Czyżby powróciły zwyczaje tajnej policji politycznej z czasów PRL, czyli dawnej Służby Bezpieczeństwa, która – jak to się ładnie mówi – monitorowała kazania księży związanych z opozycją polityczną?

W latach stanu wojennego było niemal normą, że SB wysyłała do kościołów swoich agentów bądź funkcjonariuszy na nabożeństwa, którzy wtapiali się w tłum wiernych. Nagrywali kazania, następnie najważniejsze tezy, najczęściej krytykujące działania reżimowej władzy i jednocześnie nawołujące wiernych do oporu przeciwko szykanom i prześladowaniom państwa, przenosili do pisemnych raportów.

Przyglądając się różnym posunięciom ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza, nie wykluczałbym z góry możliwości stosowania przez niego i podległe mu służby dawnych metod. Bo oto podczas kazania ks. Małkowskiego, będącego na gościnnej posłudze kapłańskiej w kościele na poznańskich Winogradach, jeden z wiernych oburzył się słowami duchownego do tego stopnia, że nie wytrzymał i wybuchnął na cały kościół:

Ksiądz mija się z prawdą. Nigdy nie mieliśmy takiej wolności w Polsce jak teraz. I Kościół też nie cieszył się taką wolnością.

Cóż skłoniło obecnego w czasie mszy nieznanego mężczyznę do takiego protestu? Dodajmy też koniecznie – w kościele podczas nabożeństwa niepraktykowanego. To niemal tak, jakby w czasie koncertu na skrzypcach muzyki np. Vivaldiego, ktoś z widowni wstał i na całą salę krzyknął do solisty : -

Niech pan przestanie fałszować!

Takich zwyczajów nie ma. Ani w filharmonii ani w kościele.

Tego nieznanego mężczyznę poruszyła opinia duchownego o słabości polskiej armii na wypadek obcej agresji – wiadomo jaką ks. Małkowski mógł mieć na myśli – oraz przestroga, że wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba być przygotowanym na jej obronę. Zadziwiające, jak to się stało, że niektóre zdania wypowiedziane na żywo podczas kazania, były cytowane przez media. Ów odważny i walczący o prawdę buntownik został przez część obecnych na nabożeństwie, nagrodzony brawami. Kiedy dopełniając protest, opuścił demonstracyjnie kościół podczas trwającej mszy św., dołączyła do niego grupka osób – opisują lewicujące media.

Historia ta wygląda mi na kiepską inscenizację, mającą poskromić niewygodnego dla władzy kapłana. Zarazem otwierającą dla władz Kościoła katolickiego drogę do stosowania ostrych restrykcji wobec niewygodnego dla części polskiego episkopatu księdza. I będącej usprawiedliwieniem zaostrzenia wobec niego już istniejących represji.

Niebywały apel do władz Kościoła zgłosił senator PO z Poznania Jan Libicki. Nawołuje, aby zrobić wreszcie porządek z księdzem Małkowskim. Najlepiej – dodaje – zakazać księdzu wygłaszania kazań  i odebrać mu misję kanoniczną, a więc nauczania religii.

Aż dziwię się, że senator Libicki do tej pory nie ma stałego felietonu w „Gazecie Wyborczej”. W środy. Obok Magdaleny Środy.

Jerzy Jachowicz