Gdzie są pacyfiści kiedy ich potrzebujemy? Protestowali przeciwko wojnom w Iraku i Afganistanie. Wobec rosyjskiej agresji na Krymie milczą

PAP/epa
PAP/epa

Przemoc nie jest rozwiązaniem, tylko generuje dalszą przemoc – to motto przyświeca europejskim pacyfistom od chwili powstania ruchu w drugiej połowie XIX wieku. Ta przemoc właśnie się przetacza, na oczach świata, przez Ukrainę. Rosyjskie wojska zajęły Krym. A pacyfiści? Milczą. Bo autor przemocy nie ten. Ponieważ agresji zamiast Stanów Zjednoczonych czy Izraela dokonuje Rosja, dawnym bojownikom Ruchu 68 i różnej maści lewakom nie chce się nawet wstać z kanapy.

Ich walka o pokój jest bowiem w rzeczywistości walką o jedynie słuszną, lewicową ideologię. A do tej ideologii nie pasuje satrapa na Kremlu. Zły jest Zachód i jego imperializm, z Izraelem na czele. Kogo obchodzą jacyś krymscy Tatarzy. To przecież i tak Rosjanie, tylko się przyznać nie chcą. Palestyńczycy, to jest gnębiony naród.

W ostatnich dniach przez europejskie miasta przetoczyły się liczne manifestacje poparcia dla Ukraińców i przeciwko przejęciu Krymu przez Kreml. Na ogół składały się z kilkudziesięciu do kilkuset marznących Ukraińców, trzymających w rękach portrety Putina z hitlerowskim wąsikiem i apelem: „Nie potrzebujemy waszej bratniej pomocy!” Próżno było szukać na nich pacyfistów i antyglobalistów, w koszulkach z podobizną Che Guevary, którzy tak chętnie kłębili się na pikietach pod amerykańskimi ambasadami i konsulatami, w proteście przeciwko wojnie w Afganistanie czy Iraku. Ani śladu po działaczach Amnesty International, Lekarzy bez Granic czy antyglobalistach z ATTAC.

Zabrakło też członków delegacji Stowarzyszenia Międzynarodowej Solidarności. Ani jeden gołąbek pokoju nie wzniósł się w niebo, wypuszczony przez Towarzystwo na rzecz Światowego Rozbrojenia. I to mimo iż Putinowi broni nie brakuje, niektórzy nawet twierdzą, że jest uzbrojony po same zęby. A tu nic. Próżno było też szukać członków niemieckich Zielonych, którzy w ramach walki ze zbrodniczym imperializmem USA jeździli odwiedzać Snowdena w Moskwie. Zajęcie Krymu to nie imperializm? Najwidoczniej nie, albo co najmniej nie ten co trzeba.

Tylko jeden, samotny, odważny lewicowy bojownik przedarł się na początku lutego przez bariery ustawione na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i krzyknął złowrogo wymachując pięścią „morderca!” w kierunku ..sekretarza stanu USA, Johna Kerry’ego. Komu się wydaje, że wesołe towarzystwo głosicieli lepszego świata nie ma nic na swoją obronę, się głęboko myli. Z żenującej debaty, która odbyła się w niemieckim Bundestagu na temat Krymu, podczas której pokłócili się Zieloni ze skrajną lewicą wynika, że „kryształowego demokratę” Putina atakować nie wypada, bo na Majdanie są „faszyści”, w postaci Prawego Sektora. Nawet gdyby tak było, czy to usprawiedliwia grożenie wszystkim Ukraińcom wojną? A pacyfizm, a gołąbek pokoju? Francuska skrajna lewica poszła jeszcze o krok dalej. Szef Partii Lewicy Jean-Luc Mélenchon, który przyjaźnił się ze zmarłym ubiegłego marca prezydentem Wenezueli Hugo Chavezem i uważa ONZ za „imperialistyczną organizację” ogłosił, że „rozumie Putina”. „Nowe władze Ukrainy to puczyści” – dodał. A winę za kryzys ponoszą jego zdaniem USA. Bo USA ponoszą winę za wszystko.

Z takimi obrońcami pokoju biedni Ukraińcy dalej będą wystawali samotnie na mrozie od Berlina po Barcelonę. Są chwilę, kiedy należy żałować, że nie jest się Palestyńczykiem. Albo co najmniej Irakijczykiem.

 

 

 

.

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych