Pożyteczni idioci, to jedno, a ich sprzedajni przewodnicy - drugie. Skąd tyle osób i spraw związanych z interesami Kremla?

Rys. Andrzej Krauze
Rys. Andrzej Krauze

Ostatnio byli tu na cenzurowanym Ciosek Stanisław i Dukaczewski Marek. Tacy Polacy, no sami wiecie jacy - życiorysy pełne moskiewskich pomyj, a portki pełne strachu, ponieważ znający z bliska kremlowskie obrzędy. Dobrze wiedzą w jaki sposób kończą nie tylko kariery osoby, którym przyszło do głowy zmienić swój pogląd na temat praworządności utrwalanej nad rzeką Moskwą.

Tylko wymienieni dwaj obywatele nie są, na nasze nieszczęście, szczególnym wyjątkiem. Po polskim życiu politycznym wciąż kręcą ludzie mający ręce ubabrane w cuchnących moskiewskich interesach, jak choćby powszechnie znana, ale wciąż niewyjaśniona afera „moskiewskiej pożyczki”, czyli ponad milion dolarów pobrany z kasy KGB. Przecież taka kwota przekazana przez sowieckich agentów w normalnym państwie śmierdziałaby do dziś, a jej użytkownicy zostaliby wyklęci z publicznego życia na wieki wieków amen. Polska praktyka jest inna. Dzięki moskiewskim pieniądzom do grona aktywnych politycznie towarzyszy powróciła niezła zgraja. I na swym posterunku trwa. Wszystkie te typy, biegające wciąż na moskiewskiej smyczy, ostatnie lata spędziły na rozmaitych antypolskich czynnościach, w szczególności mających przywrócić dobrą opinię WSI. Ta sprawa, to niezły przewodnik po życiorysach! I zupełnie wiarygodne kryterium przynależności. Do Polski, lub do jej zdrajców.

Czy ktoś zechce wreszcie wyjaśnić dlaczego, aż do tragedii pod Smoleńskiem, najwyżsi przedstawiciele Polski latali tupolewami, stale remontowanymi przez rosyjskie firmy o szczególnym charakterze? Właściwie bez żadnego nadzoru polskich służb, bo te były traktowane przez Rosjan mniej więcej tak, jak funkcjonariusze BOR na lotnisku Siewiernyj. Czyli wynocha. Po rosyjsku brzmi to trochę inaczej. A rosyjskie serwery służące polskim wyborom? A szkolenia członków najwyższej rangą komisji wyborczej na obcej ziemi? A traktowanie Stanów Zjednoczonych? Raz jako obce mocarstwo, z którym nie powinniśmy współpracować przy wyjaśnianiu Smoleńska, a kiedy indziej, czyli ostatnio, jako sojusznika z NATO.

Takich zagadek, z ciemnymi typami sympatyzującymi z Kremlem, mamy ponad jakąkolwiek logikę. Dlatego bez żadnych konsekwencji można u nas opowiadać, że „jaka wizyta, taki zamach”, „prezydent gdzieś poleci i wszystko się zmieni”. Spleśniałych i trujących polityków jest w Polsce ponad stan średniej wielkości państwa. Bez energicznych zabiegów sanitarnych nic się jednak nie zmieni. Każda z dotychczasowych prób, pełnych łagodności i durnej nadziei na autorefleksję zadżumionych kończyła się niepowodzeniem i chęcią jeszcze wierniejszej służby obcym. Tym z zagranicy i tym miejscowym.

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...