Belka w oku. Czy polityczna degrengolada państwa jeszcze nie sięgnęła dna? PiS czekają ciężkie czasy, jeszcze cięższe niż dotąd

fot. PAP/ Radek Pietruszka
fot. PAP/ Radek Pietruszka

Premier Donald Tusk jest zadowolony. Właściwie powinien teraz wystąpić o krzyże zasługi dla szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki za ich „wzruszającą troskę” o partię i państwo.

Bo PO jak kiedyś PZPR, to państwo to przewodnia siła narodu. A kto godzi w PO, ten godzi w państwo. Mówimy partia, a myślimy Tusk, pardon, Lenin, mówimy Tusk, pardon, znowu się przejęzyczyłem, Lenin, a myślimy partia… No, może z tym Nowakiem jest mały kłopot, bo się pogubił. Pan Sławomir cieszył się najwyższym zaufaniem szefa partii i państwa, co Tusk osobiście podkreślał wiele razy, lecz przecież ministrem już nie jest, w partii też już go nie ma, więc o co chodzi? Może jednak,  bo licho nie śpi, należałoby zorganizować wiece na Stadionie Narodowym, z transparentami: „Naród z partią, partia z narodem, popieramy was towarzyszu Tusk, niech żyje, niech żyje, niech żyje…!” - świat byłby zobaczył, jaka jest siła przewodnia narodu…

Czy polityczna degrengolada w Polsce jeszcze nie sięgnęła dna? Afera taśmowa wstrząsnęła naszym krajem od Tatr do Bałtyku, ale nie panem premierem. Pan premier problemu nie widzi.

A bo to pierwszy raz nie widzi? Ile było już tych skandali dotyczących członków jego gabinetu? Kto to zliczy…? Tylko go podziwiać za zimną krew! Tusk prawie jak nasz przedwojenny dyplomata Józef Beck:

„…Muszę sobie postawić pytanie, o co właściwie chodzi, czy o polskie społeczeństwo, które nie jest zagrożone, czy o sprawy prestiżowe, czy też o odepchnięcie PO od władzy, od której PO odepchnąć się nie da!”

—mógłby zapożyczyć z przemówienia naszego przedwojennego dyplomaty i dostosować na potrzeby chwili. Tyle, że Beck zakończył swe słynne wystąpienie słowami:

Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor!”

— a ktoś mógłby jeszcze to pamiętać… Można skwitować złośliwie, „jaki pan taki kram”. Sprawa nie jest jednak zabawna, lecz śmiertelnie poważna i przerażająca.

W funkcjonującym normalnie państwie, dymisja rządu byłaby oczywista, jak amen w pacierzu, ale kto twierdzi, że żyjemy w normalnie funkcjonującym państwie prawa, gdzie zwłaszcza polityków obowiązują surowe zasady etyczno-moralne?

Bartłomiej Sienkiewicz również problemu nie widzi. Nie dostrzega, że sam stał się karykaturą. Nie o to chodzi, że szef MSW, odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne w kraju, radzi z… prezesem NBP, jak finansowo wesprzeć swą partię, bo jego partia to przecież naród, i czyją głowę ściąć za utrudnianie tego patriotycznego dzieła, by nie zapanowało godzące w tę partię, czyli państwo, Prawo i Sprawiedliwość. O co chodzi, minister wyjaśnił za pośrednictwem TVN24:

Problem polega na tym, że zostało popełnione przestępstwo i ktoś nas nagrał…

Nie zamierzam stawiać kabały, jak skończy się ten skandal, bo na tym zapewne nie koniec, kogo i kiedy premier poświeci dla „sprawy”, czy i jak długo przetrwa jego gabinet i na co on sam jeszcze liczy. Być może, skoro udało się tyle razy, i teraz Donald Tusk oczekuje, że burza minie i zdoła odbudować wizerunek „jedynego właściwego człowieka na właściwym miejscu”, oraz reputację swej partii przed wyborami za niespełna półtora roku.

Co znamienne, umysły niedowidzących, a wezwanych do boju frontowców z Platformy i jej medialnych kauzyperdów nie tyle zaprząta to, co zarejestrowano na taśmach, lecz „kto za tym stoi” i „czego chce”. Odpowiedź jest prosta jak konstrukcja bata: ktokolwiek by nie stał, nawet jeśli - o paranojo - „obce służby”, znaczy Rosjanie, nie byłoby tej politycznej zadymy, gdyby nie jej „bohaterowie”.

Otóż problem jest, jednak nie bierze się on z ujawnionych właśnie nagrań, aby dokopać się do jego korzeni, trzeba sięgnąć do zdarzeń sprzed wielu lat. A mianowicie, do zaniechania rozliczenia sprawców zza biurek w czasach PRL.

