Stanisław Janecki: Tusk i Sikorski przed Trybunał Stanu. Za bezbronność Polski

premier.gov.pl
premier.gov.pl

Nieobecność ministra Sikorskiego na rozmowach w sprawie Ukrainy jest - jak mawiał Stefan Kisielewski - rezultatem. Polska po prostu nie jest w stanie przeforsować w UE i NATO żadnego własnego stanowiska. A nawet rząd Donalda Tuska nie jest zdecydowany na to, co forsować. Rząd nie potrafi też w żaden sposób wpłynąć na Niemcy, które samozwańczo, a właściwie w wyniku porozumienia z Rosją występują w imieniu Zachodu.

Udział ministra Sikorskiego w rozmowach byłby wskazany choćby z tego powodu, że nie chce tego Rosja. Byłaby to więc demonstracja, że Rosja nie może Polski ustawiać jak chce. Skoro jednak Sikorskiego na rozmowach nie było, w świat poszedł komunikat, że Rosja może ustawiać obecny polski rząd jak chce. A jednocześnie tzw. dyrektoriat Unii (bo on wbrew stanowisku Tuska i Sikorskiego istnieje, i Polska doń nie należy) nie uznał za stosowne, żeby duży kraj bezpośrednio zagrożony agresją Rosji na Ukrainie był traktowany poważnie. I również z tego powodu Sikorski powinien uczestniczyć w rozmowach z udziałem szefów MSZ Niemiec, Rosji, Francji i Ukrainy.

Zabiegając przez ostatnie siedem lat o niemiecki „protektorat” nad polską polityką Tusk i Sikorski doczekali tego, że jest on traktowany jako fakt. I nikt już Polski nie doprasza tam, gdzie są Niemcy, skoro to one mają faktyczne upoważnienie do reprezentowania Polski. Przez dopraszanie się tego „protektoratu” osiągnęliśmy tyle, że nikt ważny się z Polską nie liczy jako samodzielnym podmiotem europejskiej polityki. A jednocześnie osiągnęliśmy to, że reprezentujące nas rzekomo Niemcy, działają sprzecznie z polskimi interesami, co nawet dziecko mogło przewidzieć. W efekcie Polska jest poniżana przez Rosję, oszukiwana przez Niemcy i kompletnie ignorowana przez Francję, Wielką Brytanię i Włochy.

Mamy absolutną kompromitację i dewaluację polityki zagranicznej Tuska-Sikorskiego, na co rząd reaguje odwrotnie niż powinien. Oni się między sobą nie oszukują, więc kompromitację próbują przedstawić jako strategię. Polska ma się rzekomo celowo trzymać trochę na dystans od agresji na Ukrainę, żeby nie dawać Moskwie pretekstu do ataków. I robią to rzekomo celowo także z tego powodu, że Polacy boją się gorącego konfliktu z Rosją, więc wmawia im się, że rząd nie podejmuje niepotrzebnego ryzyka. Kłopot w tym, że Rosjanie nie są głupi i wiedzą, jaka jest rzeczywista siła ekipy Tuska-Sikorskiego i że rzekoma strategia to kit propagandowy na użytek polskiego wyborcy. A to sprawia, że w Moskwie uważają Tuska i Sikorskiego za słabeuszy, których można potraktować „z buta”, więc tak też ich traktują.

Polski wyborca, karmiony propagandową sieczką, przeczuwa jednak, że ta ekipa wpędziła go w bardzo niebezpieczną sytuację. Poza ogólnikowym gwarancjami NATO i powoływaniem się na artykuł piąty Traktatu Waszyngtońskiego Polacy nie mają żadnych podstaw, by czuć się bezpiecznie. Polska nie ma też realnego wsparcia w Unii, a jej główny partner, Niemcy, okazał się sojusznikiem, tyle że Rosji. Polska jest więc w istocie obecnie bezbronna. Tym bardziej że po drodze ta ekipa zwlekała z uruchomieniem budowy w Polsce tarczy antyrakietowej, bo Sikorski uważał się za Talleyranda, który odpowiednio ustawi Amerykanów. Oczywiście nie ustawił, więc układ o tarczy podpisano o wiele później niż można było i najważniejszy element bezpieczeństwa Polski jest wciąż w bardzo wstępnej fazie. I to nie jest wina USA, lecz Tuska i Sikorskiego. A oddając się pod „protektorat” Niemiec ta ekipa zniszczyła zawiązujący się sojusz północny - z Wielką Brytanią, Szwecją i państwami bałtyckimi, co bardzo by poprawiało polskie bezpieczeństwo. Zniszczyli oni ten sojusz także dlatego, że był on dziełem prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Minister Sikorski wielokrotnie dawał do zrozumienia, że przy nim minister Józef Beck był nieporadnym pseudostrategiem. Polityka Becka wprawdzie przegrała (niekoniecznie z jego winy), lecz była to jednak jakaś suwerenna strategia. Przy niej koncepcje Sikorskiego są po prostu dziecinadą. I ta dziecinada przypadła na najniebezpieczniejszy okres w historii Polski po 1989 r. Nakładając to na różne przeszłe zapóźnienia w modernizowaniu armii (obecnie jest już znacznie lepiej) mamy właściwie bezbronną i osamotnioną Polskę, z którą politycznie nikt ważny się nie liczy. Mamy więc w istocie dewastację systemu bezpieczeństwa Polski, który trzeba w trybie nagłym zbudować. A winnych tego trzeba po prostu postawić przed Trybunałem Stanu, mimo że jest on parodią sprawiedliwości dla rządzących.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...