To interesujące, ale żadne medium nie zweryfikowało jak dotąd jednej z najważniejszych informacji, która padła w czasie słynnej biesiady w słynnej knajpie „Sowa i przyjaciele”.

Chodzi o rzucone mimochodem przez zawieszonego obecnie wiceprezesa PGNiG, a byłego wiceministra finansów i generalnego inspektora kontroli skarbowej Andrzeja Parafianowicza  w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem słowa o gazoporcie LNG w Świnoujściu. Parafianowicz mówi, że „oni (z kontekstu wynika, że chodzi o budowniczych – włosko-francuskie konsorcjum Saipem) teraz mówią o (uruchomieniu gazoportu na)jesieni 2015, a na mieście mówią coś o 2017”.

Przypomnijmy, że mowa o najbardziej strategicznej polskiej inwestycji, mającej umożliwić nam gazową dywersyfikację. Czyli uniezależnić nas od ewentualnego rosyjskiego szantażu gazowego.

Gazoport pierwotnie miał zostać uruchomiony w roku 2013, potem w połowie 2014 roku, a wreszcie, na skutek opóźnień, datę tę przesunięto na koniec obecnego roku. Zaś niedawno wicepremier Piechociński poinformował, że najnowszy termin uruchomienia terminalu to połowa przyszłego roku. Stąd do wymienianej przez wykonawców jesieni 2015 już blisko. A tu Parafianowicz, przecież jako wiceprezes PGNiG człowiek chyba kompetentny, rzuca iż „mówi się” o kolejnych dwóch latach….

Według mojej wiedzy żadne fachowe medium ekonomiczne w ciągu ostatnich paru dni nie spróbowało zweryfikować zapowiedzi Parafianowicza. Jeśli komentowano ten fragment rozmowy obu gentelmanów, to raczej w tonie prześmiewczym. Bo Nowak – były minister transportu i gospodarki morskiej! – pyta Parafianowicza, czy nie można by tego gazu, który już zakontraktowaliśmy w Katarze, wyładować w Gdańsku. Czyli ten niedawno jeszcze drugi po Tusku człowiek Platformy i, powtórzymy – szef resortu transportu i gospodarki morskiej w ogóle nie wie, że w portach Trójmiasta i w ogóle w Polsce nie ma dotąd przeznaczonego do odbioru LNG terminalu….

To rzeczywiście śmieszne i kompromitujące. Ale to, co się dzieje wokół budowy gazoportu, jest jednak ważniejsze.

Parafianowicz twierdzi, że obecne opóźnienia (pierwotne były spowodowane bankructwem jednego z wykonawców), te które mogą jego zdaniem doprowadzić do opóźnienia o kolejne dwa lata, są skutkiem bezkarności wykonawców. Na skutek niekorzystnej umowy, podpisanej przez „onych” mogą oni bowiem bez konsekwencji opóźniać prace.

Przypomnijmy więc, kto to są „oni”. Umowę z wykonawcą, konsorcjum Saipem, podpisano w 2010 roku. Odpowiedzialnym za gazoport był wtedy minister skarbu Aleksander Grad (ten, który wsławił się m.in.zapewnieniem, że Stocznię Gdańską uratuje tajemniczy katarski inwestor), zaufany Tuska, potem oddelegowany na front przygotowań do budowy polskiej elektrowni jądrowej. Zaś bezpośrednio umowę podpisywał Zbigniew Rapciak, wtedy prezes powołanej specjalnie w tym celu spółki Polskie LNG (usunięty stamtąd później ze względu na „niezadowalający poziom przestrzegania procedur oraz kontroli w zakresie wydatkowania środków finansowych”, jak to lapidarnie ujęła Rada Nadzorcza), a wcześniej – wiceminister w rządzi Tuska. Czyli – crème de la crème Platformy.

Jeśli więc rzeczywiście strona polska jest bezsilna wobec włosko-francuskiego wykonawcy – to odpowiedzialni są ci ludzie. Zaufani ludzie premiera „najbardziej profesjonalnego rządu IIIRP”.

Znając polskie bezhołowie i wiedząc o postępującym rozkładzie państwa można uwierzyć, że sprawa sprowadza się do tego. Można swobodnie uwierzyć, że ci „profesjonaliści” potykają się o własne nogi z fatalnym dla wszystkich skutkiem.

Ale przypomnijmy, że chodzi o najbardziej strategiczną inwestycję. Inwestycję, będącą solą w oku nie tylko bezpośrednich konkurentów (Litwini też budują nad Bałtykiem terminal LNG) ale przede wszystkim – Rosjan. Rosjan, w których interesie leży oczywiście, aby Świnoujście nie ruszyło nigdy, a jeśli nie da się tego uniknąć, to żeby ten przykry moment odwlec jak najdłużej.

Z wszystkich tych względów sytuację na budowie gazoportu trzeba jak najszybciej wyjaśnić. To jest zadanie dla posłów opozycji. Ale także dla mediów. W tym i tych mainstreamowych. „Gazeta Wyborcza” piórem Andrzeja Kublika przez lata intensywnie wspierała wysiłki na rzecz gazowej dywersyfikacji. Chyba więc również kolegów z „GW” powinno zainteresować, dlaczego idzie z tym jak po grudzie…?