Gen. Koziej ufa NATO, ale zaskakuje: „Jeśli jedna bomba spadnie na nasze terytorium, to nie jest jednoznaczne, że natychmiast machina NATO wystartuje...”

Fot. Polskie Radio
Fot. Polskie Radio

Zaskakujące i mało konsekwentne było wystąpienie szefa BBN, gen. Stanisława Kozieja. W związku z 15-leciem polskiej obecności w NATO Koziej komentował sytuację Polski i jej gwarancje sojusznicze.

Przez Pierwsze kilka minut szef BBN wskazywał, że Polska jest bezpieczna właśnie dzięki NATO, a gwarancje jakie otrzymujemy są silne. 15-letnia obecność Polski w NATO powoduje – zdaniem szef BBN, że możemy czuć się bezpiecznie. Dodał, że siły tej organizacji interweniują dopiero w naprawdę kryzysowych sytuacjach.

Generał Koziej zaznaczył, że obecnie plany ewentualnościowe NATO są aktualizowane co pewien czas na wyraźne życzenie któregoś z uczestników Sojuszu.

Naszym zdaniem, i to jest jeden z postulatów, który wynika z tej sytuacji kryzysowej, powinien być wprowadzony mechanizm obligatoryjnego przeglądania tych planów ewentualnościowych i patrzenia, czy nie trzeba ich zmienić

- powiedział szef BBN.

Odnosząc się do sytuacji na Krymie Koziej wskazywał, że „NATO stosunkowo dobrze i adekwatnie zachowuje się w stosunku do tego kryzysu, który się objawił przy granicach NATO”.

Rozpoczęły się konsultacje w oparciu o art. 4. To jest dość znaczące wydarzenie w życiu Sojuszu. Sojusz poważnie traktuje tę sytuację i adekwatnie się zachowuje

- tłumaczył Koziej.

Powtórzył kolejny raz, że „fakt, że jesteśmy w NATO powoduje, że Polacy mogą czuć się bezpieczni”.

Jednak pytany o konkretny stracił pewność siebie. Pytany o to, czy gwarancje zapisane w Traktacie Północnoatlantyckim, są jednoznaczne i obligatoryjne wskazuje:

Tego tak jednoznacznie nie możemy powiedzieć. To zależy od typu zagrożeń. Na pewno im większe zagrożenie, tym większa gwarancja, że NATO szybko uzyska konsensus. Im to zagrożenie jest bardziej selektywne, jeśli dotyczy jednego kraju, to będzie trudniej. Można przytoczyć przykład Turcji, która wnosiła o wzmocnienie. I w NATO długo toczyła się dyskusja, czy warto czy nie warto.

Dodawał również, że „artykuł 5 był jednoznaczny w czasach Zimnej Wojny, gdy wszystkim zagrażało ogromne niebezpieczeństwo”.

Jednak po raz pierwszy on został wykorzystany po wrześniu 2011 roku. I byliśmy w szoku, wydawało nam się, że po skorzystaniu z tego artykułu całe NATO natychmiast wystartuje. Jednak nie wystartowało, NATO działało selektywnie. (...) Na pewno byłoby lepiej gdyby artykuł 5 był jednoznaczny

- przyznaje Koziej.

Jednak uważa, że „reforma Traktatu Północnoatlantyckiego nie jest potrzebna, a wręcz może być szkodliwa”.

Traktat jest wystarczającym dokumentem zapewniającym poczucie bezpieczeństwa i zapewnienia reakcji adekwatnej do zagrożeń

- powtórzył niczym mantrę Koziej.

Jednak następne zdanie wywraca do góry nogami całą jego narrację.

Wyobraźmy sobie, że jakieś małe zagrożenie się pojawi... no jakaś jedna bomba spadnie na terytorium nasze, na przykład, to nie jest jednoznaczne, że natychmiast machina NATOwska wystartuje

- powiedział Koziej.

Co to w końcu jest jedna bomba?

To jak zatem z tym bezpieczeństwem? Jedna bomba nie jest znacząca? A dwie? Po ilu NATO rzeczywiście staje się gwarantem naszego bezpieczeństwa?

wrp

Autor

Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie Klikasz i czytasz tygodnik Sieci na telefonie
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...