Podczas konferencji prasowej ze strony dziennikarzy padły zarzuty nadmiernej ekspresji i inicjatywy ze strony ABW. Tusk odparł, że ABW jest jedynie wykonawcą poleceń prokuratury.

Tymczasem za rządów Tuska zdarzały się precedensy, gdy to prokuratura była bezwolnym narzędziem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. I na dodatek stwierdził to sąd!

Chodzi o głośną kilka lat temu sprawę podsłuchiwania przez ABW trójki dziennikarzy: Wojciecha Sumlińskiego, Cezarego Gmyza oraz Bogdana Rymanowskiego.

Sprawa podsłuchiwania wyszła na jaw, gdy Agencja przekazała teksty nagrań ówczesnemu wiceszefowi ABW Jackowi Mące, który chciał wykorzystać je do procesu wytoczonego „Rzeczpospolitej“. W marcu 2010 r. sędzia Piotr Gonciarek z Sądu Rejonowego w Warszawie wydał orzeczenie, które powinno zatrząść posadami kraju. Jednak wówczas mainstream leżał u stóp Tuska.

Sędzia powiedział wówczas, że wbrew temu co orzekła prokuratura poznańska badająca nieprawidłowości w śledztwie prowadzonym przez prokuraturę warszawską w sprawie podsłuchiwanie przedstawicieli mediów to nie ABW pracowała na zlecenie prokuratury, ale prokuratura wykonywała polecenia Agencji. Jak wspomina Wojciech Sumliński sędzia użył bardzo barwnego opisu działań ABW i prokuratury.

ABW i prokuratura ma takie poszanowanie dla prawa w tej sprawie jak człowiek, który widzi na trawniku tabliczkę z napisem „zakaz wchodzenia na trawnik”, po czym wjeżdża na niego koparką i buduje sobie na nim ziemiankę

— opowiada Sumliński.

Sędzia powiedział także, że standardy obu instytucji przypominają to, co się dzieje na wschód od Polski.

Premier Donald Tusk po prostu kłamie mówiąc, że prokuratura zleca zadania ABW. Często jest odwrotnie.

Być może kiedyś się dowiemy jak odbywa się to obecnie w sprawie desperackich prób odnalezienia taśm z podsłuchanymi politykami PO: pies kręci ogonem, czy to jednak ogon kręci psem tak jak w przypadku przywołanej sprawy podsłuchiwania dziennikarzy.

Slaw