Letnie klimaty, z bandami w tle…"U steru rządów mamy grypserujących chłoptasiów, mlaskających z miski - za cudze pieniądze"

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Scenariusze na scenie politycznej mamy ostatnio filmowe. Afera z warszawskiej restauracji „Pod taśmami”, położonej na Mokotowie o 200 metrów od głównej siedziby Biura Ochrony rządu, potwierdza tylko mądrość ludową, że najciemniej jest pod latarnią.

Obrazki z wizyty Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w redakcji „Wprost”, z grupą prokuratorów na czele z policjantami, oraz Sylwestra Latkowskiego, przyciskającego rozpaczliwie do piersi laptopa, robiły ogólne wrażenie na wszystkich  i obiegły światowe agencje. Można było nawet odczuć przesunięcie medialnej wajchy, osłaniającej rząd Donalda Tuska. Czy to możliwe, by dotychczasowy jego protektor zwinął ochronny parasol?

Gdy wielu zastanawiało się, co wszystko znaczy, rzeczywistość szybko wróciła w stare koleiny. Redakcja „Wprost” oddała nośniki z podsłuchami, a „Gazeta Wyborcza” ogłosiła, że kraj padł ofiarą napaści zorganizowanej grupy przestępczej. Co w rozpaczliwym oświadczeniu potwierdził szef polskiego MSZ Radosław Sikorski. Czuł się napadnięty osobiście. Stał się ofiarą pluskiew, podczas biesiady w Pałacyku Sobańskich. Obywatele - przez spisek – mogli przeczytać, co wraz z ministrem Jackiem Rostowskim jadł i pił,  i co gorsza, bredził, podczas upojnej biesiady. Wszyscy mogliśmy się naocznie przekonać, że u steru rządów mamy grypserujących chłoptasiów, mlaskających  z miski - za cudze pieniądze.

Uaktywnił się także, bardziej niż zwykle, Roman Giertych. Jeden z tabloidów ogłosił go potencjalnym następcą skompromitowanego przed podsłuchy innego ministra - Bartłomieja Sienkiewicza. Mecenas  od dawna kręci się wokół zaprzyjaźnionych polityków z PO. Nagłaśniał także koncepcję - jakby to nie brzmiało - o akcji zorganizowanej grupy przestępczej. A ta, wedle klasyfikacji prawnych, musi mieć przywódcę, określony cel działania, jej członkowie muszą słuchać rozkazów głównego herszta. Wielu Polaków zaczęło się zastanawiać, czy tą grupą nie jest, przypadkiem, rząd i jego szef? Czy rzekoma ofiara nie napadła sama na… siebie?

Dziś nawet, jeśli premier nagle zniknąłby z pola widzenia, odchodząc w siną dal, jego partia wciąż pozostaje skazana na zwycięstwo. Jak dawniej PZPR, tak i Platforma, posiadła naturalny proces reprodukcji władzy. Ilość państwowych urzędników i aparatu państwa, ich rodziny, znajomych i jawnych, bądź ukrytych zwolenników jest obecnie tak wielka, że ich głosy mogą spokojnie zdecydować o zwycięstwie partii Tuska w najbliższych i kolejnych wyborach. Chory system żerowania na państwie, czy jak mówią inni – dojenia państwa – skończy się wtedy, gdy żerujący na nim, i ich potomkowie powymierają lub kiedy skończy się samo żerowisko. I to ostatnie, rzecz jasna, nastąpi najwcześniej.

Symptomy końca paśnika już są widoczne. Jeszcze nie jest to oczywiste dla wszystkich, gdyż kraj pogrążony jest we wrzasku artystycznej barbarii. Ta ostatnia,  pod pretekstem wystawiania sztuk, zakłóca codzienne życie spokojnym obywatelom. Kiedy jednak żerowisko z unijnej kasy także im się wyczerpie, przesuną się na inne resztki do przetrawienia, a wtedy wszyscy zobaczymy smutny finał radosnych rządowych zabaw. Na razie jednak, gdy jedna banda okrada, gołoci i wyrywa z korzeniami resztki narodowej kasy, zaciągając długi – druga, czyni pierwszej dymną zasłonę, robiąc szalet wokół naszych świątyń. Taką mamy kanikułę. Sorry, taki mamy klimat. I na razie, nie ma na to mocnych…

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” 3 lipca 2014

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24 Wspieraj patriotyczne media wPolsce24

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych