Oni naprawdę są przerażeni. „Czas honoru”, „Kamienie na szaniec” a teraz polski rap. „Polski hip-hop staje się coraz bardziej ksenofobiczny i narodowy. To zwierciadło polskich podwórek” -ubolewa rozmówca „Gazety Wyborczej”. Ja się nie dziwie tej niechęci. Polski rap to rzeczywiście może być kuźnia poglądów dla dużej części pokolenia.

Pisaliśmy niejednokrotnie na wNas.pl o patriotycznym „skrzywieniu” polskich raperów. W kontekście pierwszej płyty Tadka Polkowskiego pisałem też o innych polskich raperach, którzy zwrócili się w stronę konserwatywnych wartości. Raperach będących ikonami polskiego hip-hopu o niekwestowanym, ulicznym autorytecie. Polscy raperzy od dawna starają się za pomocą swoich rymów budować w młodych Polakach poczucie dumy z ich kraju. Najbardziej znani raperzy jak Peja, Eldo, chłopaki z WWO czy Hemp Gru mają w swoim repertuarze patriotyczne utwory, które coraz mocniej wypływają na szerokie wody. Jest to nie tylko rap na bardzo wysokim poziomie, ale na dodatek jest stworzony przez raperów będących jego prekursorami. Nie jest więc łatwo zachwiać wiarę w ich słowa. Polski rap jest specyficzną muzyką, która świetnie radzi sobie poza mainstreamem. Płyty polskich raperów biją na łeb sprzedaż gwiazdek lansowanych przez mainstreamowi media. „Gazeta Wyborcza” najwyraźniej przerażona odchyłem polskiej młodzieży na prawo musiała więc zabrać się za „ksenofobię” polskiego rapu. Wywiad z Jakubem Rużyłłą, przedstawianym jako badacz kultury hiphopowej jest tego dobitnym dowodem. Choć z pewnymi obserwacjami badacza, który w tym roku napisał pracę magisterską ''Polityka w tekstach i postawach polskich raperów w latach 2000-2013'' można się zgodzić, to jednak ogólny wydźwięk wywiadu pokazuje, że środowisko „GW” nie ma już żadnego nowego pomysłu na walkę z „demonami polskiego patriotyzmu”, poza lansowaniem celebrytów „pieprzących Polskę” i śpiewających, że nie oddadzą za nią kropli krwi.

Czyją winą jest więc fakt, że polskie zespoły hip-hopowe coraz mocniej eksponują swój patriotyzm i wiarę w Boga?

Najpierw wyjaśnię, dlaczego teksty rapowe są wiarygodnym materiałem badawczym. Otóż raper to artysta mocno osadzony w swoim środowisku, najczęściej na osiedlu. Jest autorytetem dla okolicznych dzieciaków, a staje się nim, bo odzwierciedla nastroje w tej grupie. Zachodzi ciekawa relacja - z jednej strony raper jest opiniotwórczy dla swoich słuchaczy, a z drugiej jest ich reprezentatywnym przedstawicielem, bo sam przesiąka ich opiniami.

mówi Rużyłła, który tłumaczy też skąd w środowisku raperów przechył w prawą stronę. Czy to rodzinne wychowanie powoduje, że idole blokowisk coraz częściej rymują o tradycyjnych wartościach? Czy lektura historycznych książek, albo przeżycia, które przewartościowały ich świat? W żadnym razie! Według rozmówcy „GW” Wszystkiemu winien jest…Antoni Macierewicz i jego proste diagnozy!

A skąd ten skręt w prawo? Moim zdaniem wynika z tego, że dziś to prawa strona nadaje ton publicznej debacie i polaryzuje scenę polityczną. Dominują wątki narzucane przez Kaczyńskiego czy Macierewicza, a ich przeciwnicy, choć znacznie się od siebie różnią, jak PO i SLD, są po jednej stronie barykady. Poza tym prawica jest wyrazista. Jej obraz rzeczywistości jest klarowny, a lewica czy centrum go niuansują.

Oczywiście „badacz kultury hip-hopowej” podskórnie sugeruje, że polska młodzież z blokowisk to ludzie niedojrzali, by nie powiedzieć głupawi. Jego zdaniem młody człowiek dużo chętniej przyjmuje proste diagnozy, a gdy czuje się wyautowany jest podatny na „nurt narodowo-prawicowo-katolicki, ktory podsuwa mu proste wytłumaczenia i rozwiązania”. Mimo usilnego naprowadzania przez dziennikarkę GW, badacz kultury hip hopowej nie przyznał, że w polskim rapie są antysemickie nastroje. Ufff kamień spada z serca. Nie na długo jednak bowiem są inne niebezpieczne elementy w myśleniu młodzieży. Jakie? Choćby antysalonowość. ** Rozmówca „GW” uważa również, że lewica nie odnosi sukcesu w wyrosłych z biedy środowiskach, które siłą rzeczy powinny być przechylone w lewe, bo polska lewica jest zbyt intelektualnie nastawiona.

Poważnie myślisz, że Krytyka Polityczna ma na tyle nośny i prosty przekaz, aby porwać takie tłumy? To jest grono intelektualistów, a nie sprawnych politycznych agitatorów

- mówi Rużyłła.

Znamienne w tym wywiadzie jest nie tylko nudne i oklepane wsadzanie konserwatystów do worka z napisem „nieuk” i perfidne naznaczanie, poprzez luźne skojarzenia, wszystkich popełniających myśl zbrodnię piętnem antysemityzmu, ale również wpisywanie niepoprawnych wartości młodych ludzi w wojnę z PiS-em. W przypadku apolitycznych i nieufających programom partyjnym ( wielkie poparcie dla legalizacji marihuany jest również wśród „oszołomskich” raperów) polskich raperów jest to kuriozalny zabieg.

Dzisiejszy wywiad w „GW” jest jednoznacznym atakiem na coraz wyraźniejsze oderwanie się ogromnej części polskiej popkultury spod kurateli „salonu”. Niepokorności i niezależność myślenia tak wielkiej grupy młodych Polaków jest niebezpieczne. Jak kontrolować ludzi, którzy gardzą systemem? Zgadzam się, że nie można piać z zachwytu nad całościowym nastawieniem polskich raperów do rzeczywistości. Nieraz jest ono infantylne, prostackie i niespójne ideologicznie. Zdarzają się też wśród polskich raperów szczycących się konserwatyzmem postawy nie mające nic wspólnego z chrześcijaństwem. To natomiast nie zmienia faktu, że iskra rozpalająca ponownie duszoną w III RP dumę z flagi i kraju może dzięki raperom rozpalić dusze młodych „ludzi w kapturach”, którzy dziś przecież wtopili się we współczesną Polskę. Mam wielu kolegów, którzy pracując w korporacjach czy bankach wciąż w samochodzie słuchają chłopaków z Molesty. Nie zapominajmy, że rewolucja hip Hopowa zaczęła się w Polsce 20 lat temu…

Dzięki rapowi widać, że serce ogromnej części młodych ludzi bije z dala od ikon salonowych mediów, które na siłę budują wizerunek „nowoczesnego” i oderwanego od tradycji społeczeństwa. Posłuchajcie jednak polskiego rapu z górnej półki. Można spokojnie wówczas powiedzieć: Sorry Peszek, ale to ty jesteś w niszy.