Nie jestem pewien, czy media w Polsce (jak i zresztą całej Europie) odpowiednio relacjonowały wydarzenia związane z niedzielnym "głosowaniem" na Krymie. Jasne - w reportażach były sugestie, że to nie jest normalne referendum, że wokół czają się wojska, a rosyjska propaganda działa w najlepsze. Mimo to udało się przeforsować używanie terminu "referendum", były nawet - jak w normalnych demokracjach - wyniki badań exit polls, a i rezultaty, choć traktowane z przymrużeniem oka, przyjęto bez większych zarzutów: nagłówki "Krym chce przyłączenia do Rosji" pojawiają się nad wyraz często. Medialne wesołki robią to w dobrej wierze - jest głosowanie, więc trzeba je zrelacjonować tak jak w Polsce.
A przecież język jest o tyle ważny, że opisuje rzeczywistość, czasem nawet ją kreując. Demokratyczne referendum na Krymie było dzikim plebiscytem, jak nazwał to Paweł Kowal. Być może lepszym rozwiązaniem było swoiste embargo informacji związane z tym "głosowaniem". Co ciekawe, na Krym pojechało też 135 obserwatorów - wśród nich byli zresztą Polacy, poseł SLD Adam Kępiński oraz b. rzecznik Samoobrony Mateusz Piskorski, co od razu posłużyło rosyjskiej propagandzie do ogłoszenia, że Polacy legitymizują krymskie referendum.
Referendum na Krymie przebiega spokojnie i bez naruszeń prawa
- tak pisała rosyjska agencja prasowa ITAR-TASS, powołując się na opinię Piskorskiego.
Polityk Samoobrony jest też częstym gościem Russia Today, gdzie opisywał rewolucję na Majdanie, przekonując, że jest finansowana z Zachodu, a sama Rosja jest "skandalicznie atakowana".

Nie sposób odpędzić się od pytania: jak zachowają się obaj dżentelmeni, gdy Putin skieruje wzrok na inne tereny wschodniej Ukrainy, krajów nadbałtyckich czy wreszcie Polski. Już słychać pohukiwania ze strony Kremla. Lider frakcji parlamentarnej "Sprawiedliwa Rosja" Siergiej Mironow dał do zrozumienia, że Krym to dopiero początek rosyjskiej ekspansji.
Rozpoczęło się zbieranie ziem rosyjskich
- stwierdził deputowany Dumy Państwowej.
Grupa stronników radykalnej Innej Rosji w poniedziałek rano wtargnęła na teren ambasady Ukrainy w Moskwie. Akcję przeprowadzono pod hasłem "Kijów - to rosyjskie miasto!". W przyniesionych ulotkach radykałowie zażądali przeprowadzenia plebiscytów w sprawie samostanowienia obwodów wschodniej i południowej Ukrainy. Poradzili też "banderowcom", by "wynosili się na zachodnią Ukrainę". Z kolei Władimir Żyrinowski z Liberalno Demokratycznej Partii Rosji opowiedział się za podziałem Ukrainy, sugerując, że zachodnie ziemie powinna przejąć Polska.
A przecież apetyty mogą być większe. Na Ukrainie powodem były rządy nazistów, faszystów i ekstremistów, krwawej dyktatury, która ogarnęła Kijów i pozbyła się prezydenta Janukowycza. A preteksty znaleźć bardzo łatwo także w innych krajach.
W niedzielnym przemarszu byłych członków Waffen SS i ich sympatyków wzięło udział ok. 1500 osób, ochranianych z daleka przez policję. Coroczna "manifestacja" natychmiast spotkała się z ostrą reakcją. Przedstawiciel Centrum Wiesenthala w Jerozolimie nazwał ten przemarsz "wodą na młyn propagandy Putina".

CZYTAJ TAKŻE: Potocki: Bohaterowie? Naziści? Ofiary? Chciałbym wyjaśnić Czytelnikom trudne losy Legionu Łotewskiego Waffen SS
Warto pamiętać o złożoności łotewskiej historii, ale czy to nie idealny powód, by kiedyś (za rok? Dwa? Pięć?) rosyjska propaganda pokazała wspomniane marsze, uzasadniając, że w Rydze "podnosi łeb hydra nazizmu" i należy bronić sporej mniejszości rosyjskiej na Łotwie? By w Mołdawii i Naddniestrzu powtórzył się scenariusz separacji Krymu? By na Litwie uspokoić sytuację wywołaną przez konflikt prezydent Gyrbaskauite z rządem i jasne sugestie o rosyjskich agentach? By w Polsce starać się odsunąć od władzy faszyzującą partię (tu należy powołać się na autorytet prekursora polskiej wolności Adama Michnika, przypominając teksty o faszystach)?
CZYTAJ TAKŻE: Czy rosyjscy agenci mają wpływ na politykę Litwy? Poważny konflikt między ośrodkami prezydenckim i rządowym w Wilnie
Możliwości (na szczęście niektóre z nich są mało realne) jest wiele. Ale znów wraca pytanie: jak zachowają się ludzie pokroju Piskorskiego, Kępińskiego, gdy Putin sięgnie po kolejne przystawki? Będą uwiarygadniać referendum w Naddniestrzu, atakować marsze w Rydze, przypominać o faszystach w Polsce, bronić pamięci o radzieckich żołnierzach-wyzwolicielach?
Jak zachowa się Tadeusz Iwiński, który całkiem niedawno zdążył zaprotestować przeciw rozbudowie pomnika zbrodniarzy sowieckich, ostrzegając, że "pogorszy to relacje polsko-rosyjskie"?
Czy nie warto, aby w ramach Partnerstwa Wschodniego powstał program ochrony mogił, pomników i upamiętnienia miejsc związanych z weteranami i kombatantami II wojny światowej wywodzących się z tych właśnie państw i innych nam przyjaznych, np. Litwy, Łotwy, Estonii?
- pytał polityk SLD w liście skierowanym do ministra Sikorskiego.
W Pieniężnie mieliśmy do czynienia z małą manifestacją siły, a przy tym prowokacji Rosji - a przecież wkrótce może wrócić kwestia pomnika Czterech Śpiących w Warszawie. Skoro byli wiernymi Rosji w rzeczach niewielkich, dlaczego mają nie zdać egzaminu w bardziej poważnej sprawie?
Rozbiór Ukrainy. Dla nas memento i egzamin. Jeśli naga siła ma decydować o granicach to czas albo bać się albo zbroić, albo jedno i drugie
- napisał na Twitterze Jacek Saryusz-Wolski, europoseł Platformy.
Nie wiem, czy strach jest w tej sytuacji dobrym doradcą, ale nadmiar rozsądku w tej sprawie nie zaszkodzi. Oczy dookoła głowy również.
-------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------
Kup książkę wSklepiku.pl!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/188066-uwiarygadnianie-referendum-na-krymie-jak-zachowaja-sie-piskorski-kepinski-iwinski-i-wesolki-z-mediow-gdy-w-russia-today-zapytaja-o-moldawie-lotwe-wschodnia-polske
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.
