Po próbie zjednoczenia prawicy, przyszła kolej na lewicę. Lider SLD (czyli sojuszu lewicy bez sojuszu) Leszek Miller oznajmił w imieniu zarządu swej partii, że wystąpi do wszystkich lewicowych ugrupowań i związków zawodowych z ofertą oddania do ich dyspozycji połowy miejsc na swych listach wyborczych. Jest już nawet kolejna nazwa dla przyszłego komitetu: „SLD – Lewica Razem”.
Niby jednoczenie się partii na scenie politycznej jest logiczne, jednak w naszym, polskim, przypadku to ryzykowne przedsięwzięcie. Jak uczy inicjatywa Jarosława Gowina z „razem” w nazwie, dylemat razem czy osobno na pewno wynika wyłącznie z rachunku matematycznego (patrz notowania sondażowe), a naprawdę oznacza tyle, co „dodatkowo”. Na reakcję kandydatów do wyborczej spółki „SLD-Lewicy Razem” nie trzeba było długo czekać. Urażony kameleon kato-obywatelsko-laicki Janusz Palikot wypalił:
Żałuję, że Miller nie rozumie partnerskich umów. Proponuję 50 proc. dla działaczy SLD na listach Twojego Ruchu”. (…) Kaczyński może się cieszyć. Miller nie dał rady.
Jak oznajmił, Twój Ruch, znaczy jego, Palikota, wystartuje w jesiennych wyborach samorządowych pod własnym logo. „Śladowy” - licentia poetica Millera - lecz głośny Ruch uważa propozycję SLD za uwłaczającą i zaprzepaszczenie przez czerwonych baronów „szans na utworzenie centrolewicowej alternatywy dla prawicy”.
Zabawa w razem czy osobno trwa. Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich odparowuje w eter za pośrednictwem radiowej „Trójki”, że partia Palikota powinna znać swoje miejsce:
To jakby Mercedes chciał produkować samochód z panem Kowalskim, który samochód robił w garażu, a pan Kowalski chce, żeby teraz firma nazywała się Mercedes i Kowalski.
W ocenie Wenderlicha, co świadczy wręcz o chorobliwej megalomanii i oderwaniu od rzeczywistości, SLD jest „dobrą marką na rynku politycznym”. Według sondażu Homo Homini partia Millera ma 11 proc. poparcie społeczne, zaś Palikota 3 proc., co mówi samo za siebie… Wspólnego frontu lewicy nie ma, choć de facto prób jej jednoczenia było wiele, że wspomnę tylko ubiegłoroczny, zorganizowany przez SLD Kongres Polskiej Lewicy na Stadionie Narodowym, z udziałem przedstawicieli prawie 90 partii i różnorakich stowarzyszeń. Z tej hucznie zapowiadanej masówki wyszły nici.
Lewica niby jest, ale jakby jej nie było. Podobnie rzecz ma się z prawicą, tym bardziej, że dezyderaty lewicy mają niekiedy prawicowy charakter i na odwrót. To akurat we współczesnej polityce jest zjawiskiem nierzadko spotykanym, jednak sytuację na polskiej scenie politycznej dodatkowo zaciemnia fakt, że nurty chadecji, socjaldemokratyczny i liberalny są rozdrobnione i po prawdzie dopiero się kształtują. Wbrew twierdzeniu Wenderlicha, komunistyczne korzenie i byli aparatczycy PZPR nie stanowią o sile SLD, przeciwnie, są kulą u nogi, obciążającą rozwój młodej socjaldemokracji.
Także powstanie koalicyjnego bloku Prawa i Sprawiedliwości, Polski Razem i Solidarnej Polski nie jest równoznaczne z powstaniem jednej, silnej partii, jest sojuszem wyborczym, w którym osobiste ambicje ich przywódców zostały utemperowane na użytek chwili. Najsilniejszym przeciwnikiem dla polskiej prawicy pozostaje… prawica. Choć dziś wydaje się to niemożliwe, prędzej czy później, gdy lewica urośnie w siłę, sojusz PO-PiS storpedowany - co trzeba powiedzieć jasno - przez powodowanego partykularnymi względami Donalda Tuska po klęsce w 2005r. w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, będzie naturalny, nieunikniony i wręcz niezbędny.