Ani zbrodnie przeciw własnemu narodowi, ani zwykłe, ludzkie świństwa z półwiecza reżimu komunistycznego nie zostały nazwane po imieniu. Przeciwnie, zamiast kary, choćby symbolicznej, dawni aparatczycy, którzy wydawali rozkazy strzelania do własnego narodu, wyroki śmierci, którzy wtrącali polskich patriotów i działaczy demokratycznych do więzień, wprowadzeni zostali na polityczne salony w już demokratycznej - zdawałoby się - wolnej Polsce. Ba, zostali zaproszeni na łamy gazet i posadzeni przed kamerami w roli współtwórców odzyskanej niepodległości, a nawet są grzebani z honorami, zupełnie inaczej, niż ich ofiary w często bezimiennych grobach…

Dawne układy nie zostały ocenione i nie zostały rozbite, lecz wręcz zakonserwowane. Kto dziś pamięta, zwłaszcza z młodych wyborców, na czym wywróciły się np. gabinety postkomunistów, premiera Józefa Oleksego, czy brylującego w telewizyjnych studiach Leszka Millera…?

Kto dziś pamięta pożyczki z Moskwy, partie tenisa z agentami, konszachty grupy trzymającej władzę, tajemnicze zgony, że o takich drobiazgach, jak „choroby goleni”, czy „pomroczności jasne” nie wspomnę. To prawda, w Polsce dokonał się ustrojowy przewrót, co bynajmniej nie znaczy, że znormalnieliśmy. Nadal tkwimy w postkomunistycznym mule, targani polityczną dewiacją, w kraju anonimowych ludzi pociągających za różne sznurki, gdzie wartości etyczno-moralne całkowicie zatracają swe znaczenie.

Być może jedyną korzyścią z najnowszej afery taśmowej szefa MSW, prezesa NBP, ministra-zegarmistrza i na kogo jeszcze padnie, będzie uświadomienie sobie przez wielu szarych wyborców, którzy po prostu chcieli mieć spokój i cieszyć się odzyskaną wolnością, że nie ma drogi na skróty, że gangreny nie da się wyleczyć pudrowaniem wrzodów. Nie chodzi nawet o lekceważenie przez premiera wszystkich Polaków, o - co niebywałe - jego ćwierkanie do ludu na twitterze, iż w tak bulwersującej sprawie ujawnionych przez Wprost nagrań powie coś się po weekendzie…, o godzinie piętnastej, czyli – mówiąc wprost - po zbadaniu, jaka będzie reakcja społeczeństwa na poranne doniesienia medialne, aby przyjąć stosowną taktykę. O poczuciu patriotyzmu Tuska, o tym, jak bardzo leżą mu na sercu sprawy kraju i gdzie ma szacunek do wyborców, świadczy najlepiej to, że przed laty, powodowany urażoną ambicją po porażce wyborczej nie dopuścił do utworzenia koalicji PO-PiS, co notabene ujawnił jego były przyjaciel partyjny Jan Maria Rokita. Z premedytacją i zimnym wyrachowaniem storpedował mariaż, który mógł w naszym kraju zmienić późniejszy rozwój wydarzeń. Zamiast sojuszu wskazanego przez polskie społeczeństwo, Tusk zawiązał nieformalna koalicję z odsuniętymi od władzy ludżmi starego układu i wraz z nimi rozpętał „wojnę polsko-polsko”. W efekcie wygrał, ale - cytując „klasyka” Lecha Wałęsę - przegrał. Grzech zaniechania przywrócenia wartości takim słowom jak odpowiedzialność, moralność i etyka, mści się na nas wszystkich. Niestety, także dziś premier Tusk nadal widzi źdźbło w cudzym oku, a nie dostrzega - nomen omen - belki we własnym…

Co dalej? Jeśli nawet Prawo i Sprawiedliwość wygra w odległych jeszcze wyborach, czy uzyska absolutną większość? A jeśli nie, kto może być jego rządowym koalicjantem? PO z Tuskiem na czele…? Wykluczone, przynajmniej dopóty, dopóki premier pozostaje szefem tej kamaryli, z której - jak ostatnio w Bydgoszczy - zaczynają uciekać pierwsi członkowie. Pytań i wątpliwości jest wiele. Jedno jest tylko pewne: PiS czekają ciężkie czasy, jeszcze cięższe niż podczas kulminacyjnej fali dyskredytacji rządu premiera Jarosława Kaczyńskiego przez zjednoczone siły ludzi układu i koterii z lewa i prawa, które poczują egzystencjalne zagrożenie.

I kwestia ostatnia: porządku w państwie o tak wielkim rozkładzie moralnym w świecie polityki, który przesiąkł w różne dziedziny naszego codziennego bytu, nie da się zrobić z dnia na dzień. Czeka nas istne trzęsienie ziemi, tytaniczna, koszmarna praca, która wymagać będzie nie tylko społecznego mandatu, lecz także wielkiej determinacji przyszłego rządu, a przede wszystkim samych obywateli. Czy wystarczy nam konsekwencji w drodze powrotnej do normalności? Nie wiem, w każdym razie współczuję nam wszystkim już teraz…

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych