To dla mnie szansa na zmianę polskiej edukacji

— powiedziała Maria Lorek główna autorka nowego podręcznika „Nasz elementarz”, który mają dostać 1 września wszyscy uczniowie pierwszych klas w Polsce.

O tym, w jakim kierunku zmierzają te zmiany, pokazaliśmy w pierwszej części uwag „Smok bez Wawelu, Polska bez przeszłości i rolnictwa - czy to istotnie „nasz” elementarz?”

Teraz zwracam uwagę na „specyficzną” zawartość mapy Polski, którą zawiera ten nowy elementarz, bo ona najlepiej obrazuje kierunek zmian w edukacji o jakich marzą twórcy podręcznika.

Maria Lorek podkreśla, że to będzie „wprowadzenie nowego podejścia do nauczania”, a elementarz nawiązuje do teorii inteligencji wielorakich „m.in. poprzez ilustracje, z których dzieci dowiedzą się, czego będą się uczyć w szkole”.

Znajomość zagranicy potrzebna, ojczyzny nie? O nazwach umieszczonych na mapie

Szczególnie bulwersujący jest dobór elementów zamieszczonych na mapie zamykającej ten zeszyt „naszego” [!?] elementarza. Zatytułowana jest ona „Rzeczpospolita Polska”, ale po uważniejszej lekturze widać, że więcej tam zagranicy (albo rzeczy mało z Polską związanych), niż samej Polski, a i to, co jest polskie, zostało podane wykastrowane.

Można wręcz powiedzieć, że mapa w praktyce niemal w całości została „wyprana” z polskości i tradycji. Nawet zamieszczony na niej smok został pozbawiony kontekstu zamku na Wawelu i Kraka, i tylko zorientowany może się domyślać, że to nasz „rodzimy” Smok Wawelski, a nie jakiś Smok Kosmiczny, jak to może się kojarzyć użytkownikom elementarza, którym wcześniej zaserwowano obszerną historyjkę o fantazyjnej podróży do smoka w kosmosie.

Unia i nazwy 7 państw, gdy z Polski nazwa tylko 1 miasta i 3 rzek

Zwróćmy najpierw uwagę na to, jakie nazwy zostały umieszczone na tej mapie. Jest ich w sumie 12. Są to nazwy wszystkich 7 państw z którymi Polska graniczy oraz Morza Bałtyckiego i tylko jednego miasta z Polski (Warszawy) i trzech rzek (Wisły, Odry i Warty).

Jak widać przeważa zagranica. Wygląda na to, że dla polskiego ucznia ma być ważniejsze, by znali tych wszystkich 7 sąsiadów, niż żeby wiedzieli, iż poza Warszawą, są w Polsce jakieś inne ważne miasta, jak np. Kraków, Poznań, Wrocław, Toruń, Lublin czy Gdańsk, ani też, że są w ich ojczyźnie takie podstawowe krainy historyczne jak Wielkopolska, Małopolska, Pomorze, czy Śląsk albo Mazowsze. Na mapie nie ma też podanych nazw tak ważnych dla Polski łańcuchów górskich jak Karpaty i Sudety.

Nawiasem mówiąc to te nazwy państw sąsiadujących, ze względu że na „sposób podania” — czarną czcionkę na białym tle, są na tej mapie najbardziej rzucające się w oczy, znacznie bardziej niż wszystkie pozostałe nazwy. Szczególnie słabo czytelne są, i ginące w mapie, nazwy polskich rzek, napisane wąskimi białymi literami na zielonym „nierównym” tle. Nawet w powiększeniu trudno odczytać że to: Wisła, Odra, Warta (obok reprodukcja w skali oryginału).

To że tak szokujący dobór informacji geograficznych nie jest przypadkowy, potwierdza treść tekstu zamieszczonego pod mapą. Zawiera on (co potwierdza ważność wiadomości) powtórzenie nazw 7 wszystkich państw sąsiadujących z Polską, ale nie pojawia się w nim już nawet Wisła. Z Polski została tylko Warszawa (i dodatkowo Mazurek Dąbrowskiego). Jest tam jeszcze informacja o położeniu Polski w Europie i jej przynależności do Unii Europejskiej.

Czy faktycznie dla polskiego pierwszoklasisty, który dopiero zaczyna poznawać świat, ważniejsza ma być wiedza o przynależności do Unii i wszystkich sąsiadów, niż znajomość samej Polski, jej najważniejszych miast, krain, rzek i gór?

Dodatkowo, autorzy mapy przysparzają problemów poznawczych młodym uczniom. W jednym zdaniu używają bowiem określenia na nasze państwo „Rzeczpospolita Polska”, a w następnym, bez słowa wyjaśnienia, samego „Polska”.

Inna sprawa, że są przy tym niekonsekwentni. Bo skoro na tej mapie Polska jest nazwana „Rzeczpospolita Polska”, to i kraje ościenne winny mieć analogicznie podane obowiązujące nazwy, a więc nie — jak jest — Niemcy, a Republika Federalna Niemiec, nie Czechy, a Republika Czeska, nie Słowacja a Republika Słowacka, nie Białoruś, a Republika Białorusi, nie Litwa, a Republika Litewska, nie Rosja a Federacja Rosyjska.

Nawiasem mówiąc mapa Polski zasługuje chyba na więcej miejsca niż dostała. Skoro na zwykłą ilustrację, w dodatku mało istotną, parku „znalazły się” dwie strony (s. 26-27), to chyba i dla Polski można by było tyle „wygospodarować”?

A „Polska” gdzie? Krasnal zamiast zabytków - nowatorstwo czy infantylizacja edukacji?

Jeszcze bardziej zdumiewa zawartość „obrazkowa” samej mapy - dobór i rozkład tematyczny zamieszczonych tam ilustracji Dla lepszej oceny tej zawartości „informacyjnej” mapy „naszego” elementarza, warto porównać ją z mapą Polski jaką zawierał - i to „w czasach komuny” - elementarz „Falskiego”. Dodajmy, że u Falskiego z mapą sąsiadowała jeszcze grafika przedstawiająca herby z nazwami wszystkich 17 ówczesnych miast wojewódzkich Polski.

Osamotniony Kopernik, ale i tak, zamiast w „rozmowie z Bogiem”, jest z…”walentyką”.

Jak widzimy, na tej mapie Polski w „naszym” elementarzu jest 12 „obrazków”. Sądząc z ich wymowy, można odnieść wrażenie, że Polska to kraj sielskiego wypoczynku, bez pracy i rolnictwa, a także (w praktyce) i bez historii, w tym bez chrześcijaństwa. Nie ma na niej żadnych elementów nawiązujących do patriotyzmu czy polskiej państwowości, przedmiotów które mogły by wywoływać dumę z przeszłości Polski.

Ponad połowa z tych rysunków związana jest z wypoczynkiem (i to biernym - jeziora, plaża) i słabo związanymi z historią Polski atrakcjami turystycznymi (Koziołki poznańskie - jak odnotowuje Wikipedia - „urządzenie błazeńskie”, Fontanna Neptuna w Gdańsku, czyli rzeźba rzymskiego boga mórz i oceanów oraz spasiony krasnal).

Trzy dalsze obrazki odnoszą się do, poza jedną, mniej ważnych, legend (Smok, Syrenka, Janosik), jeden obrazuje miejsce pracy (szyb kopalniany), a tylko jeden dotyczy historii Polski - przedstawia Kopernika, ale i jego postać została w swojej wymowie zniekształcona. Wyobrażenie z obrazu Jana Matejki „astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem” „twórczo” przerobione zostało w „Kopernika z walentynką”.

Podobnie też zmieniono wymowę Warszawskiej Syrenki, bo choć na rysunku nadal jest uzbrojona (w miecz i tarczę dla obrony miasta), to przedstawiona bez śladu bojowości (i z chudymi rękami a dużą pupą), ale za to kokieteryjnie uśmiechnięta i jakoś zawstydzona albo tak umalowana. Gdzie duma i moc, tak widoczna w rzeźbie - symbolu Warszawy?

Nie ma żadnego przedstawienia grodu, czy też zamku (nie pokazano nawet Wawelu choć należało dać go obok wspomnianego smoka), kościoła, „dumnego” pomnika jak Kolumna Króla Zygmunta, króla, rycerstwa, żadnego odniesienia do rolnictwa, choć wciąż ono dominuje w krajobrazie Polski.

Dlaczego - skoro już przyjęto taką konwencję - słowacki Janosik, a nie któraś z kanonicznych legend, które budują tożsamość Polaka, jak np. o rycerzach śpiących w górach, o królu Łokietku w jaskiniach Ojcowa, czy też o pierścieniu św. Kingi?

Czy istotnie dla Polski aż tak ważnym symbolem (przypomnijmy jednym z 12 dla całego kraju), że winni go poznać już uczniowie pierwszej klasy, jest spasły krasnoludek z ogromnym pierogiem na widelcu, nie wiedzieć co oznaczający? Jedynie ze względu na lokalizację na mapie, można domyślić się że chodzi o Wrocław. Czy faktycznie nie ma w tamtym regionie niczego ważniejszego?

Pouczająca ciekawostką, chyba pokazującą jak twórcy elementarza oceniają poziom wiedzy, którą chcą przekazać uczniom, jest przedstawienie Soliny, według którego woda do zbiornika wlewa się strumieniem z zapory, za którą w dodatku jest niżej położona, sucha zielona dolina.


Elementarz kończy strona redakcyjna, podająca m.in. listę 8 konsultantów i recenzentów, w tym „ds. równościowych”. Szkoda że wśród nich nie znalazł się recenzent, który by zwrócił uwagę na to, iż może wskazane byłoby, żeby jakieś elementy z Polską i jej dziejami pojawiły się tym w podręczniku do polskiej szkoły.

Komuniści zabrali polskim dzieciom wierszyk „Kto ty jesteś?”, doskonale nadający się m.in. do tak pożądanej w tym wieku nauki na pamięć, ale twórcy elementarza dla rządu Tuska posuwają się dalej… nie dają im wiedzy o ich ojczyźnie, serwując za to informacje o Unii Europejskiej i państwach ościennych, albo nie ucząc bajki polskiej ale angielskiej. Jak widać z porównania mapek w nowym elementarzu i tym Falskiego, to nawet „komuna” dawała dzieciom więcej wiadomości o Polsce i nie zmuszała przy tym pierwszoklasistów do nabywania informacji o Kraju Rad. Nie stygmatyzowała też biedniejszych…

Zagłoba