Szanowny Kolego, przymuszasz mnie do powrotu do spraw, które – jak się wydawało – wyjaśniłem. Również publicznie. Ale skoro dosyć wyraźnie zarzucasz mi lęk czy koniunkturalizm, to wiesz, że na takie dictum odpowiedzieć będę musiał.
Wybacz, iż nie będzie to odkrywcze. Tak wiele zostało już powiedziane, napisane i wyemitowane w przestrzeni publicznej przez wybitnych fachowców: analityków, politologów, polityków, publicystów specjalizujących się w tej dziedzinie… I pozwól, że uczynię to „hurtem”, włączając korespondencję z niektórymi naszymi, czy tylko moimi znajomymi.
1. Do ocen postawy i stanowiska zajętego przez księdza Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego nie mam zamiaru wracać. Miał do nich prawo. Jeno ustosunkuje się do głosów, iż przecież to kapłan naszego Kościoła, że to członek KSD itp. zatem albo dobrze, albo wcale.
Ksiądz Tadeusz występował jako publicysta w sprawach świeckich i tylko tak można potraktować Jego głos – jako pogląd felietonisty, prezentującego stanowisko - jedno z możliwych. I z którym nikt nie ma obowiązku „z urzędu” się zgadzać, bądź przemilczać, pod karą anatemy. Tak jak z żadnym innym w wolnym kraju, w wolnej przestrzeni.
Zwróciłem uwagę na paskudne – mim zdaniem – sformułowania w książce wywiadzie-rzece, prowadzonej z ks. Zaleskim a dotyczącej redemptorysty o. Tadeusza Rydzyka: „Chodzi mi przede wszystkim o niejasne interesy materialne, zbiórki na stocznie z których nigdy się nie rozliczył, wiercenie dziur w ziemi, sieci komórkowe. O to mam żal, bo to kładzie się cieniem na jego działalności medialnej.” I z tego się nie wycofuję, ponieważ mam zupełnie inny ogląd dobra, realizowanego przez „Imperium Redemptorystów” ( z błogosławieństwem już trzech Papieży) w nieprzyjaznej przestrzeni tworzonej przez swoistą konkurencję światopoglądową.
2. Co do eksponowanych zagrożeń ze strony postbanderowskiej Ukrainy, mogę tylko powtórzyć:
- Polskie kresy (obecnie Ukrainy) pod wpływem zbolszewionych komisarzy spływały czerwienią polskiej (również i ukraińskiej) krwi upuszczanej przez sąsiadów. Również najbliższych. Także w rodzinach mieszanych. Przeczytaj uważnie, proszę, książkę „Pożoga” Zofii Kossak.
Ta książka - dokument daje uniwersalny obraz jak wrogość może być animowana. Nie tylko wtedy. I nie tylko tam. Wszak Szatan - ojciec kłamstwa i zła - nigdy nie spoczywa.
- Myślę, że rozumiem niepokój o „banderyzację” Ukrainy, wpisujący się w niemałą ilość podobnych lęków związanych z tym co się dzieje u naszych sąsiadów. Tyle, że ocena tego „dziania” się, może być różna – skrępowana li tylko pamięcią przeszłości lub – bez amnezji – dającą nadzieję na inną, dobrą przyszłość. Ukraina dążąca do UE, nawet z aktywem wymachującym tu i ówdzie postbanderowskimi sztandarami, wydaje się, mimo bolesnej pamięci, bezpieczniejszą dla nas, od zwasalizowanej bez reszty przez wielkiego sąsiada. To szansa a nie gwarancja.
- Wiem, iż byłoby naiwnością sądzić, iż Ukraina niezgadzająca się na przemożne uzależnienie polityczne, będzie zostawiona sama sobie. To zbyt duży, zbyt strategicznie położony kraj. Dlatego w końcu jeden nasz sąsiad może zastąpić drugiego. A i historyczna spółka też jest rozwiązaniem…
- Pokazanie Ukraińcom, że mamy ich gdzieś, bo banderowcy, bo ohyda potwornych upowskich zbrodni, bo możliwe niekorzystne konfiguracje, skazywałoby nas na dalszą marginalizacje jako podmiotu działań międzynarodowych. O tym wiedział śp. Lech Kaczyński.
Na Majdan przybywali - zważ –politycy różnych opcji. A teraz starają się mówić podobnym głosem, aczkolwiek u niektórych wygląda to – mimo wszystko – podejrzanie, „taktycznie”.
A może nawet „strategicznie”…Ale to już inna analiza.
