Rosja najczęściej nie płaci swoim agentom wpływu w Polsce, lecz pomaga im robić kariery

Wiele osób w Polsce ma poczucie, że istnieje w naszym kraju silna i opiniotwórcza agentura wpływu Rosji. Ale jest problem z udowodnieniem, że to rzeczywiście agentura wpływu, a nie po prostu zagorzali sympatycy Rosji albo rosyjskiej kultury. Problem mają także polskie służby kontrwywiadu cywilnego i wojskowego, bo najczęściej agenci wpływu nie biorą pieniędzy bezpośrednio. Co nie znaczy, że nie odnoszą korzyści, także przeliczalnych na duże pieniądze. Wielu odnosi, bo dziwnym trafem, głoszenie określonych poglądów wiąże się z ich szybką karierą i materialnym powodzeniem. W Polsce dotyczy to na przykład dziennikarzy i tzw. środowisk opiniotwórczych.

Istnieje sporo książek, analiz i opracowań dotyczących agentury wpływu ZSRS i Rosji, np. książka Richarda Shultza i Roya Godsona „Dezinformatsia: Active Measures in Soviet Strategy”, opracowanie Roberta George’a „An Historical Investigation of Soviet Strategic Deception” czy analiza Anatolija Golicyna „New Lies for Old: The Communist Strategy of Deception and Disinformation”. Opisano w nich m.in. mechanizmy „windowania karier” osób będących agentami wpływu ZSRS, np. Algera Hissa, Harry’ego Hopkinsa czy Harry’ego Dextera White’a.

Okazuje się, że sowieccy czy rosyjscy mocodawcy byli i są w stanie znacząco pomóc w karierze, bezpośrednio nie płacąc ani grosza swoim agentom wpływu. A jeśli płacą, to poprzez podmioty czy instytucje formalnie nie związane z ZSRS czy Rosją, a działające w dowolnym kraju zachodu. Najczęściej chodzi jednak o „windowanie karier” w sposób, który wcale nie jest prosty do opisania w kategoriach przyczynowo-skutkowych. Nie jest prosty, bo często w robieniu karier pomagają ludzie mniej lub bardziej związani z tajnymi służbami, którzy potrafią znakomicie maskować swój udział. Mają oni szerokie znajomości we wpływowych kręgach, także politycznych, i to ci znajomi zwykle działają, a nie oni sami.

W akcjach „windowania karier” agentów wpływu Rosji nie muszą bezpośrednio uczestniczyć Rosjanie czy rosyjskie służby. Zwykle działają dla nich Polacy współpracujący z Rosjanami przy innych okazjach, np. biznesowych. Najczęściej służby Rosji wykorzystują do swoich działań własnych agentów, działających w różnych krajach jako rosyjscy dziennikarze. To idealna przykrywka, umożliwiająca docieranie do bardzo wielu środowisk.

Dowodowo sprawy agentury wpływu są bardzo trudne, więc w ich opisie lepiej przyjąć metodę Czesława Miłosza ze „Zniewolonego umysłu”. Weźmy np. dziennikarkę Alfa. Jest niebywale ambitna, ale zawodowo jest tylko bardzo przeciętnym wyrobnikiem. Alfa obserwuje koleżanki i widzi, że niektóre z nich są równie przeciętne jak ona, lecz nagle ich kariera wybucha. Nie żeby stały się mistrzyniami stylu czy autorkami jakichś szczególnie interesujących przemyśleń. Po prostu mają coraz lepsze newsy, które szybko przeradzają się w „afery” i dają im rozgłos. Bo za aferami idą dymisje ważnych ludzi, a przynajmniej głośne śledztwa.

Alfa nie wie, co spowodowało, że jedna czy druga z jej przyjaciółek nagle ma dostęp do „aferalnej” wiedzy. Ale publicznie o tym rozmawia i opowiada, jak bardzo sama chciałaby mieć dostęp do nadzwyczajnych newsów. I nagle w jej otoczeniu pojawiają się osoby mające dostęp do takich newsów. Przekazują je, nic w zamian nie żądając. I Alfa zaczyna pisać coraz bardziej zauważalne teksty. Jej informatorzy przedstawiają ją kolejnym świetnie poinformowanym, a teksty są coraz głośniejsze. Dopiero po jakimś czasie Alfa się orientuje, że jej informatorzy mają powiązania z tajnymi służbami. Jeszcze później orientuje się, że niektórzy mają znakomite „wejścia” w rosyjskiej ambasadzie. Przez nich poznaje Rosjan, którzy też stają się jej informatorami. I czasem w zamian potrzebują jakiejś wiedzy o znajomych Alfy.

