Trwa ostra walka rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych z rządem o wypłacanie stałych środków na rzecz tej najsłabszej grupy społecznej. Zaprzyjaźnione z władzą Donalda Tuska media już zaczynają tańczyć tak, jak im zagra zaplecze piarowskie premiera - zaczynają skłócać protestujących z resztą społeczeństwa. Na arogancję władzy i dziennikarzy głównych mediów skarżą się rodzice protestujący w Sejmie.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rodzice niepełnosprawnych dzieci się nie poddają. Protest w Sejmie trwa

A tymczasem walczą oni o rzecz podstawową - o środki na życie, których skądinąd nie mogą zdobyć, gdyż swoimi niesamodzielnymi dziećmi zajmują się przez całą dobę, więc nie mogą pracować. O potrzebach tej grupy Polaków rozmawiamy z Ireneuszem Jabłońskim, ekspertem z Centrum im. Adama Smitha, który jest także doradcą Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny.

 

wPolityce.pl: Co z pańskiego punktu widzenia jest najważniejsze w tym sporze Donalda Tuska z rodzicami niepełnosprawnych dzieci? Czego dowiedzieliśmy się o premierze?

Ireneusz Jabłoński: Nie chciałbym się wypowiadać na temat osobowości pana premiera, to zostawiam politologom czy psychologom społecznym. Postulat, aby państwo polskie wypłacało pensje w postaci najniższej krajowej rodzicom, czy innym członkom rodziny, np. dziadkom, opiekującymi się stale niesamodzielnymi dziećmi lub osobami dorosłymi, które też nie mogą być samodzielne, moje środowisko we współpracy ze środowiskami prorodzinnymi, sformułowały już kilka lat temu. Najmocniej to wybrzmiało na ubiegłorocznym Kongresie Polskiej Rodziny. Uważamy, że tego typu świadczenie – nazwane przez nas bonem opiekuńczym – powinno być tym dzielnym ludziom wypłacane. To konieczność humanitarna i cywilizacyjna. Przy tej górze pieniędzy, która jest dedykowana pomocy społecznej, z całą pewnością państwo polskie stać na taki gest. Trzeba tylko wybrać priorytety – jaki rodzaj świadczenia finansować w pierwszej kolejności, a jaki w drugiej.

W ubiegłym roku, m. in. przy naszym wsparciu, przyznał pan premier matkom pierwszego kwartału świadczenie, którego wcześniej jego urzędnicy nie chcieli przyznać. Nastąpiło to po tym, gdy starannie policzyliśmy i przedstawiliśmy wnioski, że po pierwsze nie zrujnuje to finansów publicznych, a po drugie jest konieczne.

Podpowiadałby teraz i liczył na wykorzystanie ubiegłorocznego doświadczenia z matkami pierwszego kwartału i przychylenia się do obecnych żądań ludzi, bo one są ze wszech miar słuszne. Po zmianie priorytetów 800 złotych brutto – bo o takich dodatkowych pieniądzach mówimy – a więc netto jakieś 500 złotych (obecnie 1680 zł brutto) dla rodziców opiekujących się niesamodzielnymi dziećmi, państwo polskie będzie stać.

 

Skąd się bierze takie podejście premiera do tych ludzi? Czy on liczy na to, że są tak słabą grupą społeczną, że nie będą mieli siły walczyć o swoje? Mocno się przeliczył w swoich rachubach…

Abstrahując od postawy pana premiera, to bardziej dowód na bezduszność biurokracji, brak wszelkiej refleksji. Wydając miliardy, czy nawet dziesiątki miliardów na różnego rodzaju programy pomocowe, czy rozbudowując kosztowną biurokrację zapomina się o tym, że funkcja pomocniczości państwa i wsparcia najsłabszych, właśnie w tym przypadku, o którym mówimy, powinna być absolutnie na szczycie listy świadczeń. Wydaje się tymczasem pieniądze z pomocy społecznej na bezrobotnych, którzy często nigdy pracy nie szukali, bo nie chcieli i nie chcą pracować. Są to 30-, 40-letni zdrowi ludzie, którzy nie podejmują działań, aby zadbać o siebie, a tymczasem zapomina się o takich grupach, które w pierwszej kolejności powinny uzyskać wsparcie.

 

Wrócę jednak do technologii władzy, bo ją dobrze widać na tym przykładzie. Jeden z protestujących w Sejmie rodziców powiedział, że Donald Tusk stara się wygrać sprawę skłócając ich z innymi grupami społecznymi w Polsce. To przecież nie pierwszy raz tak jest, że Tusk rządzi poprzez skłócanie jednych środowisk z innymi. Czy tak będzie też tym razem?

Mam nadzieję, że nie. Mówiąc o tym, że chcąc pomóc tym ludziom trzeba będzie ograniczyć wydatki w jakimś innym obszarze lub innej grupie ludzi, w kategoriach finansowych czy księgowych powinno być prawdziwą konieczność. Środki publiczne nie są bez dna, mają jakąś tam wartość constans. Ale na tym właśnie polega sztuka rządzenia, żeby wyraźnie powiedzieć, że tym dzielnym ludziom chcemy pomóc w pierwszej kolejności, bo pomocy wymagają. A tym, którzy wymagają pomocy w mniejszym zakresie lub w ogóle nie wymagają, po prostu nie będziemy pomagali w tym stopniu jak dotychczas. Takie odważne stanowisko spotkałoby się z pewnością z dużym zrozumieniem większości społeczeństwa.

Rozmawiał: Sławomir Sieradzki