"Sorry, ale jest pan kłamcą!", "Dlaczego pan tak pała agresją?!" Bezradny premier zderzył się z prawdziwymi problemami protestujących rodziców

PAP/Paweł Supernak
PAP/Paweł Supernak

Premier Donald Tusk – zgodnie z zapowiedzią na popołudniowej konferencji prasowej – spotkał się w Sejmie z protestującymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych. Z szefem rządu dyskutował też poseł Arkadiusz Mularczyk, który stwierdził m.in. „Panie premierze, Pan ma swój Majdan”. Rozzłoszczony Tusk rzucił mu tylko zarzut, że uprawia kampanię wyborczą.

Obietnica Donalda Tuska, by od pierwszego stycznia 2016 podwyższyć świadczenia do poziomu pracy minimalnej nie spotkała się z pozytywną reakcją rodziców. Premier na początku próbował dyskutować i mamić rodziców kolejnymi obietnicami, ale rodzice nie dali się przekonać.

Dementuję tu i teraz Pana kłamstwa!

- przerwała jedna z matek, punktując kolejne deklaracje Tuska, który od 2007 roku przesuwał obietnicę na kolejne "za trzy lata".

Donald Tusk

Rodzice przekonywali, że za granicą sytuacja takich rodziców jest o wiele lepsza, a sam Tusk był im przychylny jedynie w kampanii wyborczej - gdy wygrał wybory, "olał ich".

Prosimy państwa od 2010 r., by chociaż ten zasiłek pielęgnacyjny państwo przenieśli do ZUS... I nie! Renty socjalne - osoba niepełnosprawna otrzymuje 610 złotych

- mówili.

Premier w końcu zamilkł, gdy nie mógł przekonać swoich rozmówców. Siedział w fotelu i z marsową miną słuchał wyrzutów i pretensji.

Jeżeli mamy napisać tę ustawę, a jeśli mamy pomóc panu ministrowi ją napisać... Wskazywaliśmy, jak można ją uszczelnić. Jesteśmy w stosunku do panów uczciwi - chcielibyśmy tej uczciwości ze strony rządowej. Nic więcej nie żądamy. Ale nie może być tego dialogu - że stawia się nas pod ścianą i pokazuje ustawę źle napisaną

- mówili.

To nie dobrobyt ściągnął te kobiety do Sejmu, tylko krzywda ludzka. Przez pięć lat te kobiety jeździł do pana i pana ministra Kamysza. Musi się pan tłumaczyć - dawno należało zacząć te rozmowy. Jeżeli ma pan złych ministrów, to trzeba ich wymienić! Miejsce dziecka upośledzonego jest w domu, obok matki, a nie na ulicy, gdy walczy o godne życie polskiej rodziny. Panie premierze, trzeba najpierw zadbać o godność polskiego bytu, a potem dbajmy o interesy obcych narodów. Ostatnio zauważyłem, że pan ostatnio długo przebywa w Parlamencie Europejskim. Proszę się bardziej przyjrzeć tragediom w naszym narodzie...

- tłumaczyli Tuskowi.

Nie odejdziemy z Sejmu tak długo, aż pan podpisze porozumienie między nami... (...) To jest skandal! Gdzie wy jesteście?! Panie premierze, ja mam prośbę - niech pan wysłucha matki, która 16 lat zajmuje się dzieckiem... My nie jesteśmy śmieciami. Wykonujemy ciężką pracę, wielogodzinną

- dodawali.

Donald Tusk

Jedna z matek wyjątkowo celnie punktowała premiera:

To problem, który może spotkać pana, pana córkę, wnuki - czy pan wie, że kłamstwo nie doprowadza do niczego dobrego?! Nic nie usprawiedliwia tego, że pan kłamie! (...) Sorry, ale jest pan kłamcą - jeszcze w styczniu powiedział pan: "dajcie mi dwa tygodnie, a to załatwię"... W tym Sejmie jest zbiorowisko kłamców!

- oceniła jedna z matek ze łzami w oczach.

Z kolei jeden z ojców tłumaczył swoje żale i irytacje:

Świętej pamięci Lech Kaczyński zniósł nam kryterium dochodowe. My go tu pamiętamy wspaniale... Inaczej za to pamiętamy Niesiołowskiego: śmiał się z nas, a to pana kolega! To człowiek zakłamany i fałszywy, on sprzedał własną narzeczoną, jak on nas tu wyśmiał, to mało mi serce nie pękło!

- żalili się rodzice.

Kilka z matek po tym, jak Tusk nie zareagował na argumenty i prośby, zaczęło płakać i odmówiło dalszej rozmowy. Tusk przez kilkanaście minut milczał - wokół premiera znajdowały się także niepełnosprawne dzieci. Szef rządu wyglądał na zupełnie bezradnego. W końcu zabrał głos:

Ponieważ mówicie o ustawie i wielu innych aspektach, to byłbym nie w porządku, gdybym się zobowiązywał do spraw, których dziś nie rozbierzemy na czynniki pierwsze. (…) Jesteście zdeterminowani, ja to widzę... Ale mi sytuacja nie zmieni się, jeśli chodzi o budżet, deficyty, nie deficyty... Nie mogę w 2015 roku wydać większej pieniędzy w budżecie

- mówił Tusk, dodając, że będzie pytał o to ministra finansów.

Donald Tusk

Protestujący domagali się też obecności prezydenta Komorowskiego. Tusk odpowiadał, że "2014 roku nie jest w stanie" spełnić postulatów protestujących. Szef co chwilę apelował "Posłuchajcie..."

Wam to nie pasuje, ja to rozumiem, to jest Wasze życie... (...) Im bardziej szukam rozwiązania bliższego waszym oczekiwaniom, tym bardziej dostaję po głowie. Gdy ja mówię, że nie dam rady, to nie dlatego, że mam złą wolę...

- mówił Tusk.

Żadnej woli pan nie wykonał! Nic pan nie zrobił poza tymi, którzy obrażali z ramienia pana partii!

- ripostowała jedna z matek.

Donald Tusk nie wiedział, co odpowiedzieć. Odrzucał zarzuty, że zrobi coś w tej sprawie dopiero, gdy rozpocznie się kampania wyborcza do wyborów parlamentarnych.

Nie mógłbym urzędować jednego dnia dłużej, gdybym spełniał postulaty każdej grupy protestujących, którzy przyjeżdżaliby do Sejmu. Nie skąpię wam tych pieniędzy - to pieniądze podatników, nie moje. Ja podejmuję decyzję, jak je wydawać. To nie sztuka przyjść i powiedzieć: dam wam więcej pieniędzy, a potem "sorry, ale to jest niemożliwe". Też wolałbym zagrać dobrego wujka...

- odparł coraz bardziej zdenerwowany Tusk.

Jedna z matek postanowiła wyrazić swój żal:

Ja głosowałam na pana, byłam zachwycona pana partią, jeździłam na spotkania z panem... Straszny błąd. Straszny

- stwierdziła.

Rodzice zaapelowali, by do środy znalazło się rozwiązanie tej patowej sytuacji. Nie mogli też zrozumieć, dlaczego Tusk nie chce zgodzić się na propozycję Arkadiusza Mularczyka, by kolejne spotkanie odbyło się w poniedziałek:

Dlaczego pan tak pała agresją?!

- mówiła jedna z matek.

Tusk w końcu zgodził się na kolejne spotkanie z rodzicami - dopiero wtedy atmosfera nieco się rozładowała. Szef rządu zapowiedział, że pojawi się w Sejmie w sobotę o godzinie 18:00.

svl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...