Ogłoszono nam, że mamy 25-lecie naszej wolności. Rozumiem, że spece od propagandy rządowej potrzebują świąt, żeby narobić wokół nich hałasu i namieszać ludziom w głowach. Ale 4 czerwca 1989 roku nie skończył się komunizm. Pamiętajmy, że polska wolne wybory miała jako ostatni z krajów bloku komunistycznego
— mówił senator Grzegorz Bierecki podczas spotkania podsumowującego wymiar gospodarczy ostatnich 25 lat, które odbyło się w Płocku.
Gospodarzem debaty był płocki senator PiS Marek Martynowski, który na wstępie cytował słowa profesora Witolda Kieżuna, wybitnego ekonomisty i bohatera Powstania Warszawskiego, bez ogródek stwierdzającego, że struktura gospodarki polskiej jest strukturą państwa skolonizowanego. Prof. Kieżun przyrównuje Polskę, ziemię, gdzie nie ma już właściwie rodzimego przemysłu czy kapitału bankowego, do krajów afrykańskich – Burundi, Rwandy czy Nigerii.
Senator PiS Henryk Cioch odniósł się do tezy o kolonialnym czy też neokolonialnym charakterze polskiej gospodarki na przykładzie swojego rodzinnego Lublina, jeszcze niedawno miasta przemysłowego, z Fabryką Samochodów Ciężarowych, jedną z największych w Europie odlewni czy potężnymi zakładami mięsnymi. Dziś FSC nie ma, zakładów mięsnych nie ma, zaś odlewnia została – dosłownie – zezłomowana. Cioch mówił też o likwidacji w latach 89-94 polskich central spółdzielczych i przejęciu wielkiego majątku przez spółdzielców wypracowanego, o wielkiej emigracji zarobkowej z Polski, o nieudanej reformie emerytalnej.
Zmiany gospodarcze nie poszły w dobrym kierunku. Przedsiębiorstwa państwowe były prywatyzowane, komercjalizowane i jesteśmy obecnie na takim etapie, że już w zasadzie nie ma wiele do prywatyzowania, wszystko zostało wyprzedane. Można było pójść zupełnie inną drogą
— mówił senator Cioch.
Przegraną – punktu widzenia zwykłych Polaków – transformację ustrojową charakteryzował także poseł PiS Maciej Małecki.
Byliśmy karmieni tym, że nie mamy alternatywy, bo eksperci zagraniczni, ci „inwestorzy” zagraniczni, którzy przychodzili i kupowali za bezcen nasze fabryki i wyprowadzali to, co wartościowe do siebie, a ludzi wyrzucali na bruk, nagle chcą nam pomóc. Została nam sprzedana taka bajka, że oto bohaterska Polska, która cały XIX i XX wiek walczyła o wolność waszą i naszą, nagle może uzyskać odwzajemnienie od wolnego świata. Mówiono, że ten wolny świat bezinteresownie przyjedzie tu, nad Wisłę, i podzieli się z nami swoją wiedzą, swoimi kompetencjami zarządczymi, swoimi technologiami, nauczy nas, jak robić biznes i jak mamy stać się bogaci. Okazało się, że te przedsiębiorstwa, na których nie położyła łapy czerwona nomenklatura zostały wyprzedane i zniszczone. Zostaliśmy potraktowani jak czterdziestomilionowy rynek zbytu i rynek taniej siły roboczej. I dzisiaj nadal jesteśmy rezerwuarem taniej siły roboczej. Za chwilę będziemy się ścigać z Ukraińcami a może z kimś z Bangladeszu, kto, oprócz tego, że będzie pracował za 10 razy mniej, niż Polak, będzie jeszcze przy maszynie spał i nie trzeba będzie mu nic zapewnić
— dowodził poseł Małecki.
Senator PiS Grzegorz Bierecki powrócił do uczucia niesmaku, który towarzyszył wielu z nas, gdy oglądaliśmy w telewizji elity III RP bawiące się z okazji „ćwierćwiecza wolności”. Niezaproszenie na obchody przedstawicieli „Solidarności” przy jednoczesnym fetowaniu komunistów pokroju Leszka Millera nazwał on wymierzeniem policzka dla ludzi, którzy walczyli za wolną Polskę, którzy w czasach PRL-u siedzieli w więzieniach. Podkreślał też, że ci, którzy po wyborach 1989 roku sprzeciwiali się pomysłom przyspieszenia przemian, proponowanym i przeforsowanym przez Lecha i Jarosława Kaczyńskich (a więc m.in. Adam Michnik czy Bronisław Geremek) stali się w efekcie beneficjentami transformacji. Znacznie gorzej przez ostatnie 25 lat wiodło się milionom ciężko pracujących Polaków.
