Znany bloger Seaman przedstawia kolejny odcinek Alfabetu Szczerego Przywódcy. Tym razem hasła rozpoczynające się na literę R.

Radziszewska Elżbieta

Jedna z cichych bohaterek trzeciej fali nowoczesności, czyli obywatelskiej demokracji sterowanej. Elka bez szemrania przyjmuje każde zadanie i wypełnia je co do joty. Była szykowana przez nas na resort zdrowia, ale nawet się nie skrzywiła, kiedy dostała resort równościowy. Wedle zasady „Każdemu, to na czym mu mniej zależy”. A teraz dostała się jej komisja do spraw służb specjalnych, ponieważ skończyła medycynę. Zgodnie z inną moją żelazną zasadą „Każdemu to, na czym się mniej zna”. W końcu zawód lekarza to też służba, więc w sumie niedaleko padło jabłko od jabłoni.

Reformy ciche w kroku

Patrz hasło: jesienna ofensywa legislacyjna

Rekonstrukcja rządu

Taki zabieg postpolityczny, który zapowiada się zawsze przed wakacjami, aby ludzie na urlopach mieli miłe wrażenie, że ktoś się stara by żyło się lepiej. Po wakacjach już się nie wraca do tematu, dopiero przed Świętami Bożego Narodzenia podejmuje się na nowo rekonstrukcję, która żyje jakiś czas własnym życiem i umiera naturalną śmiercią po feriach zimowych.

Resortowe dzieci

Paweł mówi o nich „resortaki”, bo mu się kojarzą z resorakami, które zbierał jako mały chłopczyk. Chociaż muszę przyznać, że z trudnością sobie wyobrażam Pawła jako małego chłopczyka, ale to tylko taka dygresja. My już oczywiście wyrośliśmy z resoraków, a ponieważ partia obywatelska nie może się bez pewnego rodzaju ludzi obejść, zatem kolekcjonujemy teraz resortaki. Resortaki bowiem charakteryzują się dużą spolegliwością na perswazję podpartą argumentami nie do odrzucenia, a to jest grunt – powtarza zawsze Paweł.

Mój kolega Gromek, z którym podwalaliśmy podwaliny pod naszą partię obywatelską, ma największą w Polsce kolekcję resortaków i często gęsto nam użycza któregoś, jeśli jest taka potrzeba. Potomstwo resortaków jest także bardzo liczne i należy powiedzieć, że te jabłka padły bardzo blisko jabłoni, co wykorzystujemy obficie w budowaniu obywatelskiej demokracji sterowanej. Jest kilku resortaków w rządzie, a już w zasobach rezerw kadrowych to mamy ich niezliczone mrowie, wszystkich specjalności i sprawności. Nie gardzimy także zasłużonymi towarzyszami z resortu, a Bronek to się nawet wżenił w taką rodzinę i tylko popatrzcie, jak na tym dobrze wyszedł, do jakich godności doszedł! Naprawdę, bardzo pożyteczne stworzenia, te resortaki.

Rodzina Na Swoim

Pierwotnie program miał nosić nazwę „Mieszkanie Dla Swoich”, lecz okazało się, że wszyscy swoi już mieszkania mają i to takie, że tylko daj Boże zdrowie i pieniądze aby je utrzymać, więc trzeba było zmienić cel. Zdecydowaliśmy się tym bardziej, że nasz koalicjant jest niezwykle wręcz, aż do obsesji prorodzinny, więc ta rodzina w nazwie bardzo mu podeszła. Nikt już się ich nie czepia o jakiś wydumany nepotyzm, skoro stał się programem rządu.

Rokita Jan

Jego żona ma na imię Nelly, cokolwiek to by miało znaczyć, więc wstrzymam się od komentarza. Natomiast Janek to jest bardzo sympatyczny kolega, ale on ma taką wadę, że wszystko na serio bierze. Nie można z nim pożartować ani przeprowadzić subtelnej manipulacji, bo się nie pozna za nic. Tak było z tym premierem z Krakowa, kiedy on ze śmiertelną powagą wszystko potraktował, a potem oczywiście się rozczarował i miał pretensje. Ale co ja za to mogę, że on taki niedomyślny? Angela mnie kiedyś wzięła na stronę, jeszcze zanim społeczeństwo nas wybrało, akurat wtedy Janek wymyślił to głupie hasło „Nicea albo śmierć”. Zapytała mnie z niesmakiem, czy on tak na poważnie, bo jeśli tak, to ona nie widzi mnie przy swoim boku w Unii, jako wpływowego gracza na europejskiej scenie. No, to co miałem zrobić? Trzeba było wszystko odkręcać z tą Niceą, a w końcu wykręcić, wyżąć i wyrzucić Janka. Zwłaszcza, że zadarł z Niemcami w Lufthansie. A swoją drogą, to mamy pecha z tymi samolotowymi wojownikami, najpierw Rokita, potem Protasiewicz. Ale dlaczego Niemcy się uwzięli na ludzi od nas? Czy to jakieś znaki nam dają w ten skomplikowany sposób? Paweł jest jednak twardym realistą i mówi, że gdyby jeden z drugim nie opił się jak smok wawelski, to żadnych znaków by nie było ani w samolocie, ani gdzie indziej.

