Polska pilnie potrzebuje Foreign Agents Registration Act, a jeszcze pilniej raportu ABW o opłaconych akcjach agentury wpływu Rosji, w tym tych po 10 04 2010

Fot. PAP/EPA
Fot. PAP/EPA

Napaść Rosji Putina na ukraiński Krym wielu Polakom uświadomiła, jak bardzo nasz kraj jest narażony na działania rosyjskiej agentury oraz agentury wpływu. Uświadomiła, że Polska jest eldorado dla wszelkiego rodzaju lobbystów i komiwojażerów rosyjskich interesów.

W telewizji i radiu oraz innych mediach mamy z jednej strony festiwal ludzi, którzy mówią językiem najbardziej topornej putinowskiej propagandy, a z drugiej osób malujących obraz Rosji potężnej i groźnej, z którą nie da się nic zrobić, dlatego należy się pogodzić z jej neoimperialną polityką i dominacją.

Poza ewidentnie prorosyjskimi lobbystami mamy jeszcze ludzi podprogowo i całkiem finezyjnie przekazujących komunikaty podobne w skutkach do tych najtoporniejszych, ale odwołujące się do wielkiej rosyjskiej kultury bądź ideologii tzw. rosyjskiej duszy (czasem szerzej – duszy słowiańskiej), która wielu Polakom jest bliska. W ten sposób tworzy się propagandowa czy ideologiczna mieszanka piorunująca. Z jednej strony rysuje się obraz Rosji niezwyciężonej, z którą trzeba się dogadać (czytaj: uznać jej przywództwo), bo nikt jej nie podskoczy. Z drugiej, jest obraz Rosji fascynującej, skarbnicy tradycyjnych, konserwatywnych wartości i wysokiej, niezdegenerowanej kultury, która powinna nam być bliższa niż ta płynąca ze zdemoralizowanego Zachodu.

Rosyjska agentura wpływu i lobbyści Putina mają w Polsce znakomity grunt dla swojej działalności. Ta agentura bazuje na ludziach dawnego systemu, którzy w Rosji się kształcili, szkolili, doszkalali, prowadzili interesy i często dawali werbować bądź z powodów ideowych czy materialnych pracować na rzecz Rosji. Ta agentura i lobbing opierają się też na ludziach, którym Rosja Putina stwarza różne możliwości promocji i dobrego zarobkowania (szczególnie dotyczy to artystów), a także korzystania z przeróżnych funduszy na kulturę, grantów na „prace badawcze”, projekty ekologiczne czy dotyczące mediów i sfery komunikacji.

Bardzo rzadko rosyjska agentura wpływu w Polsce bądź osoby lobbujące na rzecz Rosji korzystają z pieniędzy płynących wprost z tego kraju. Z informacji niemieckiego wywiadu BND, służb Wielkiej Brytanii, Izraela czy Czech, ale także z wiedzy naszych ABW i SKW wynika, że najczęściej finansowanie agentury wpływu i lobbystów odbywa się poprzez firmy, fundacje czy fundusze zarejestrowane w Wielkiej Brytanii, Luksemburgu, na Cyprze, w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii bądź Austrii. Ale są to rosyjskie pieniądze, które „zgubiły ślad pochodzenia”. Pozornie zgubiły, bo wywiady i kontrwywiady potrafią to pochodzenie jednak ustalić, choć już niekoniecznie instytucje skarbowe.

Rosyjska agentura wpływu i lobbyści wyrządzają Polsce wymierne i duże szkody, a opinia publiczna nawet nie wie, że ma do czynienia z planowymi działaniami i ludźmi specjalnie opłacanymi, a nie z osobami mającymi po prostu prorosyjskie nastawienie, choć i tych nie brakuje. Czynione przez nich szkody są szczególnie widoczne w takich momentach jak obecna agresja przeciw Ukrainie czy po katastrofie smoleńskiej. Z moich informacji wynika, że ABW ma wiele danych na temat tego, co i kogo finansowano po 10 kwietnia 2010 r. z rosyjskich pieniędzy, które formalnie straciły „ślad pochodzenia”. I nie chodzi tylko o różne wydawnictwa dotyczące katastrofy smoleńskiej, ale przede wszystkim o „projekty badawcze i studyjne”, wyjazdy szkoleniowe, wykłady i konferencje z wielką tragedią niemające nic wspólnego.

