Największa feta się zbliża. W 25 lecie odzyskania wolności. Najpierw 35 – procentowej, później 150, a teraz to chyba 200 procentowej. Patrząc jednak na zachwycone sobą twarze władzy, można sądzić, że wkrótce zbliżymy się do 400 proc.

Podróżując po kraju entuzjazmu ludu raczej nie widać, ale co tam lud. Przecież on zawsze raduje się dobrobytem swoich przedstawicieli. I ich wolnością także. Tuż przed czwartym dniem czerwca warto jednak przypomnieć szczególne osiągnięcia w tej dziedzinie. Władzy wolno coraz więcej i powinniśmy być wszyscy z tego dumni. Przecież to nasza władza, suwerenna, samowystarczalna i sama się uwielbiająca. Od czasu, gdy zaczęła rządzić, wolność nabrała nowego rozpędu. I warto niektóre nowe uprawnienia odnotować:

—prawo do niczym nieograniczonej radości z powodu sprawowania rządów przez ekipę premiera Tuska;

—prawo do ustalania przez jego urzędników składu sędziowskiego. W szczególności, gdy w sprawę zamieszana jest bliska rodzina premiera;

—prawo do uniewinniania największych łapowników. Należy je stosować z równoczesną próbą pociągnięcia do odpowiedzialności funkcjonariuszy, którzy przyczynili się do ujawnienia korupcji;

—prawo do ochrony stalinowskich łajdaków i surowego ukarania osób protestujących przeciwko ich wykładom na polskich uniwersytetach. Przepis ten jest szczególnie rygorystycznie przestrzegany w przypadku, gdy Michnik i jego gazeta, identyfikująca się z owymi łajdakami, wywiera stałą presję na opinię publiczną;

—prawo do tuszowania największych malwersacji. Na przykład przy wielomiliardowym zakupie pociągów szybkobieżnych, które po polskich szlakach jeszcze długo szybko jeździć nie będą mogły. Prawo do tego tuszowania jest tym większe, im bliższy jest premierowi osobnik, specjalista od zakupów;

—prawo do wielotygodniowych, wielomiesięcznych i wieloletnich oczekiwań na pomoc służby zdrowia. Reguła ta nie ma zastosowania w stosunku do osób sprawujących władzę, ich rodzin, osób zaprzyjaźnionych i będących we wszelkiego rodzaju komitywie potwierdzonej wspólnym piciem, paleniem i wspólnym wydawaniem państwowych pieniędzy;

—prawo do unicestwiania prywatnych firm działających na zamówienie państwowych instytucji. Szczególnie dotyczy to przedsiębiorstw wykonujących prace przy budowach dróg, autostrad, stadionów;

—prawo do opluwania opozycji przy pomocy podległych stacji radiowych i telewizyjnych, a także stacji skorumpowanych przy pomocy wielomilionowych opłat z funduszy publicznych;

—prawo do wysyłania do Brukseli szczególnie niekompetentnych, skompromitowanych urzędników, na przykład odpowiedzialnych za korupcję i nieudolność przy informatyzowaniu instytucji państwowych;

—prawo do stałego reprezentowania przez władzę interesów Niemiec i Rosji. Interesów ekonomicznych, ideologicznych, propagandowych. W różnym czasie, w rozmaitym natężeniu, ale dość skutecznie;

—prawo do całkowitej nieodpowiedzialności poprzez opanowanie wszelkich organów kontrolnych przez nominatów władzy i pozorowanie ich obiektywności.

Jak więc widać, wolności w ostatnich latach nam przybyło. Cieszmy się zatem i radujmy. Wspólnie z zaproszonymi gośćmi, którym na naszej wolności też bardzo zależy. Prawie tak mocno, jak na bezwzględnym im podporządkowaniu. Cała reszta jest na naszą cześć. I dla naszego dobra. I o tym musimy koniecznie pamiętać.

Dawniej było: „Pomoc, przyjaźń, przykład ZSRR”, „PZPR czołową siłą narodu”. Teraz zamiast ZSRR trzeba wpisać Unię. A zamiast PZPRPO. I już.

Tomasz Domalewski