Grzegorz Górny: Węgierski aspekt Polskich Nagrań. Rozwój sytuacji zależy od świadomości i kultury politycznej narodu

fot. PAP/afera taśmowa
fot. PAP/afera taśmowa

Niemal natychmiast po ujawnieniu rozmowy Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką została ona porównana przez wielu komentatorów do słynnej mowy węgierskiego premiera Ferenca Gyurcsanyego na zamkniętym posiedzeniu partii socjalistycznej w 2006 roku.

Podobieństwo jest bowiem oczywiste: w obu przypadkach chodzi o skandaliczne wypowiedzi członków ekipy rządzącej, które przedostają się do opinii publicznej.

Teraz dochodzi podobieństwo drugie. Na Węgrzech w 2006 roku Gyurcsany i jego ludzie szli w zaparte, bagatelizując aferę i powtarzając w kółko niczym mantrę „Węgrzy, nic się nie stało“. Współpracownicy premiera argumentowali, że musiał kłamać w imię wyższej konieczności – żeby nie dopuścić Fideszu do władzy. Prorządowi publicyści udowadniali, że Gyurscany jako jedyny jest prawdomówny, ponieważ wszyscy politycy kłamią, ale tylko on jeden miał odwagę się do tego przyznać. Sam premier z kamienną twarzą mówił:

Czuję, że naród mnie popiera i uważam, że po raz pierwszy od dziesięciu lat znalazł się człowiek mający odwagę powiedzieć społeczeństwu prawdę.

Podobną narrację przyjęły teraz polskie władze, które idą w zaparte i głoszą tezę, że w sumie nic poważnego się nie stało. Okazuje się, że problemem nie są skandaliczne wypowiedzi rządzących, ale fakt ich nagrania. Naganne zachowanie członków establishmentu przedstawione zostało jako przejaw ich troski o państwo – w końcu chodziło im o to, by nie dopuścić do władzy PiS-u.

I to jest podobieństwo drugie między Węgrami a Polską: reakcja rządzących i ich publicystycznych klakierów – żadnego trzęsienia ziemi, żadnych rozliczeń i dymisji, „psy szczekają, karawana jedzie dalej“. Gdybyśmy mieli jednak rozwijać nasze porównanie dalej, to znacznie ciekawsze jest pytanie, czy dojdzie do trzeciego podobieństwa.

Na Węgrzech ujawnienie nagrań Gyurcsanyego oraz twierdzenie socjalistów, że nic się nie stało, zapoczątkowały masowy odpływ elektoratu od tej partii oraz jej upadek, z którego się już nie podniosła. Nie pomogła im nawet rażąca przewaga w mediach ani stronniczość służb oraz administracji. Po prostu ludzie uznali, że nie chcą być okłamywani i oszukiwani oraz udawać, że jest to stan normalny, który trzeba przyjąć.

Dopiero teraz może okazać się, na ile twierdzenia o podobieństwach łączących Polaków a Węgrów są zasadne. W większości dotychczasowych zestawień porównywano ze sobą Orbana i Kaczyńskiego, Fidesz i PiS, ale tak naprawdę kluczowe jest porównanie świadomości i kultury politycznej obu narodów. Ujawnia się ono natomiast z całą ostrością w chwilach próby, takich jak autodemaskacja rządzących, którzy ukazują wyborcom swe prawdziwe oblicze.

Na Węgrzech obywatele powiedzieli: „dość“! Nie kupili narracji rządzących. Nie zgodzili się, by kłamstwo nazywane było publicznie prawdą. Nie chcieli być dłużej rządzeni przez ludzi, którzy ich jawnie oszukują. Nie brnęli w samozakłamanie i myślowe konstrukcje usprawiedliwiające niemoralne wybory.To kwestia elementarnych standardów i szacunku do samych siebie. I tego właśnie dotyczy pytanie o możliwość powtórzenia Budapesztu w Warszawie.

Grzegorz Górny

————————————————————————————————

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru miesięcznika „wSieci Historii”. Miesięcznik dostępny jest w formatach EPUB, MOBI i PDF, które dopasowują się do urządzeń takich jak telefony, tablety i czytniki e-booków. Szczegóły na //www.wsieci.pl/e-wydanie.html

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych