„Polska skrzykuje przyjaciół polityki spójności” - donosiły z entuzjazmem polskie media w 2012 roku, gdy rozstrzygał się podział unijnego budżetu na kolejne 7 lat.
„Przyjaciele spójności” to była grupa 16 państw opowiadających się za silnym wsparciem finansowym dla rozwoju biedniejszych regionów Unii Europejskiej. Ich nacisk okazał się skuteczny.
To była sprawa ważna. Ale dla naszej przyszłości ważniejszy jest jednak, i to dużo, los Ukrainy. Trwałe złamanie tego kraju skokowo przyspieszy odbudowę imperium przez Kreml. W rezultacie bezpośrednie zagrożenie będzie o krok. Z kolei ustabilizowanie nowych władz w Kijowie da, w dłuższej perspektywie, szansę na odbudowę silnego bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Dziś sytuacja nie wygląda jednak dobrze. Przyzwyczajamy się do pełzającej bałkanizacji wschodnich prowincji Ukrainy. Doniesienia o walkach i ofiarach śmiertelnych przestają wywoływać poruszenie, stają się powoli elementem trwałego krajobrazu. I nie ma wątpliwości, że ta sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby nie rosyjskie wsparcie dla separatystów. Wsparcie udzielane wbrew porozumieniom z Genewy.
Co na to polskie władze? Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz mówi, że „ma nadzieję, że rząd Ukrainy opanuje sytuację i zapanuje nad suwerennością i integralnością swojego kraju”. Mieć nadzieję można w każdej sprawie. Z kolei premier Tusk ocenia, że „na Ukrainie de facto mamy do czynienia z wojną”. Ocenia - i nic więcej, mimo, że zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, które miały rzekomo dać odpowiedź na pytanie, czy polskie dzieci w ogóle pójdą do szkoły.
Co więcej, premier stwierdza, że mamy do czynienia z rozbiorem Ukrainy. „W najbliższych dniach rozstrzygnie się los państwowości ukraińskiej” - mówi twardo. I… nic więcej! Choć zostało kilka dni!
Mówi, analizuje, opisuje, ale… nie działa. Nie zwołuje szczytu Przyjaciół Ukrainy, nie buduje presji. Miesiące mijają, a Warszawa nie zdobyła się na żadną, poważniejszą akcję dyplomatyczną, na żadną inicjatywę, na żaden poważniejszy gest.
Ta rezygnacja z budowy koalicji wewnątrz Unii jest wręcz ostentacyjna. I jest niezwykle szkodliwa. Bierność Polski wpływa bowiem na bierność innych, mniejszych państw. I ułatwia zadanie Rosji.
Jak w soczewce widzimy i założenia, i skutki politycznego credo Berlina: żadnych poziomych porozumień, żadnych regionalnych koalicji. Wszyscy jeżdżą (osobno) do siedziby pani kanclerz, i tam dostają wytyczne. Wytyczne, dodajmy, które są wynikiem dużej gry na linii Berlin-Moskwa.
Jak Berlin nakaże, szczyt Przyjaciół Ukrainy zwołamy. Sami nie ruszymy palcem.
Jacek Karnowski
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/195569-gdzie-sa-przyjaciele-ukrainy-donald-tusk-mowi-analizuje-opisuje-ale-nie-dziala
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.