Polski minister zagraniczny zawiadamia Putina, że sankcje są równie realne jak użycie bomby atomowej, a premier straszy, że "wejdą"...

KPRM
KPRM

Od wielu dni czekam jakie to mianowicie twarde fakty pójdą za nagłą bojową biegunką premiera Donalda Tuska i ministra Radosława Sikorskiego, za ich okropnie twardym stanowiskiem antyrosyjskim, pohukiwaniami i groźnymi minkami. Bardzo, naprawdę bardzo, chcę uwierzyć w nagłą odmianę obu panów, nagłe ich nawrócenie na działanie zgodne z polską racja stanu.

Premier Tusk nasila grozę, właśnie zapowiedział, że być może polskie dzieci nie pójdą do szkoły 1 września tego roku, co znaczy, że jeśli PO władzy nie utrzyma, może być na Polskę jakaś zewnętrzna agresja. Czy oto – zapewne za radą doradców d.s. rosyjskich Cioska i Jaruzelskiego - powraca metoda „wejdą- nie wejdą?”, tak skutecznie sprawdzona przez moskiewskich namiestników?

Konwencyjna maskarada z Witalijem Kliczką pogłębia jednak wrażenie, że – jak to u premiera Donalda – i tym razem chodzi wyłącznie o pic. Tak samo, jak groźnie marszcząc brewki kastrował pedofilów, wprowadzał alkomaty we wszystkich samochodach, rozdawał darmowy podręcznik dla pierwszoklasistów czy wprowadzał dziesiątki innych efektownych reform, tak samo i teraz – fajnie pogada.

Politycy i piarowcy PO boleśnie odczuli widok Jarosława Kaczyńskiego obok Witalija Kliczki na kijowskim Majdanie, w samym środku historycznych wydarzeń, w chwili narodzin założycielskiego mitu wolnej Ukrainy. Dla platformerskich propagandzistów nieprzyjemne skojarzyło się ono z triumfem Lecha Kaczyńskiego na wiecu w Gruzji w 2008. Nie pomogły zmasowane internetowe kpiny wynajętej agencji, że Jarosław dużo niższy od Witalija. Zapadła decyzja, by lubianego w Polsce Kliczkę odzyskać, fajnie sfotografować z naszym fajnym premierem. Najlepiej na siedząco, żeby nie było widać różnicy wzrostu, bo też jest duża. A jako, że Witalij także jest ze stajni Angeli, poszło łatwo i obrazek jest.

Ale oto bojowość premiera Donalda zgrabnie połączyła się z pragmatyzmem jego ministra. Jeszcze wczoraj groźnie pokrzykujący minister Radek, dzisiaj w wywiadzie dla największego niemieckiego dziennika, bulwarówki „Bild” przestrzega przed wprowadzeniem sankcji gospodarczych wobec Rosji. Ku rozanieleniu niemieckich mediów i dyskretnym uśmiechom niemieckich polityków. „Sankcje są jak bomba atomowa, lepiej nimi straszyć, niż ich użyć”, bardzo dyplomatycznie mówi szef naszej dyplomacji. Innymi słowy: patrz Władimir, majtki mamy zdjęte. Będziemy cię straszyć, ale nie traktuj tego serio.

Coraz trudniej oprzeć się nieprzyjemnemu wrażeniu, że nasz premier i nasz minister pohałasowali antyrosyjsko otrzymawszy na to wyraźne zezwolenie (polecenie?) od swojej szefowej z Berlina, a być może i za aprobatą Afroamerykanina z Białego Domu. Z dwóch podstawowych powodów. Po pierwsze: zarówno Merkel, jak i Obama dobrze wiedzieli, że żadnych sankcji przeciw Rosji nie będzie, za dużo interesów, za dużo do stracenia. By jednak jakoś przykryć nieelegancką, ale faktyczną zgodę na aneksję Krymu, postanowiono odpalić race propagandowe. A któż lepiej się do odpalania rac nadaje, jeśli nie – jak pisała niemiecka prasa - „łatwy w hodowli”- premier Tusk? A wraz z nim przygnieciony własnym ego, polski minister spraw wyłącznie zagranicznych?

Coraz wyraźniej odsłania się i przyczyna druga: rządząca w Polsce partia ma kłopoty, za chwilę jej poparcie spaść może do poziomu kilkunastu procent, a to oznacza odwrót tysięcy oportunistów na tysiącach stanowisk i może uruchomić lawinę. A przecież zdobycie w Polsce władzy przez opozycję oznacza gwałtowna zmianę w polskiej polityce: dywersyfikację źródeł energii, gazoport i gaz łupkowy, wzmocnienie polskiej armii i działanie w polskim interesie w setkach innych spraw. Tego nie chce Władimir, to dla niego prawdziwe niebezpieczeństwo. A i dla Europy (czyli dla Angeli) także kłopot, powrót do sprawy rosyjsko-niemieckiej rury koło Świnoujścia i wielu innych, tak pięknie z Donaldem załatwionych deali. Donald więc musi zostać, bo się sprawdził. Niechże więc pogada, poprzewraca oczami, pofotografuje się na zielonym tle, bardzo wojskowym i bardzo obronnym. Niech nawet hełm założy i jeszcze groźniej szczękę do przodu wysunie. Niech pozbiera u Polaków punkty, jaki odważny i jak Polskę ocala. A oni mu znowu uwierzą, bo to łatwowierny ludek jest.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...