Skądinąd agentury wpływu i lobbyści innych państw także działają w Polsce zupełnie swobodnie i na wielką skalę. Przede wszystkim przez fundacje i różne systemy grantów, wyjazdy studyjne i szkoleniowe, zaproszenia na wykłady i odczyty oraz poprzez wydawanie książek czy zamawianie artykułów w znaczących mediach. Agentury wpływu i lobbyści są wyjątkowo aktywni podczas wielkich przetargów, szczególnie dotyczących zamówień Wojska Polskiego. Osobną sprawą są metody ich działania i wielkie zagrożenie korupcją podczas tych przetargów, i tym powinny się zajmować ABW i CBA. Jak się zajmują – wszyscy wiemy.

Zważywszy na skalę działań różnych agentur wpływu i lobbystów obcych interesów, szczególnie rosyjskich, musi niezmiernie dziwić, że ta sfera nie jest w ogóle w ogóle uregulowana. Polska pilnie potrzebuje takich uregulowań jak amerykański Foreign Agents Registration Act (FARA). Powstał on już w 1938 r., żeby mieć pod kontrolą ludzi i organizacje działające na rzecz interesów obcych państw w USA, Żeby było wiadomo, przede wszystkim opinii publicznej, jakie państwo, komu i ile płaci za to, że jest jego agentem – w szerokim znaczeniu tego pojęcia. Żeby opinia publiczna była świadoma, że wiele poglądów jest po prostu zamawianych i opłaconych. A liczne kampanie polityczne, PR-owskie czy marketingowe na rzecz konkretnego państwa bądź polityka to dobrze opłacone zlecenia, a nie mniej lub bardziej ekscentryczne bądź „niezależne” poglądy. FARA jest sekcją kontrwywiadowczą w Departamencie Bezpieczeństwa Narodowego ministerstwa sprawiedliwości USA.

Polski odpowiednik FARA powinien powstać szybko i zacząć kontrolować lobbystów obcych interesów oraz agenturę wpływu. Ale równie pilne jest przygotowanie przez ABW i SKW raportu na temat „wrogich” działań obecnie i w przeszłości. Powinien on powstać przynajmniej na potrzeby Sejmu - z utajnieniem danych mogących wskazywać na aktywa i możliwości naszych służb. I powinien się tam przede wszystkim znaleźć opis znanych ABW i SKW inicjatyw i przedsięwzięć opłacanych z rosyjskich pieniędzy po 10 kwietnia 2010 r.

Korzyści z istnienia FARA Amerykanie poznali w ostatnich dniach, gdy w mediach opisano działania bardzo wpływowej firmy PR – Ketchum. Pracuje ona na rzecz rządu Rosji oraz m.in. Gazpromu, nie tylko kolportując bardzo przychylne dla Władimira Putina i jego polityki „eksperckie” materiały oraz opinie w największych amerykańskich mediach. Ketchum stoi także za umieszczeniem we wrześniu 2013 r. w „The New York Times” autorskiego artykułu Władimira Putina, sławiącego rosyjską demokrację i piętnującego wady zdemoralizowanego Zachodu. Stoi też za odpowiednim ukierunkowaniem debaty, która po tej publikacji objęła wpływowe amerykańskie środowiska opiniotwórcze. Za pracę dla władz Rosji Ketchum zarobił od 2006 r. ok. 25 mln dolarów, zaś od Gazpromu – prawie 20 mln USD. Gdyby w Polsce istniał odpowiednik FARA, może dowiedzielibyśmy się, jakim naszym politykom Ketchum pomaga.

Powinniśmy zacząć od raportu o stratach, jakie już ponieśliśmy wskutek nieskrępowanego funkcjonowania agentury wpływu i lobbystów obcych interesów, żeby wiedzieć, jak się przed nimi zabezpieczyć. Polska nie może być bezbronna na wrogie działania obcej agentury wpływu i lobbystów interesów innych państw, bo ta bezbronność może mieć równie opłakanie skutki jak brak silnej armii, skutecznie odstraszającej i zdolnej do zadania ciosu, gdyby zaszła taka potrzeba.

 

 

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...