Na razie polska scena polityczna znajduje się w takiej fazie rozwoju, jak w Zachodnich Niemczech… sprzed półwiecza. W pierwszym Bundestagu zasiadało aż dziewięć różnorakich partii, w które wtopili się także byli członkowie hitlerowskiej NSDAP. Formowanie politycznego podziału w ówczesnej Republice Federalnej trwało dwanaście lat; w 1961 r. miejscami w parlamencie podzieliły się na ponad dwie dekady już tylko trzy ugrupowania - chrześcijańscy demokraci z siostrzanych partii CDU/CSU, socjaldemokraci z SPD oraz liberałowie z FDP. Dopiero w 1983r. skład Bundestagu poszerzony został o partię Zielonych, a po zjednoczeniu Niemiec o niewiele znaczących na płaszczyźnie federalnej postkomunistów z dzisiejszej partii Lewicy. Obecnie „socis”, zbyt słabi do pokonania chadeków, coraz częściej mówią o potrzebie połączenia sił SPD i Lewicy. Nawiasem mówiąc, unici CDU/CSU liczą 623 tys. członków. Liczebność Platformy Obywatelskiej (niespełna 43 tys.) jest mniejsza nawet od postenerdowskiej partii Lewicy (64 tys.), czy Zielonych (62 tys.). Równie blado wypada pod tym względem Prawo i Sprawiedliwość, do którego należy 22 tys. członków, czyli tyle, ile w niektórych powiatach pokrewnej programowo, regionalnej, bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (150 tys. członków). Jeśli wziąć pod uwagę liczbę ludności Polski i RFN, szeregi prawicy w naszym kraju powinny sięgać proporcjonalnie 300 tys., co jest dziś marzeniem ściętej głowy.
Dominacja CDU/CSU i SPD w Niemczech nie oznacza bynajmniej, że poza tymi największymi ugrupowaniami nie ma innych partii. Jest ich w RFN łącznie aż 63, które uzupełnia 12 obywatelskich inicjatyw wyborczych, począwszy od takich dziwolągów, jak Satyryczno-Anarchistyczna Pogo-Partei, przez Marksistowsko-Leninowską Partię Niemiec, Chrześcijański Środek na Rzecz Niemiec według Przykazań Bożych, po ugrupowanie o tasiemcowej nazwie Partii Pracy, Państwa Prawa, Ochrony Zwierząt, Wspierania Elit i Inicjatywy Podstawy Demokratycznej. W zdecydowanej większości nie mają one żadnego znaczenia, w nielicznych przypadkach pojawiają się jak efemerydy w samorządowych strukturach lokalnych. Niechęć Polaków do aktywnego uczestniczenia w życiu politycznym kraju i partyjnej działalności wynika przede wszystkim z trzech powodów: braku jasnego podziału na scenie politycznej, programowego mętliku poszczególnych partii i sprowadzenia przez nie politycznych debat do poziomu magla, że o takich „budujących” społeczne zaufanie zjawiskach jak reformatorskie nieróbstwo, wątpliwe kompetencje członków rządu, nepotyzm, oraz liczne skandale i afery nie wspomnę.
Im szybciej dotrze to do świadomości politycznych graczy, tym lepiej, co natenczas pozostaje jednak wyłącznie w sferze wyborczych życzeń…
————————————————————————————-
Poznaj prawdziwe oblicze rządu Donalda Tuska!
Przeczytaj książkę „Afery czasów Donalda Tuska” .
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/209361-piotr-cywinski-dla-wpolitycepl-polska-scena-polityczna-przypomina-dzis-niemcy-sprzed-polwiecza
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.