Wraca problem ratyfikacji Konwencji Rady Europy o przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. 5 marca lobbowały za tym rozwiązaniem panie z feministycznego stowarzyszenia Kongresu Kobiet, (które stara się sprawić wrażenie, że reprezentuje wszystkie kobiety) na spotkaniu z Panem Premierem. Uzyskały zapewnienie, że rząd jeszcze w marcu tym się zajmie.

Pozornie Konwencja wydaje się niekontrowersyjna, ponieważ nikt poważny nie jest za przemocą wobec kobiet. Niestety za przekonywającym tytułem konwencji kryje się treść z nim niespójna. To nie pierwszyzna, znamy zapewnienia  zbrodniarzy, że walczą o pokój, czy reklamy zupełnie rozmijające się z tym, co proponują. Tu mamy ten przypadek – dobry tytuł i gładkie zapewnienia funkcjonariuszy od inżynierii społecznej i treść, która zadziwia. W Konwencji tej nie chodzi bowiem o walkę z przemocą, ale o zmianę struktur, jakie zdaniem jej autorów za nią odpowiadają. A tymi strukturami jest małżeństwo i rodzina, tradycyjne wychowanie i tradycja w ogóle. Chodzi, zatem o projekt społeczny mający zmienić zupełnie nasze życie społeczne, w którym rodzina, ale też tradycja i religia zajmują jeszcze istotne miejsce. Zobaczmy to na przykładzie tylko jednego art. 12.1:

Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorach zachowań kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.

Wynika z niego, że państwo może stosować konieczne środki (zapewne również te z repertuaru prawa karnego) w celu „wykorzenienia” (to „przyjazne” słowo jest stale obecne w konwencji) stereotypowych ról kobiety i mężczyzny. A co jeśli ktoś w tej stereotypowej roli np. gospodyni domowej, czuje się znakomicie? Czy będzie możliwe jeszcze lepienie pierogów z córką, czy to już przekroczenie i stereotyp, jaki należy wykorzenić? Czy mogę uczyć syna rąbać drwa, czy dozwolone to będzie tylko wówczas, gdy uczę tego także córkę?

Jestem przekonany, że ta konwencja nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale je tworzy. Dla jej autorów podstawowe wspólnoty małżeństwo i rodzina to wspólnoty opresyjne, podejrzane, gdzie w toku wychowania opartego na stereotypach, niewłaściwie wychowuje się dzieci, więc państwo winno wkroczyć i je „wykorzeniać”. To jednak spowoduje dalsze osłabienie tych wspólnot, więcej słabych związków podejmowanych na pewien czas, słabsze zobowiązania wzajemne, zrozumienie i wsparcie. W efekcie przemocy nie będzie mniej, ale więcej, i więcej samotności. Słusznie pisze o konwencji socjolog prof. Kazimierz Korab:

konwencja dopuszcza się agresji, wykluczenia, odpowiedzialności  zbiorowej przez wprowadzenie priorytetu ideologii gender. Jeśli ideologia gender zostanie uznana za normę i model, tym samym chrześcijaństwo i kultura europejska muszą być uznane za przestępcze i patologiczne. Konwencja daje początek rewolucji w stylu tzw. rewolucji  kulturalnej w Chinach, potępionej na całym świecie, w tym w samych Chinach.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, co nas czeka, to proponuję zapoznanie się z wypowiedziami naukowców, którzy przeczytali uważnie nie tylko jej tytuł. CZYTAJ NA STRONIE STOWARZYSZENIA FIDES ET RATIO