Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zgodnie z tym powiedzeniem zachowuje się premier Donald Tusk. Jego reakcja na aferę taśmową sprzed ośmiu lat pokazuje skalę bezczelności, z jaką mamy obecnie do czynienia.

Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej, jakiej dopuścił się PiS. Miliony Polaków mogły poznać dzięki tym nagraniom kulisy kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd

— mówił Donald Tusk w 2006 roku, gdy wybuchła afera związana z taśmami Renaty Beger.

Choć sprawa dotyczyła przeciągania posłanki przez PiS, a wyglądała jak inscenizacja jednej z „zaprzyjaźnionych z PO” telewizji, wywołała znacznie większe poruszenie u Tuska niż to, co dzieje się obecnie.

W 2006 roku obecny premier mówił jednoznacznie:

Dzisiaj wszyscy przyzwoici ludzie muszą się domagać natychmiastowego skrócenia kadencji Sejmu i dymisji rządu Jarosława Kaczyńskiego. Fakt, że ministrowie i premier świadomie uczestniczyli w procesie korupcji oznaczają kompletny krach tego rządu i tego Sejmu. Jesteśmy przekonani, że posłowie tego parlamentu, inne kluby dołączą się do tego wniosku.

Dziś jednak aferę taśmową, dowód upadku moralnego swoich ministrów, dowód drenowania publicznych środków, by zapewnić trwanie przy władzy, premier nazywa zupełnie inaczej.

To przykra sprawa

— pierwsza Twitterowa reakcja Tuska zdaje się być dobrym symbolem reakcji szefa rządu.

Tusk konsekwentnie mówi już innym językiem:

Osoby, które w sposób przestępczy organizują podsłuchy, nie będą dyktowały polskiemu rządowi postępowania, także jeśli chodzi o dymisje czy mianowanie nowych ministrów. Nie wchodzi w rachubę działanie pod dyktando nikogo, kto ze złą wolą, albo przez naiwność, albo chęć zysku, albo chęć politycznego interesu, chciałby współpracować z przestępcami, którzy zorganizowali podsłuchy

— mówi Tusk, dodając, że „intencją osób czy zorganizowanej grupy przestępczej, która założyła podsłuchy i systematycznie podsłuchiwała ludzi polityki i biznesu, nie jest interes publiczny”.

Premier przekonywał, że tym razem najważniejszą sprawą jest to, kto podsłuchy organizował, montował i na czyje zlecenie. Ujawnianie „kulisów kuchni politycznej kompromitującej obecny rząd” tym razem nie jest już wspieraniem demokracji.

Tusk wiele razy dawał dowody hipokryzji, obłudy, bezczelności i wyparcia wartości, w tym kierowania się prawdą w życiu publicznym. Nie dziwi więc, że znów sięgnął po znaną sobie metodę…

P.S. W 2007 roku mieliśmy wybory, w 2014 roku mamy kolejny dowód, że państwo i demokracja traktowane są przez rząd jedynie jako źródła dominacji ekipy Tuska…