W zeszłym tygodniu odmówiłem jednemu z polskich portali informacyjnych skomentowania wypowiedzi wygłoszonej przez Viktora Orbana 26 lipca br. podczas letniego obozu studenckiego w Baile Tusnad w Siedmiogrodzie na terytorium Rumunii. Premier Węgier miał tam oświadczyć, że wzorem dla jego kraju pozostaje Rosja.

Dlaczego odmówiłem? Wcześniej kilka razy zetknąłem się bowiem z przypadkami, że tłumaczenia przemówień Orbana z języka węgierskiego na polski lub angielski były tak niedokładne, iż zniekształcały istotę jego przekazu. Postanowiłem więc zapoznać się z treścią jego wykładu wygłoszonego w Rumunii. Dopiero po tym mogę odnieść się twierdzenia, jakoby Moskwa stanowiła wzór dla Budapesztu.

Wystąpienie Viktora Orbana w Baile Tusnad miało charakter wykładu akademickiego, będącego refleksją nad współczesnymi przemianami cywilizacyjnymi. Węgierski polityk stwierdził, że w ciągu ostatnich stu lat miały miejsce cztery wydarzenia, które spowodowały wielkie przemiany ustrojowe na świecie. Były to: I wojna światowa, II wojna światowa oraz upadek komunizmu. Czwartym wydarzeniem, którego skutki obserwujemy teraz, jest globalny kryzys finansowy zapoczątkowany jesienią 2008 roku. Spowodował on zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu trzech charakterystycznych dla cywilizacji zachodniej modeli organizacji wspólnoty, takich jak: państwo narodowe, demokracja liberalna i państwo dobrobytu. Zdaniem Orbana, żyjemy obecnie w okresie, gdy wykuwa się nowy rodzaj systemowego organizowania wspólnot. Jeszcze dziesięć lat temu było nie do pomyślenia, by prezydent USA czy premier Wielkiej Brytanii mówili o gospodarczym patriotyzmie, a dziś są to frazy stale obecne w ustach Baracka Obamy czy Davida Camerona.

Węgierski premier uważa, że obserwujemy dziś nie tylko koniec ery demokracji liberalnej, lecz również na naszych oczach odbywa się międzynarodowy wyścig, gdzie stawką jest takie urządzenie państwa, które uczyniłoby z jego mieszkańców naród sukcesu. Ponieważ państwo jest sposobem organizacji wspólnoty, rodzi się pytanie, jak uczynić dany kraj konkurencyjnym w skali międzynarodowej. W tym kontekście interesujące -– jego zdaniem -– może być doświadczenie krajów, które odniosły taki sukces, a wcale nie są liberalne, jak np. Singapur, Chiny, Indie, Rosja czy Turcja. Być może więc trzeba oderwać się od pewnych ideologii oraz dogmatycznych schematów myślenia przyjętych w Europie Zachodniej i stworzyć nową formę organizacji wspólnoty, konkurencyjną w wyścigu globalnym? Według Orbana, nadszedł obecnie czas na tworzenie nowej formuły państwa i społeczeństwa, opartego przede wszystkim na pracy, na jej poszanowaniu oraz dostępie do niej. W jego wizji Węgry mają być „państwem pracy, które szanuje chrześcijaństwo, wolność i prawa człowieka.”

Przemawiając w Baile Tusnad, Orban stwierdził, że Węgrzy, głosując dwukrotnie na Fidesz, odrzucili, „co brzmi jak świętokradztwo”, zasady społeczeństwa liberalnego, które -– jego zdaniem -– jest w gruncie rzeczy dyktatem silniejszego:

W roku 2010 podjęliśmy decyzję o zerwaniu z koncepcją społeczeństwa liberalnego oraz wynikającymi z niej zasadami i metodami. Zamiast tego wybraliśmy połączenie wolności z odpowiedzialnością, a więc prowadzimy politykę zgodną z ideą wzajemnej odpowiedzialności, co jasno przypomina nam Konstytucja, na którą wszyscy złożyliśmy przysięgę. Przez 20 lat panował pogląd, że wolno wszystko to, co nie narusza wolności drugiego. Wynikająca z tego filozofia życia cieszyła się politycznym uznaniem i wsparciem. Ponieważ jednak nie ma odpowiedzi na pytanie, kto decyduje o tym, co zaczyna być naruszeniem wolności drugiego człowieka, w praktyce życia codziennego kwestię tę rozstrzygała siła, czyli ten, kto dysponował jej przewagą. Dlatego w rzeczywistości pogląd ten -– przy całej jego umysłowej elegancji i atrakcyjności –- okazał się fałszywy i obłudny. Dlatego właśnie musieliśmy go odrzucić i w jego miejsce przyjąć nową koncepcję. A dokładniej, musieliśmy przywrócić prastare prawo moralne, które brzmi: czego nie chcesz, by tobie uczyniono, tego i ty nie czyń drugiemu. Co więcej: w duchu polityki inspirowanej chrześcijaństwem chcemy dołączyć do tego prawo, które mówi: co chcesz, by tobie czyniono, to czyń i ty swoim bliźnim.

Zdaniem Orbana, demokracja nie musi być koniecznie liberalna, gdyż istnieją także inne modele tego ustroju. Węgierski premier stwierdził, że nie można przekreślić wszystkich wartości liberalnej demokracji, takich jak np. prawa człowieka, ale zasadniczy akcent należy położyć na wymiar wspólnotowości. Wynika to z faktu, że naród węgierski nie jest prostym zbiorem jednostek, lecz wspólnotą, którą trzeba stale budować.

Według Orbana dotychczasowy model liberalny znalazł się w kryzysie głównie dlatego, że osłabia on realne wspólnoty: od rodzinnych, przez kościelne, po narodowe. Należy więc odbudować życie wspólnotowe, co oznacza ograniczenie wpływu tych czynników, które osłabiają wspólnoty. Taką role odgrywają dziś międzynarodowe korporacje, które są w stanie prowadzić politykę kolonialną wobec małych i średnich państw. Cieszą się one przywilejami podatkowymi, które rujnują miejscowy biznes i lokalną klasę średnią. Nic dziwnego więc, że Orban pod hasłem “Nie dla kolonizacji Węgier” rozpoczął kampanię ograniczającą przywileje wielkich koncernów i nakładającą na nie większe obciążenia wobec wspólnoty narodowej.

Drugim czynnikiem niszczącym podstawy życia wspólnotowego Węgrów jest działalność niektórych organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy. Orban nawiązał w ten sposób do niedawnej kontroli, która wykazała, iż środki pieniężne z tzw. Funduszu Norweskiego, przeznaczone na rozwój społeczeństwa obywatelskiego, okazały się w rzeczywistości zakamuflowaną formą zagranicznego wsparcia finansowego dla opozycji, co pozostaje niezgodne z węgierskim prawem.

Wystąpienie Orbana w Baile Tusnad było znacznie dłuższe i obfitowało w szereg innych motywów. Omawiając je, skupiłem się jedynie na tym wątku, w którym była mowa o cywilizacyjnej alternatywie po roku 2008. Redukowanie tej mowy jedynie do stwierdzenia, że Moskwa ma stanowić wzór dla Budapesztu, stanowi rażące uproszczenie lub wręcz manipulację. Przesłanie owego przemówienia jest zupełnie inne: nadszedł czas przemyśleń i poszukiwań nowej formuły państwa, zaś Węgry powinny pójść własną drogą, a nie bezmyślnie kopiować metody, które gdzie indziej się nie sprawdziły. Można się zgadzać z Orbanem lub nie, ale najpierw warto rzetelnie poznać jego prawdziwe poglądy.

Oryginalnie skomentował to na łamach dziennika “Magyar Hirlap” Zsolt Bayer, który napisał, że jeśli kwintesencją modelu współczesnej gospodarki jest Detroit, symbolem obrony praw człowieka pozostaje Guantanamo, a istotą wolności jawią się tzw. małżeństwa homosekusalne, to taki model rzeczywiście nie ma przed sobą żadnej przyszłości. Czas poszukiwać nowych rozwiązań.