Rosati Dariusz

Rosati brzmi prawie jak Zanussi, więc nasz poczciwy elektorat często myli delikwentów, co wychodzi nam na korzyść. Pochodzi z niewyczerpanych zasobów kadrowych mojego kolegi Gromka. Wygadany na tyle, że potrafi powiedzieć trzy zdania złożone bez zająknięcia i utraty wątku, więc się nadaje do nas. To główne kryterium przydatności do pracy państwowej według Pawła, który zawsze powtarza, że nieważne, co kto mówi, ale jak to wypada w telewizorze.

Ross Tadeusz

Popularny Zulu Gula. Chciałem napisać o nim więcej, ale Paweł mówi, że tyle w zupełności wystarczy.

Rostowski Jacek

A gdzie to się podziewa nasz Wincenty! - wołał zawsze Paweł rubasznie, kiedy trzeba było zaciągnąć nowy kredyt na spłatę odsetek od starego. To mówi sporo o formacie naszego Wicka, jak go pieszczotliwie zdrabniamy. Gdzieś na początkowym etapie tworzenia naszego obywatelskiego rządu przyszedł do mnie Paweł prosto z jakiegoś przyjęcia. Zresztą, nawet dość hałaśliwie mu się weszło wtedy, że musiałem nowe drzwi do gabinetu zamawiać, ale mniejsza z tym, futrynka rzecz nabyta. Właśnie dopiero co poznał, a potem i przywlókł do mnie delikwenta czworga imion, Jana Wincentego Antoniego, czyli Jacka Rostowskiego i nie mógł się go nachwalić, bo zrobił na nim piorunujące wrażenie.

To jest taki akrobata finansowy – mówił wtedy Paweł, jeszcze wciąż wesoły jak szczygieł o poranku – że nie ma dla niego kwoty, jakiej nie potrafiłby pożyczyć albo i schować w księgach, jak zajdzie potrzeba. Po prostu skarb w srebrnym jeziorze nie człowiek. Ci greccy kuglarze to przy nim, jak drobne rybki akwariowe. Ja w pierwszej chwili się żachnąłem i mówię do Pawła, co ty mi tu sprowadzasz jakieś dziwnego typa, który z polską gramatyką ma problem na poziomie siedmiolatka?! Jak ja wytłumaczę narodowi, że finansami ma zarządzać gość, który z własnymi imionami przez całe życie nie może dojść do ładu? Nie bój nic – Paweł na to – to jeszcze lepiej, bo zna różne trudne słowa, którymi będzie się posługiwał, a w polityce finansowej to grunt. Ludzie będą go słuchać jak proroka jakiegoś! - przekonywał mnie Paweł i po latach okazało się, że to święta racja. Nasz Wincenty tak zamieszał w głowach unijnych, że go mianowali najlepszym ministrem, jeszcze trochę by pourzędował, a Nobel z ekonomii niechybnie miałby w kieszeni. Coś niesamowitego, jakie ten człowiek potrafił sztuki wyczyniać przy budżecie. Ja to się tym specjalnie nie interesowałem, bo nie mam głowy do cyfr, ale Paweł opowiadał, że najlepsi analitycy byli już tak skołowani na koniec roku, że nie wiedzieli, która wersja nowelizacji obowiązuje. A jakie on plany konsolidacji finansów publicznych co rok układał, to po prostu klawiatura tego nie wypowie! Dość, że opozycja płacze z bezsilnej wściekłości, bo nigdy nie jest pewna, czy on żartuje, czy na serio, czy po prostu bredzi, jak Zabłocki na mękach. Co teraz robi po odejściu z mojej ekipy, to nie wiem, słyszałem jedynie, że zamieszkał w Bydgoszczu.

Rychu, Zbychu i Grzechu

Trzej kumple z afery hazardowej. Komisja śledcza nigdy nie doszła, kto się kryje za tymi pseudonimami. Wiadomo jedynie, że się przyjaźnią i spotykają na cmentarzach. To się może wydawać trochę dziwne, ale czego to ludzie nie zrobią, żeby się nie rzucać w oczy.

Seaman