Jak dowiedział się portal wPolityce.pl, w Sejmie dojdzie do niejawnego posiedzenia komisji sejmowych ws. bezpieczeństwa energetycznego Polski. Zwołanie nadzwyczajnych obrad ma związek z zapowiedzią działaczy ukraińskiego Prawego Sektora, że wysadzą w powietrze instalacje gazowe na terenie swojego kraju, jeśli wojska rosyjskie wejdą na wschodnią Ukrainę. O sprawie rozmawiamy z posłem PiS Dawidem Jackiewiczem, wiceprzewodniczącym sejmowej komisji Skarbu Państwa.

wPolityce.pl: Czy może pan potwierdzić, że w Sejmie dojdzie do nadzwyczajnego posiedzenia kilku komisji w związku z zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego Polski?

Dawid Jackiewicz: Tak. Została już wyznaczona data obrad – 16 kwietnia. Będzie to połączone posiedzenie trzech komisji: skarbu państwa, gospodarki oraz energetyki i surowców energetycznych. To inicjatywa PiS. Żeby mogła dojść do skutku konieczne było zebranie wśród posłów odpowiedniej liczby podpisów, co udało przeprowadzić. Będzie to posiedzenie niejawne, dzięki czemu zostaną nam – jako posłom - udostępnione informacje, jakich normalnie, w żadnym innym trybie, nie otrzymalibyśmy.

Jaki jest powód zwołania tego nadzwyczajnego posiedzenia?

Premier Donald Tusk od kilkunastu dni przedstawia się, jako pierwszy propagator uniezależnienia energetycznego od Rosji i uparcie twierdzi, że jesteśmy już niewrażliwi na ewentualny rosyjski szantaż energetyczny. To kłamstwo, o czym wiedzą wszyscy, którzy choć trochę interesują się kwestiami bezpieczeństwa energetycznego. Polska w siódmym roku rządów Donalda Tuska nadal nie ma technicznej możliwości importu gazu ziemnego z innego niż wschodni kierunek na wypadek wstrzymania dostaw przez Gazprom. Polsce grozi powtórka z kryzysu gazowego z lat 2009-2010 kiedy to w styczniu 2009 r. spółka Gazpromu przestała z dnia na dzień realizować dostawy 2,3 mld metrów sześc. gazu. Gdyby dziś Rosjanie odcięli dostawy gazu na Ukrainę, przez której terytorium do Polski przesyłane jest rocznie blisko 4,5 miliardów metrów sześć gazu, czyli 30 proc. rocznego krajowego zapotrzebowania na gaz, polska gospodarka znajdzie się w strasznych tarapatach.

Czy choć w minimalnym stopniu jesteśmy przygotowani na taką ewentualność?

Infrastrukturalnie niestety nie. W przypadku przerwy dostaw z kierunku ukraińskiego w rocznym bilansie pojawi się 2-krotnie większa luka aniżeli w 2009 roku! Premier, który w wyniku fatalnej umowy jamalskiej z 2010 r. zwiększył roczne uzależnienie od rosyjskiego gazu o 2 mld metrów sześć. i oddał Rosjan faktyczną kontrolę nad EuRoPol Gaz powinien osobiście wytłumaczyć się z tego jak Polska przygotowana jest na grożący nam potencjalny największy w historii kryzys gazowy. Na tajnym posiedzeniu premier powinien przedstawić realne scenariusze antykryzysowe. Nie może powtórzyć się rok 2009 i 2010 kiedy to Tusk odrzucił rekomendację prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby z rosyjskim szantażem zmierzyła się oprócz Polski także Komisja Europejska. Tusk zamiast powiedzieć „nie” rosyjskiemu szantażowi w 2009 r. proponował – co dziś trzeba przypominać – wydłużenie kontraktu jamalskiego z 2022 r. do 2037! Na posiedzeniu tajnmym powinni być także ministrowie skarbu i gospodarki. Dziś terminal gazu skroplonego nie jest gotowy i z całą pewnością nie będzie gotowy do końca tego roku. Nie wydobywamy gazu łupkowego, który był nadzieją a jak pokazuje raport NIK Donald Tusk w tej sprawie zmarnował ostatnich 6 lat! Nie mamy połączenia gazociągiem Baltic Pipe z systemem duńskim, na który jeszcze za czasów rządu PiS kładliśmy ogromny nacisk. Inwestycja ta miała być gotowa do końca 2010 roku. Więc gdzie to bezpieczeństwo energetyczne, o którym mówi Donald Tusk?

