Czyje knajpiane rozmowy wypłyną jeszcze w aferze taśmowej? Podobno można spodziewać się podsłuchanych wynurzeń kolejnych rządowych prominentów. W grę ma nie wchodzić jedynie premier. A to dlatego, że w porę został ostrzeżony przez ABW

W aferze taśmowej Donald Tusk tylko jednego może być pewien: jego na pewno nikt w żadnej restauracji nie nagrał. Od ponad dwóch lat premier nie bywa w takich lokalach i nie spotyka się z kolegami na biesiadach

— twierdzi „Fakt”.

Według ustaleń gazety, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ostrzegła szefa rządu, że w jego ulubionej knajpie Lemongrass może dochodzić do podsłuchiwania.

Pracował tam zresztą Łukasz N., który od ponad roku jest menedżerem w restauracji… Sowa i Przyjaciele

— zaznacza autor publikacji, Mikołaj Wójcik.

Nasz informator z kręgu służb twierdzi, że istniało podejrzenie, że rozmowy w lokalu mogły być nagrywane! Inny, że to nie było aż tak konkretne ostrzeżenie. Ale potwierdza, że po sugestii ABW Tusk zmienił przyzwyczajenia. – Od tej pory do knajp w ogóle przestał chodzić – twierdzi. – Tak, woli zaprosić do siebie i to nawet do KPRM, rzadziej na Parkową – przyznaje nam ważny polityk Platformy Obywatelskiej

— pisze „Fakt”.

Być może ostrzeżenie dotyczyło służb ze Wschodu, bo Donald stał się mocno antyputinowski

— przypuszcza informator gazety.

Tusk miał przestać chodzić do Lemongrass niedługo po wieczorze wyborczym w 2011 r. Wkrótce lokal upadł. Według „Faktu”, część dawnych pracowników Lemongrassu znalazła zatrudnienie u Roberta Sowy.

JUB/”Fakt”