Piotr Skwieciński dla wPolityce.pl: Ciekawe kulisy referendum akcesyjnego. Miller do Janika: niech policja nikogo nie zatrzymuje! Czy ówczesny premier nie złamał prawa?

PAP/Leszek Szymański
PAP/Leszek Szymański

Leszek Miller potrafi być szczery. Może trochę dlatego, że często pasuje mu to do ukochanego image’u „twardziela”. Ale niezależnie od przyczyn, efekt bywa ciekawy.

Na przykład w poświęconym kulisom wejścia do Unii (był wtedy premierem) wywiadzie w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” wspomina referendum w sprawie wejścia Polski do UE. Pamiętamy, że było ono dwudniowe i odbywało się w ciepły, czerwcowy weekend. W sobotę frekwencja była bardzo niska i wydawało się, że wynik głosowania nie będzie wiążący (eurosceptycy wzywali wtedy do niebrania w nim udziału).

Sytuacja zaczęła zmieniać się w niedzielę po południu, gdy ludzie z wielkich miast zaczęli wracać z weekendowych wyjazdów. I wtedy, jak zdradza Miller:

Zatelefonowałem do szefa MSWiA Krzysztofa Janika i powiedziałem, żeby policja nikogo nie sprawdzała i nie zatrzymywała, żeby tylko rozładowywała korki, bo pojawiły się informacje, że jest tłok na drogach. No i wyszło 58 procent.

Osiem procent powyżej progu to sporo, nawet bez „fortelu” Millera referendum i tak byłoby ważne. Ważne jest coś innego. Prowadzący wywiad Paweł Wroński pozostawia słowa Millera bez reakcji. Nie oburza się, o nic związanego z tą nieoczekiwaną informacją nawet nie pyta.

A jest o co. Bo pomińmy już litościwie pytanie, czy na skutek zadekretowanej wtedy przez Millera „amnestii” dla kierowców policja nie straciła np. okazji do schwytania jakiegoś groźnego, poszukiwanego przestępcy, który przypadkiem złamał przepisy ruchu. Ważniejsze jest coś innego.

Bo zastanówmy się, co by było, gdyby np. w dniu wyborów parlamentarnych, w których PiS mógł utracić władzę, panowała świetna pogoda? Wielkomiejski elektorat Platformy wracałby po południu z dacz… I wtedy premier Kaczyński kazałby szefowi MSWiA spowodować, żeby policja drogowa bardzo skrupulatnie sprawdzała jak największą liczbę kierowców? Co oczywiście zakłócałoby ruch, i spowodowało że jakiś procent zwolenników PO nie dotarłby do lokali wyborczych…?

Sytuacja nieporównywalna? Tylko do pewnego stopnia. Jakoś jestem przekonany, że w tym drugim wypadku dziennikarz „Wyborczej” doszedłby do wniosku, że premier po prostu nie miał prawa wydać takiego polecenia. Skończyłoby się, być może, nawet komisją śledczą…

Przyczynek do obyczajów. Politycznych i dziennikarskich.

Piotr Skwieciński

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych