Słowa Michnika mają znaczenie wyłącznie symboliczne. Dr Frankenstein i tak nie zatrzyma swojego monstrum

Jacek Strużyński
Jacek Strużyński

Niezależnie od ewolucji poglądów Adama Michnika, czy jej braku, nic nie zmieni faktu, że to on jest dr. Frankensteinem odpowiedzialnym za stworzenie lewackiego monstrum, które chce dokonać pierekowki dusz Polaków. Teraz skończy na gilotynie jak każdy rewolucjonista.

Czy czytając szeroko komentowany wywiad Adama Michnika dla "Gazety Wyborczej" byłem zaskoczony? Oczywiście, że tak. Kto po prawej stronie nie był? Spodziewaliście się, że od redaktora naczelnego GW usłyszycie kiedyś, że Kościół to „jedyne miejsce, do którego zwykły Polak przychodzi co niedziela i dowiaduje się, gdzie jest dobro, a gdzie zło.”? Nawet jeżeli Michnik za chwile dokonuje typowego dla swojego środowiska intelektualnego prostackiego podziału na „otwarty Kościół Wojtyły i Tischnera” i „zamknięty Rydzyka”, to stara się podkreślić istotę odwiecznych prawdy wiary i zasad, które zbudowały naszą cywilizację.

Ja się boję wyrzucenia Biblii do kosza. Mnie nie razi to, że Nergal ją podarł na scenie, bo to prowokacja niemądrego artysty. Ale boli mnie realne odwrócenie się tyłem do Biblii, bo to najmądrzejsza książka, jaką napisano. (…) Boję się odrzucenia Dekalogu i odwrócenia od tradycji, boję się, że uczniowie nie będą wiedzieli, kim był Jezus. To nieusuwalny składnik naszej tradycji i oś europejskiego systemu wartości.

mówi Adam Michnik, który dodaje, że swoje dzieci posyłał na religię bo w katolickim kraju trzeba chodzić na religię katolicką.

Dajcie mi spokój, Jan Paweł II to moja miłość. Wyznawał, tak jak prymas Wyszyński, bardzo ortodoksyjne poglądy, ale duszę miał szeroką. To, co wykładał, bywało wąskie, ale jego mowa ciała była taka, jakby otwierał serce dla całego świata. Wielokrotnie mówił, że to wspaniale, że polski Kościół otwiera się na innych ludzi.

podkreślał też Michnik. Autor „Kościół, lewica, dialog” w zaskakujący sposób odniósł się też do działalności lewackich zagończyków, którzy goszczą na łamach jego gazety i „budują inny system wartości”.

Niech budują, ale nie na pogardzie dla katolicyzmu, który jest dla milionów ludzi czymś świętym. Gdy wyobrażę sobie Polskę bez Kościoła, to mam czarny obraz. Nasze życie byłoby o wiele uboższe w sferze etyki. Jedni mówią językiem katolickiego fundamentalizmu, inni - fundamentalistycznego antyklerykalizmu. Gdy czytam teksty Magdy Środy, którą skądinąd lubię i szanuję, to widzę, że dla niej to, co katolickie i związane z Kościołem, z definicji zasługuje na potępienie i pogardę.

To tylko fragmenty dotyczące Kościoła katolickiego. Warto zwrócić uwagę co Michnik mówi też o Rosji Putina czy patriotycznym dziedzictwie takich dzieł jak „Kamienie na szaniec”. Pewnie nie tylko mnie coraz niżej opadała szczęka podczas wywiadu z człowiekiem, który jest symbolem prawicofobii made in Poland. Trudno jednoznacznie stwierdzić dlaczego Adam Michnik zaczął niespodziewanie mówić innym głosem, wolnym od swoich uprzedzeń i Michnikowej, emocjonalnej mowy nienawiści, jaka przez lata wylewała się z jego komentarzy. Może miał akurat dobry dzień z jakiś osobistych powodów i widzieliśmy jednorazowy wyskok „nadredaktora”? A może zauważył, że w ocenie Władimira Putina to prawica miała rację? W końcu to on potrafił docenić rolę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w czasie napaści Rosji na Gruzję. Ba, może rzeczywiście Michnik na stare lata zrozumiał, że zdrowe społeczeństwo musi opierać się o odwieczne wartości, które w zderzeniu z realną polityką mogą ocalić kraj, i nie da się tak łatwo zmienić Polaków? Równocześnie Michnik może mieć ukryty plan polityczny polegający na jeszcze mocniejszym ugłaskaniu części katolików niechętnych skrajnej linii, jaką przybrała jego gazeta w ostatnich latach. Nie chcę jednak bawić się we wróżkę i nie zamierzam wchodzić w intencje Adama Michnika. Są one bowiem mało znaczące.

Niezależnie od ewolucji poglądów Adama Michnika, czy jej braku, nic nie zmieni faktu, że to on jest dr. Frankensteinem odpowiedzialnym za stworzenie lewackiego monstrum, które chce dokonać pierekowki dusz Polaków. To „Gazeta Wyborcza” jest wciąż głównym medium, które lansuje zasady sprzeczne z chrześcijańską cywilizacją, i to na jej łamach pojawiają się agresywni ideolodzy, którzy, mówiąc ich własnym językiem, podpalają Polskę wprowadzając ją na tory politpoprawnego szaleństwa. Choć dziś na głównego neojakobina, kieszonkowego Saint Justa, wyrasta Tomasz Lis, to wciąż w porównaniu z Michnikiem jest on rewolucjonistą lekko karykaturalnym. Trudno podejrzewać by obecna linia gazety była jakoś szczególnie oprotestowywana na kolegiach redakcyjnych przez Michnika. A może rzeczywiście nie ma on już na nią żadnego realnego wpływu?

Rafał Ziemkiewicz postawił niedawno tezę, że piewcy ideologii gender i feministyczno-gejowskiej rewolucji zdominowali “Gazetę Wyborczą” i nie ma już w niej miejsca na na katolicyzm otwarty. Taki, jaki we wczorajszym wywiadzie prezentował Michnik, którego słowa wyglądały jednak jak wołanie na puszczy. Puszczy, której do niedawna był królem. Nawet jeżeli Michnik wywiadem tym chciał uderzyć pięścią w stół, to jego gest jest jedynie symbolem, wołaniem ostatniego „wrzeszczącego staruszka”. Niestety ten dr. Frankenstein nie jest w stanie nawet drasnąć potwora, którego wykreował. Jak każdy rewolucjonista skończy on w końcu na gilotynie, czego zawsze sam się zawsze obawiał.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...