Czy rząd jest w stanie podjąć szybko jakieś działania związane z naszym bezpieczeństwem energetycznym?

Donald Tusk twierdzi, że sposobem na to jak wyjść z gazowego impasu jest sześciopunktowy program mający stanowić o solidarności energetycznej Unii Europejskiej. Solidarność ta zasadza się na walce, żeby węgiel był surowcem energetyczynym dopuszczalnych i nie dyskryminowanym przez Pakiet Klimatyczny. Szkoda tylko, że premier stracił ostatnich sześć lat na to i nic w tej materii nie uczynił. Tusk zapewnia również, że będzie walczył o gaz łupkowy. I znów – szkoda, że dopiero teraz. Miażdżący dla rządu raport NIK pokazuje, iż rząd w tej materii przespał wszystkie możliwe szanse. Wbrew zapewnieniom Tuska, rząd nie przyśpieszy oddania terminala gazu skroplonego. Jedynym wręcz rozpaczliwym pomysłem premiera jest, więc to, żeby wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej wspólnie dokonywały zakupów gazu od Gazpromu. Czyli Tusk publicznie zachęca, aby Polska zrzekła się suwerenności w prowadzeniu zgodnej z polskimi a nie np. niemieckimi czy francuskimi interesami gospodarczymi. Gdyby Tusk od listopada 2007 roku realizował odziedziczony po rządach PiS program dywersyfikacji dostaw gazu do Polski i zbudował w przewidzianym w programie inwestycyjnym czasie terminal LNG i Baltic Pipe, dziś Polska nie tylko byłaby sama bezpieczna, ale mogła również skutecznie pomóc Ukrainie na wypadek przerw dostaw od Gazpromu.

A opozycja?

Mamy pomysł jak wyjść z kryzysu, w który Polskę wpędził Donald Tusk. Trzeba natychmiast przyśpieszyć działania związane z ukończeniem terminalu gazu skroplonego w Świnoujściu i ropocząć projekty związane z budową następnego. Natychmiast przyśpieszyć również działania związane z wydobyciem gazu łupkowego, i przede wszystkim zbudować gazociąg Baltic Pipe. Trzeba działać, a nie kłamać w kampanii wyborczej, że jesteśmy bezpieczni. Bezpieczeństwo Polski nie powinno być tematem niepoważnej gry Donalda Tuska, który wręcz histerycznie chce przez Polakami dziś zakryć swoją 7-letnie zaniechania na polu uniezależnienia Polski od rosyjskiego gazu.

Dlaczego posiedzenie 16 kwietnia nie będzie jawne?

Za każdym razem, gdy pytaliśmy np. o szczegóły dotyczące kontraktu jamalskiego na dostawy gazu, podpisanego kilka lat temu przez Waldemara Pawlaka, za każdym razem słyszeliśmy, że są to „dane wrażliwe. Chcemy poważnie o bezpieczeństwie Polski porozmawiać i omówić scenariusze kryzysowe. Poprzez to, że posiedzenie będzie niejawne (odbędzie się w sali, do której nie wolno wnosić telefonów komórkowych i niczego do pisania; udział w posiedzeniu wezmą jedynie uprawnieni posłowie) ministrowie nie będą mogli odpowiadać „na okrętkę”. Dzięki temu zweryfikujemy, jakie działania zabezpieczające kraj podjął premier. Naszym zdaniem kłamstwem jest to, że jesteśmy w tej chwili niezależni energetycznie i bezpieczni. Premier nie ma żadnego pomysłu na zagwarantowanie nieprzerwanych dostaw gazu do Polski, na wypadek konfliktu na Ukrainie.

Rozmawiał Jerzy Kubrak