków, tych ważnych protestów, podczas których robotnicy upomnieli się o ponowną legalizację związku zawodowego Solidarność pod hasłem: „Nie ma wolności bez Solidarności”. Gdyby nie strajki ’88 roku nie byłoby żadnego 4 czerwca 1989.

„W kampanii przed wyborami 4 czerwca było coś z czasów pierwszej Solidarności” – oceniał w czerwcu tego roku Zbigniew Bujak, jeden z „legendarnych” liderów Ursusa. Czy ten pan, który przepraszał za Solidarność, ma prawo do takich ocen? Jest pierwsza i druga Solidarność?

Nie ma pierwszej i drugiej Solidarności. Tacy ludzie jak pan Bujak chcieliby podzielić ludzi „S”. Była, jest i będzie jedna Solidarność, czyli Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność. Ludziom pokroju pana Bujaka, Komorowskiego czy Tuska nikt nie kazał odchodzić ze związku. To była ich decyzja. Jedni wybrali drogę polityczną, inni – jak pan Frasyniuk – biznesową. Nikt nie ma o to do nich pretensji. Zostali w Solidarności ci, którzy czuli się związkowcami. Dziś w związku są tysiące tych, którzy nigdy nie zrobili kariery politycznej, ani związkowej, a byli internowani, bici, siedzieli w więzieniach i wobec nich słowa o „pierwszej” i „drugiej” Solidarności to potwarz! Są od początku do dziś. To panowie Bujak, Lis, Frasyniuk czy Borusewicz mają problem, to oni porzucili Solidarność. Powiem więcej – wykorzystali ją jako trampolinę polityczną. Zrobili kariery nie dzięki swej rzekomej elokwencji czy inteligencji, a dzięki temu, że ludzie ich wówczas rozpoznawali jako działaczy związku. Pan Bujak przepraszał za Solidarność, sprzedawał legitymację, a niedawno miał pretensję, że nie wpuścili go ze znaczkiem „S” na Ukrainę.

Teraz mu znaczek ponownie był potrzebny.

To przeprosił się ze związkiem? Skoro tym, którzy 4 czerwca organizowali uroczystości, tak przeszkadza Solidarność, to po co napis „25 lat wolności” plagiatowali używając solidarycy? To prezydent Niemiec Joachim Gauck 29 lipca podczas otwarcia wystawy „Powstanie Warszawskie 1944” w Berlinie akcentuje, że „w ’80 roku Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność rozpoczął drogę do wolności”, a przemawiający po nim prezydent Komorowski mówi tylko o „ludziach Solidarności”, jakby słowa „związek zawodowy” nie przechodziły mu przez gardło. To przykre szczególnie dla ludzi, którzy w ’80 roku walczyli - nie tylko o wolność. Przecież strajki zaczynały się od hasła: „Pracy i chleba”. Dziś wolność mamy, a niektórzy wykorzystują ją do zniewalania innych, eksploatowania pracowników ponad wszelką miarę. Takie są skutki liberalnej polityki rządu Donalda Tuska.

Uprawia się propagandę, że obecna Solidarność nie ma wiele wspólnego z tamtą – z lat 80. Nawet brakuje ludzi z dawnej Solidarności. Ta pierwsza miała 10 milionów – dodają.

Lech Wałęsa zostawił Solidarność, która liczyła 1,5 mln członków. I też warto mu przypominać, że nie zostałby prezydentem, gdyby nie związek, który zresztą robił mu jedną i drugą kampanię wyborczą. Ci, którzy powołują się na ideały „S”, pokazują się na uroczystości kanonizacji Jana Pawła II, nie biorą sobie do serca nic z jego encyklik, przesłań. W tym roku przypada 30. rocznica śmierci błogosławionego księdza Jerzego – niech rządzący poczytają jego kazania. Związek zawodowy Solidarność, który dziś liczy 700 tysięcy członków, został zdziesiątkowany najpierw w stanie wojennym, kiedy wielu zmuszono do emigracji, a potem przez transformację, upadek setek zakładów przemysłowych. Przez lata uprawiano propagandę, że związki zawodowe to hamulcowy gospodarki, obarczano je winą za wszelkie zło, a mimo to jesteśmy, pełnimy ważną społeczną rolę. I to nasz wielki sukces. Rządzący marzą, by nie było związków zawodowych, by mogli realizować liberalną politykę.

Na fetowanie 25-lecia polskiej wolności Solidarność nie została zaproszona przez elitę III RP. Pan wytykał, że najbardziej zasłużeni działacze „S”, którzy byli internowani, więzieni, powinni siedzieć w pierwszych rzędach. Jednak te zarezerwowano dla polityków z Kwaśniewskim na czele. Kto będzie świętował z Solidarnością 31 sierpnia?

Przyjadą ci, którzy czują w sercu, że muszą być tego dnia na mszy św. w kościele św. Brygidy i potem pod bramą stoczni. Ale świętowanie rozpoczęliśmy oczywiście wcześniej – w Świdniku i Lublinie. Będziemy w Szczecinie, Gdańsku, potem Jastrzębiu i wielu innych miastach, w których rodziła się „S”. W tym roku 31 sierpnia w Gdańsku otwarte zostanie Europejskie Centrum Solidarności, dla wielu członków związku instytucja kontrowersyjna, w której próbuje się pisać historię na nowo. Będziemy na uroczystości otwarcia ECS, ale postawiliśmy dwa warunki – z każdego regionu mają zostać zaproszeni nasi kombatanci - ci, którzy przed i po 80 roku walczyli o wolne związki zawodowe. I drugi warunek – związek zawodowy Solidarność ma być ważną instytucją podczas uroczystości, z prawem głosu, a nie tylko kwiatkiem do kożucha.

Czytaj cały wywiad w najnowszym numerze Tygodnika Solidarność!