Oczywiście, w Polsce żyje się obecnie lepiej, niż w 1989 roku. Wtedy mieliśmy kartki na jedzenie, staliśmy w kolejkach wielkich, była bieda. Produkt krajowy brutto w Polsce wynosił nieco ponad 6 tysięcy dolarów na głowę. Teraz jest to 22, 2 tys. dolarów. Nie jeżdżą po ulicach syrenki, trabanty, jeżdżą lepsze samochody, mamy lepsze ubrania, możemy więcej kupić za przeciętną pensję. Ale problem nie polega na tym, ile jest tego PKB; problem polega na tym, jak ten produkt krajowy brutto jest dystrybuowany. Kto z tego korzysta, gdzie te pieniądze idą. A one niestety w większości opuszczają nasz kraj
— mówił parlamentarzysta z południowego Podlasia.
Senator Bierecki, opierając się na twardych danych, konkretnych wyliczeniach, dowodził, że polski przemysł a także sektor finansowy został oddany pod kontrolę zagranicznych grup.
Majątek, który jest w Polsce wypracowywany, zabierany jest przez zagranicznych inwestorów. Dzieje się to w tak nieproporcjonalnie dużym stopniu, że nawet przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego powiedział ostatnio, że zagraniczne grupy finansowe nie są w Polsce dlatego, że to jest dla nich szczególnie atrakcyjny rynek, tylko dlatego, że rentowność ich działalności jest tu dużo wyższa, niż gdzie indziej. By przetłumaczyć ten elegancki język ekonomiczny na język polski: oznacza to po prostu, że rąbią nas najmocniej na świecie. Mamy drogie kredyty, wysokie opłaty - Polacy ponoszą wyższe opłaty za prowadzenie rachunków bankowych niż bogaci Niemcy. Stąd rekordowe wyniki sektora bankowego. Istnieje polityczne przyzwolenie na to, by majątek wypracowywany przez Polaków przepływał za granicę
— mówił senator Bierecki.
Parlamentarzysta ostro krytykował też „dziedzictwo” ministra Jacka Rostowskiego, który rekordowo zadłużył Polskę poprzez sprzedaż obligacji zagranicznej finansjerze. Te zobowiązania trzeba spłacać z podatków polskich obywateli.
Polska stała się dzięki siedmioletniej działalności ministra Rostowskiego uzależniona od finansowania zagranicznego. Każdy polski minister finansów będzie musiał odbywać wizyty w zagranicznych centrach finansowych. Tam de facto będzie ustalał politykę podatkową Polski. Nasze podatki nie idą bowiem na rozwój Polski, one zasilają skarbce zagranicznych grup finansowych, zasilamy nimi skarbce zagranicznych banków
— dodawał senator Grzegorz Bierecki.
Poza gorzką diagnozą stanu zapaści, w jakim znalazła się nasza gospodarka po 25 latach od upadku komunizmu rozmawiano też o perspektywach na następne ćwierćwiecze.
Jaki impuls jest nam potrzebny ? – pytał senator Bierecki. – Przede wszystkim dobry rząd. Teraz mamy człowieka, który więcej czasu gra w piłkę, niż rządzi, sprawy nie idą więc w dobrym kierunku. Naprawdę nie potrzeba nam więcej Orlików, więcej stadionów. Musimy ograniczyć biurokrację, która rozrosła się w czasie rządów Tuska. Ograniczenie liczby urzędników o 30 procent dałoby 15 miliardów złotych natychmiastowych oszczędności na samych płacach. Trzeba zdekoncentrować administrację, nie wszystkie urzędy centralne muszą być w Warszawie. Należy też stanowczo, na powrót, zabrać się z walkę z korupcją.
(kl)
—————————————————————————————
Czytaj też w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”: „25 lat wolności generała”. Tygodnik dostępny jest w formatach EPUB, MOBI i PDF, które dopasowują się do urządzeń takich jak telefony, tablety i czytniki e-booków. Szczegóły na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/200240-grzegorz-bierecki-4-czerwca-1989-roku-nie-skonczyl-sie-komunizm-jakie-perspektywy-na-kolejne-cwiercwiecze
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.