10. numer "Tygodnika Solidarność" już w sprzedaży, a w nim:


Dość wyzysku w Lidlu!

21 lutego przed marketami Lidla w całym kraju członkowie „S” organizowali pikiety i rozdawali ulotki informujące m.in. o trudnych warunkach pracy i łamaniu praw pracowniczych w tej sieci dyskontów. Żądali też przywrócenia zwolnionych z pracy liderów zakładowej „S” w Lidlu.


Świński test oblany

Stanisław Żaryn, stały felietonista Tygodnika pisze m.in.:

Rząd wydaje się nie rozumieć, że o sprawiedliwość hodowców warto powalczyć, zarówno w Brukseli, jak i w Rosji. Te dwa ośrodki są dziś w stanie dobić lub uratować polską żywność, a wraz z nią dziesiątki polskich firm. Bruksela nie spieszy się z przekazaniem Polsce pieniędzy na wsparcie dla rolników ani nie chce poprzeć polskich postulatów w rozmowach z Rosją.

Wkręceni w polisolokaty

Ruszyła fala zbiorowych pozwów kierowanych przez zdesperowanych i często pozbawionych oszczędności życia klientów przeciwko instytucjom finansowym, które oferowały polisolokaty. Nazwa ma wzbudzać zaufanie, oznaczać produkt będący połączeniem lokaty terminowej z polisą ubezpieczeniową, a więc bezpieczny. Ale bezpieczny jest tylko z nazwy.


Generałowie SB do ciupy

Władysław Ciastoń i Józef Sasin – generałowie Służby Bezpieczeństwa, którzy zimą ’82 roku zorganizowali Wojskowe Obozy Specjalne i umieścili w nich 1500 działaczy Solidarności – odpowiedzą za to przed sądem i nie unikną kary.


W sierpniu 2013 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa umorzył postępowanie przeciwko nim, stwierdzając, że popełnili jedynie przestępstwo urzędnicze i sprawa uległa przedawnieniu. Wtedy Adam Słomka, znany działacz KPN oraz Zygmunt Miernik, jeden z internowanych, rozwinęli transparent z napisem: „Rozliczyć zbrodniarzy i sędziów”, a sędzię orzekającą Katarzynę Kruk obrzucili monetami. Prokurator IPN Mieczysław Góra zaskarżył wyrok do Sądu Okręgowego w Warszawie, który przychylił się do jego opinii – internowanie w Wojskowych Obozach Specjalnych – m.in. w Chełmnie, Czerwonym Borze i Rawiczu nosi znamiona zbrodni komunistycznej, dlatego przestępstwo się nie przedawniło.

47 Chełminiaków już nie żyje

– Odnieśliśmy duże moralne zwycięstwo – cieszy się Stanisław Szukała, jeden z internowanych w obozie w Chełmnie, szef Regionu Słupskiego „S”. – Podczas procesu będziemy mogli spojrzeć naszym oprawcom w twarz. Ci ludzie muszą wiedzieć, że nie pozostaną bezkarni. Zbrodnia musi być ukarana. To ważne także dla pamięci narodowej.
|
Obowiązujące prawo nie zezwala na stwierdzenie przedawnienia karalności czynów, które były wymierzone przeciwko wolności, zdrowiu i życiu. – W przypadku zbrodni przeciwko ludzkości w ogóle nie ma przedawnienia. W tym wypadku możemy mówić co najmniej o zbrodni komunistycznej, która przedawnia się najwcześniej po 30 latach. Z tym, że bieg terminu przedawnienia rozpoczyna się od 1 sierpnia 1990 roku – podkreśla w rozmowie z „TS” mecenas Anna Bogucka-Skowrońska, która reprezentuje grono internowanych i Stowarzyszenie Chełminiacy 1982. – Ludzie potocznie sądzą, że zbrodnia przeciwko ludzkości to zbrodnia eksterminacji. A tymczasem w naszym kodeksie znajduje się wiele jej postaci. Jej elementem jest przetrzymywanie w nieludzkich warunkach, czego efektem są ciężkie choroby, także nowotworowe i przedwczesna śmierć. Spośród przetrzymywanych w obozie w Chełmnie, 47 osób już nie żyje.

W namiotach w zimie

W obozach wojskowych znęcano się nad działaczami „S”. W Chełmnie, w listopadzie, namioty rozlokowano kilkadziesiąt metrów od Wisły – można je było ogrzewać tylko w nocy, w dzień kazano wygaszać piecyki. Przełożeni zmuszali internowanych do bezsensownej pracy – kopali rowy tylko po to, by po chwili je zasypywać. – Na „ćwiczenia wojskowe” powołano jednego mężczyznę na wózku inwalidzkim! MSW typowało wybierając działaczy ze struktur kierowniczych „S”. Zdaniem Sądu Okręgowego w Warszawie znamiona zbrodni komunistycznej na pewno nosi pozbawienie wolności i działanie przeciwko zdrowiu ludzi. Prokurator Góra wykonał mrówczą pracę, bo przed sądem trzeba było przedstawić dokumenty obciążające Ciastonia i Sasina, a oryginałów nie było. