Śpiewający kolędy po niemiecku Tusk wydaje się nie przejmować Ukrainą. Mnie, z rodziny głęboko doświadczonej przez Sowietów i Niemców, ciarki przechodzą po plecach

Noel Lemire, alegoria pierwszego rozbioru Polski. Dziś Polska patrzy obojętnie, z emocją nie większą niż obserwujemy rozgrywki ligowe, jak rozbierają Ukrainę
Noel Lemire, alegoria pierwszego rozbioru Polski. Dziś Polska patrzy obojętnie, z emocją nie większą niż obserwujemy rozgrywki ligowe, jak rozbierają Ukrainę

Jak to dobrze, że jest Stanisław Ciosek. Powód pierwszy podał już jakiś czas temu Robert Mazurek: bo to żywy dowód, że rosyjska dyplomacja jest profesjonalna, że jej przedstawiciele dobrze mówią po polsku. Powód drugi ujawnił się dzisiaj. Oto pan Ciosek stwierdził w TVP Info, że

Mnie się taka wstrzemięźliwa polityka polskiego rządu w ogóle podoba. Nie możemy zamykać oczu na to, co się dzieje. Na takie położenie sobie Ukrainy na talerzu i odkrojenie Krymu. Nas też można sobie położyć i odkroić kawałek Polski. A jednocześnie wiemy, że niewiele tu możemy zrobić. Jesteśmy w kłopotliwej sytuacji, a i tak z niej w jakiś sensowny sposób wychodzimy.

Nikt dotąd tak ładnie nie ujął tego co w sprawie kluczowej dla polskiego bezpieczeństwa narodowego, być może dla kilku pokoleń, (nie)robi ekipa Donalda Tuska. A tu proszę, w jednym zdaniu: nic nie możemy zrobić, nic nie robimy, ale martwimy się i jesteśmy z siebie zadowoleni.

Pan Tusk chyba najbardziej. Bo żeby najpierw straszyć dzieci polskie i ich rodziców straszliwą traumą wojny rozpoczętej w 1939 roku, a następnie nic z tym nie zrobić, to trzeba być niezłym cynikiem. Trzeba mieć w sobie tę wielką zdolność porzucenia prezydenta i 95 innych ofiar Smoleńska, pozwolenia na utytłanie ich przez moskiewską propagandę w błocie, zaniechania uczciwego śledztwa, a następnie domagania się od bliskich tych ofiar przeprosin za dochodzenie prawdy.

Niestety, to odwracanie kota ogonem wydaje się być skuteczne, skoro tak wiele błyskotliwych umysłów przyjmuje narrację zgodnie z którą niezależny zespół parlamentarny należy rozliczać dużo mocniej niż cały wielki aparat państwowy.

Mam nadzieję, że dzielni reporterzy tak bezkompromisowo ścigający Zespół Parlamentarny, jego ekspertów i wydatki zajmą się ujawnionym przez Gazetę Polską skandalem: pobieraniem przez rzekomego „eksperta lotniczego” Michała Setlaka sutych sum z Kancelarii Premiera. Na razie w TVN i TVP cisza. Może przygotowują solidne bloki śledcze? Kto wie…

No dobrze, złudzeń nie mamy, prawdę o Smoleńsku poznamy gdy uznają to za wygodne Amerykanie lub gdy zmieni się władza w Polsce. Kusi więc by na to wszystko machnąć ręką, ale wiemy przecież, że nie możemy. Czujemy, że w tym tańcu cyników z głuptakami rozgrywa się na naszych oczach najbardziej żywotny interes Rzeczypospolitej. Bliżej i mocniej niż kiedykolwiek od trzydziestu lat łamane są podstawowe zasady ładu powojennego, tej kruchej, ale jedynej, gwarancji bezpieczeństwa Polski. Zaborcza Moskwa znowu przesuwa granice, organizuje referenda pod bagnetami, dyktuje konstytucje sąsiadom i broni wolności wszelakich dokładnie tak samo jak caryca Katarzyna w dniach rozbiorów Polski.

A my? My państwo? Władza udaje, że to kryzys porównywalny ze skręconą nogą premiera podczas kopania piłeczki. Władza jest głucha na apeluje, prośby i błagania ludzi mądrych by zrozumieć powagę sytuacji. By porzucić przekonanie iż liczy się konsumpcja, szmal, układy, by naprawdę uznać sytuację za poważną, a nie tylko wygodną okazję do postraszenia rodaków i przedwyborczego przykrycia fatalnych skutków rządów PO. Bezskutecznie. W odpowiedzi tylko proste sztuczki pijarowskie, te nieznośne już wyuczone frazy o byciu pomiędzy skrajnościami, o stabilności, o zdecydowanych działaniach.

Ileż to atramentu wylano by opisać ślepotę polskich elit w okresie przedrozbiorowym. Ale tamten naród w ogromnej części walczył, krzyczał, powstawał. Dziś martwa cisza. Jak następne pokolenia opiszą ślepotę obecną?

Gdzie są te słynne europejskie i światowe wpływy Platformy Obywatelskiej? Czy pan premier budzi Europę? Czy Bronisław Komorowski zrobił choć krok więcej niż oczekiwali jego ukochani partnerzy z EPP, drżący o kontrakty i gaz? Czy Tusk wkurzył się na panią Merkel za to, że tak sobie po cichu (jak się wydało) w tych tragicznych dniach gaworzy z panem Putinem? Czy uderzył pięścią w stół, zdenerwowany, że głośne unijne sankcje to lipa? Zażądał zdecydowanej reakcji? Cisza. Na użytek Polski użył 1 września, na użytek świata jest tym kim był - kupowanym za ordery wasalem Berlina. Jakiż kontrast postawy obu obecnych władców i postawy śp. Lecha Kaczyńskiego, który w 2008 roku pokazał co znaczy odwaga, determinacja, wierność konstytucyjnej przysiędze. I skuteczność!

Słusznie pisze Waldemar Żyszkiewicz w najnowszym tygodniku „w Sieci”: to nie żadne Monachium, to wygląda na nową Jałtę. Na razie nie wiemy gdzie ustalono granicę podziału, ale rozumiemy przecież, że niekoniecznie musi to być Bug. Śpiewający w domu kolędy po niemiecku Donald Tusk wydaje się niespecjalnie przejmować. Mnie, z rodziny głęboko doświadczonej przez Sowietów i Niemców, ciarki przechodzą po plecach.

PS. I tylko proszę - nie chcę słyszeć, że nic nie możemy. Zostawmy to rosyjskiej agenturze wpływu. Możemy wiele, bo presja, nacisk, informacja, budowanie koalicji, nawet krzyk to broń w dzisiejszym świecie bardzo skuteczna. Nie wierzycie? Przypomnijcie sobie rok 2008 i Gruzję. No, ale oczywiście za takie akcje w Berlinie po plecach nie poklepują, to fakt.

Michał Karnowski

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...