I ko tu jest hejterem? Na tle prawdziwej oferty JKM wszystkie wady innych formacji prawej strony sceny politycznej wydają się nieistotnymi drobiazgami

Rys. Rafał Zawistowski
Rys. Rafał Zawistowski

Nie napisałem w czasie tej kampanii wyborczej jednego zdania o Januszu Korwin-Mikke. Nie napisał go też mój brat Jacek Karnowski. A jednak, dowiedziałem się właśnie z komentarza Tomasza Sommera, redaktora naczelnego „Najwyższego Czasu!”, że jesteśmy „prawicowymi hejterami”, którzy niszczą biednego JKM.

Sommer stwierdza:

Tego, że atakować będą Donald Tusk i jego socjalistyczna komanda, można było się spodziewać. To, że atakuje tonący Janusz Palikot i jego dziwna trzódka, to też sprawa oczywista. To, że oficerowie politycznej poprawności z TVN przedstawiają Nową Prawicę w kontekście wyczynów Rudolfa Hössa, szefa obozu w Oświęcimiu, też w sumie nie zaskakuje. Zupełnie szokujący jest jednak poziom agresji i nienawiści płynący w kierunku wolnościowców i JKM ze strony takich ośrodków jak propisowskie media braci Karnowskich, Tomasza Sakiewicza czy, niestety, „Fronda”. Dlaczego to mnie szokuje? Otóż dlatego, że ludzie z tych ośrodków mają w gruncie rzeczy podobne do naszych poglądy i zapatrywania na świat, choć pod wpływem polipoprawnego terroru boją się „głośno mówić”.

Tak na marginesie - nie rozumiem skąd nagła niechęć środowiska Korwin-Mikkego do Palikota. Były czasy, nie tak dawne, gdy Korwin chętnie się w jego towarzystwie pokazywał, tak w debatach jak na marszach promocji narkotyków. Podobnie dziwi dystans wobec niemieckich nazistów. Niech sobie Sommer poczyta JKM, bo skoro jest zaskoczony, to chyba nie czyta. Bo jeszcze za chwilę oburzy się, gdy ktoś stwierdzi, że jego lider lubi prymitywne dywagacje o gwałtach.

Ale wracając do istoty sprawy. Ów „hejt” o którym wspomina Sommer to spokojne, dziennikarskie opisywanie kolejnych występów JKM. Nasi czytelnicy doskonale wiedzą, że znajdują się na tych łamach relacje z większości politycznych wydarzeń, w tym także tych dotyczących Kongresu Nowej Prawicy. Daj Boże by inne polskie media były tak pluralistyczne jak nasze. Sytuacja w kraju wyglądałaby wtedy inaczej.

Sommer tak opisuje adresatów swojego apelu:

W dodatku lata temu uwierzyli niestety, że na gruncie politycznym jedynym realizatorem i przedstawicielem tych poglądów jest Jarosław Kaczyński, choć tak naprawdę nie ma on z prawicą nic wspólnego, bo w gruncie rzeczy jest odrzutem z ROAD. Gdy teraz okazuje się, że na szczęście dla prawicy ten rząd dusz Kaczyński krok po kroku traci, środowiska te, zamiast się ucieszyć, uruchamiają mechanizm, który same tak krytykują – przemysł pogardy. (…)

Apeluję do środowiska braci Karnowskich, „Gazety Polskiej” i Frondy: porzućcie antyprawicowy hejt i udział w przemyśle pogardy, który zwykle tak krytykujecie. Nie stawajcie w jednym szeregu z Tuskiem, Palikotem, TVN i „Gazetą Wyborczą” – tylko pomóżcie nam rozpocząć prawdziwy, a nie pozorowany proces zmian w Polsce.

Ocenę Jarosława Kaczyńskiego odłóżmy tu na bok bo trudno nawet poważnie polemizować z tą tezą, skupmy się na istocie apelu. Rozumiem, że zdaniem Sommera ów „prawdziwy, a nie pozorowany proces zmian” niesie ze sobą Janusz Korwin-Mikke.

Hmm… Trudno się zgodzić, że wzrost jego siły oznaczałby pewną zmianę. Ale jaką naprawdę?

Po pierwsze byłby to kurs na Rosję i Putina. I to całą naprzód! Bo tak się składa, że ja „Najwyższy Czas!” czytuję dokładnie, w tym teksty Korwina i Wielomskiego. I zapewniam państwa, takiej miłości do dzielnego kagebisty jaką tam znajdziecie trudno szukać nawet na łamach pism bliskich SLD. Widać zresztą ciekawą prawidłowość - im większa agresja rosyjska, tym miłość większa.

Po drugie - im więcej Korwina, tym silniejszy przemysł pogardy wobec ludzi domagających się prawdy o tym co się stało w Smoleńsku. Tu JKM porzuca swoją błyskotliwość, tu jedzie równo „Wyborczą”, TVN i panią generał Anodiną głosząc kłamliwe tezy o pilotach lądujących we mgle. A język jakim opisuje Antoniego Macierewicza czyni z niego kumpla Waldemara Kuczyńskiego.

Po trzecie - głośny Korwin w Polsce i poza Polską to nieustająca kompromitacja prawicy. To wspaniała wiadomość dla tych wszystkich, którzy chcą Polaków wrobić we współodpowiedzialność za niemieckie zbrodnie z okresu II Wojny Światowej. Te jego kretyńskie opowieści o niemieckich obozach lepszych niż obecne umowy o pracę, te pełne pogardy dla ofiar zabawy z porównaniami do III Rzeszy, ten całkowity brak polskiej historycznej wrażliwości… Budzi to wszystko odrazę i poważny niepokój.

Owszem, jest w środowisku Kongresu Nowej Prawicy nieco ciekawej niepokorności, błyskotliwych autorów, interesujących tekstów. Nie odmawiam im tego. Ale też patrzę na to od pewnego czasu z jeszcze większym dystansem. Wszak kiedy władza postanowiła spacyfikować niepokorny tygodnik „Uważam Rze” to właśnie z tego środowiska wyszli chętni do wykonania dość śmierdzącego zadania i przejęcia tytułu. I ruszyli z panem Hajdarowiczem w tę wstydliwą wędrówkę. To w „Najwyższym Czasie!” drukowano paszkwile na przepędzoną redakcję, bajając obrzydliwie na temat zarobków dziennikarzy, wyników pisma itp. Jaki był finał - wiemy.

Apeluję do Tomasza Sommera by sięgnął do archiwum, poczytał co jego autorzy pisywali wtedy, co drukował o Smoleńsku, i by w ten sposób przypomniał sobie co to jest prawdziwy „hejt”.

CZYTAJ TEŻ: „Gazeta Polska” przypomina obrzydliwą postawę Korwin-Mikkego po Smoleńsku i słowa Urbana z 1990 roku: „dawajcie go na ekran ile wlezie!”

JKM to wielka, czarna dziura energetyczna. Pokolenia młodych ludzi przeszły przez jego partie, a z ich wysiłku i zaangażowania nigdy nic nie wynikło. Ot, system III RP wypuścił trochę pary. Naprawdę, szkoda na to życia. Bo wszystkie wady innych formacji prawej strony sceny politycznej na tle prawdziwej oferty JKM wydają się nieistotnymi drobiazgami.

Michał Karnowski

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...