Alfa poznaje kolejnych ludzi, którzy wprowadzają ją w krąg coraz lepiej poinformowanych znajomych. Kiedy zamienia się to we wzajemne świadczenie usług, trudno dociec. W każdym razie Alfa dostaje świetne newsy, awansuje w dziennikarskiej hierarchii i od czasu do czasu odwdzięcza się informacjami o ważnych osobach z polskiej polityki, którzy stali się dla niej dostępni, niektórzy także towarzysko, bo ma coraz lepszą pozycję w zawodzie i na salonach. Czy Alfa zdaje sobie sprawę z tego, że wchodzi na śliski grunt działalności quasi-agenturalnej bądź nawet czysto agenturalnej? Pewnie tak, ale nie wycofuje się, bo ma z tego wymierne korzyści.

Alfa nie dostaje za swoje „usługi” wobec informatorów i ich znajomych żadnych pieniędzy. Po prostu szybko awansuje, więc i zarabia więcej, a z czasem dużo więcej. Stać ją na samochód, potem bierze kredyt hipoteczny na mieszkanie. Po drodze Alfa poznaje podobne do siebie ambitne dziennikarki, nazwijmy je Betą i Gammą które też mają swoje dobre źródła informacji. Wymieniają się informatorami, pomagają sobie. I są w centrum zainteresowania, bo poza ważnymi znajomymi, głównie ze świata polityki, inwestują we własny wygląd, zmieniają się z kopciuszków w księżniczki. I w pewnym momencie są już gotowe do nowego etapu kariery – w biznesie albo w polityce, albo na styku jednego i drugiego.

Alfa dostaje się do polityki. Ma tam mniejsze dochody, ale coraz wartościowsze znajomości, co mniejsze pieniądze rekompensuje. Teraz to ona ma dostęp do ważnych informacji. Czy ci, którzy pomogli jej w karierze, zgłosili się do niej po te informacje w zamian za to, co wcześniej dla niej zrobili? Czy mogli jej zasugerować, co się stanie, jeśli odmówi? Czy poprzez Alfę mogli dotrzeć do jej koleżanek Bety i Gammy? To bardzo prawdopodobne. Czy mogło to później wpływać na różne sprawy dziejące się w polskiej polityce? Czy któraś z trzech przyjaciółek mogła się stać narzędziem swoich informatorów, także tych mających powiązania w ambasadzie Rosji? Jak najbardziej, ale to bardzo trudne do udowodnienia. Trudne także dla polskiego kontrwywiadu, tym bardziej że Alfa, Beta i Gamma są bardzo dobrze politycznie ustosunkowane. I wiele wskazuje na to, że ich polityczni przyjaciele mogli je chronić przed działaniami sprawdzającymi polskich tajnych służb.

Takich jak Alfa, Beta i Gamma jest dużo więcej (obojga płci). A stanowią realne zagrożenie dlatego, że najczęściej oprócz funkcjonowania w roli agentów wpływu są wielkimi zwolennikami aktualnej władzy. Podlizują się tej władzy w tym, co piszą i na salonach, a władza odwdzięcza się im, także w formie pomocy w rozwiązywaniu konkretnych problemów, np. bytowych czy zdrowotnych. W ten sposób przedstawiciele władzy, świadomie lub nie, hodują agentów wpływu Rosji, bo najważniejsze jest dla nich to, że są oni najbardziej oddanymi propagandystami tej właśnie władzy. Z tego głównie powodu tajne służby nie mają łatwego zadania, żeby tych ludzi sprawdzić czy kontrolować. Są przecież pod parasolem ochronnym władzy. Ale są i za cenę pochlebstw oraz wazeliniarstwa wobec tej władzy oddają realne, niebezpieczne dla Polski przysługi obcemu mocarstwu.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...