Obojętność, niewyciągnięcie polskiej ręki byłoby – myślę - błędem, ponieważ to co się wydarzy w przyszłości na Ukrainie, nie dawałoby Polsce szansy.
- Jakiej szansy?
- Polska może być wkodowana w pamięć narodu jako przyjazny, chrześcijański, pomocny sąsiad, nieoceniający rzeczywistości li tylko wielką boleścią sprzed lat.
- Jak szeroko będzie funkcjonowała ta pamięć? I jak długo trwała?
- Nie wiem.
Wiem natomiast, że eksponowanie i rozgrywanie wołyńskiego, wchodniomałopolskiego, poleskiego ( i nie tylko) ludobójstwa, niewątpliwie będzie jednym z mocnych elementów dzielenia. Bez złudzeń. Zło polega na dzieleniu i budowaniu nienawiści.
Polska, aczkolwiek nie posiada zbyt wielu atutów materialnych w porównaniu chociażby z Niemcami, ma z Ukraińcami wspólnotę słowiańskiej krwi i spory fragment historii. Trudna przeszłość i dobra teraźniejszość mogą zaprocentować w przyszłości.
Tak, wiem, to tylko nadzieja, bo Rosja i Niemcy – czołowe państwo UE mogą długofalowo grać o Ukrainę. I o Europę. Nami też.
Postbanderyzm jest tylko elementem tej gry.
I dlatego, myślę, nie możemy być biernymi obserwatorami, bo z posiewu nadziei i czynu wyrasta realne dobro.
4. Oczywiście Zachód i UE nie jest ani rajem ani skałą. Mogą pojawić się głębokie kłopoty gospodarcze i cywilizacyjne chrześcijańskiej Ukrainy w zapominającej o chrześcijaństwie Europie, ale tego chyba nikt nie potrafi ze stuprocentową pewnością już dzisiaj ogarnąć i opisać...
5. Jeden z naszych kolegów co roku odwiedza Katyń i groby tysięcy – w tym swoich bliskich - w podsmoleńskim lesie. W jednym z lasów – cmentarzy.
Wie, co znaczy bezwzględność różnych satrapii.
Niesie również - jak miliony Polaków - pamięć o bestialskich rzeziach na bezbronnej ludności dokonywanych w ludobójczym szale, przez „czyszczących” przestrzeń pod przyszłą wielka Ukrainę zbrodniarzom spod znaku OUN-UPA.
Teraz przyszedł czas ważenia starych lęków i nowych nadziei.
U niego przeważa lek. Ma do tego prawo.
6. Putin wspomniał o przypadku Kosowa odrywanego od Serbii. To fakt. Ale mam nadzieję, że pamiętamy kto ostrzegał przed uznawaniem go (Lech Kaczyński - „nie spieszmy się”), a kto przystał (Donald Tusk). No i o tym, że na Kosowie się skończyło. Czy teraz skończy się na Krymie?... Na aneksji części innego państwa, bez żadnego zagrożenia dla rosyjskojęzycznych mieszkańców.
Można obawiać się, że przy takich powiązaniach interesów Zachodu z Rosją i braku stanowczego, wspólnego odporu, Putin pójdzie dalej „oswabadzając” licznych rodaków, „uciskanych przez faszystów” w innych częściach Europy.
Skoro poszło z Abchazją, Osetią, Krymem, dlaczego nie „wyzwolić” rodaków w mołdawskim Nadniestrzu, w całej Ukrainie? Może na Łotwie, Estonii, również na Litwie – chociaż tu trudniej - członkowie NATO.
7. Kierunek scalania imperium, tak nierozważnie rozczłonkowanego w okresie Jelcynowskiej „smuty”, czyż może nie przypominać innych remilitaryzacji, „wyzwoleń”, „scalań” ?
- Zagłębie Saary, Nadrenia, Austria, Sudety (a następnie całe Czechy i Morawy) - wszystko jednorazowo i z obietnicą „nic więcej”.
Jak widać historia ma różne elementy scenografii, ale schematy granej sztuki podobne.
- Czy mamy powód do lęku?
- Naturalnie.
- Gdzie mamy szukać nadziei?... W NATO? W otrzeźwieniu Rosji? W opatrzności Bożej?
- W czynie i Wierze. To najlepsi towarzysze Nadziei.
I to naprawdę wszystko co mogę odpowiedzieć.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/188344-z-listow-do-przyjaciol-i-znajomych-ukraina-rosja-my-leki-i-nadzieja
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.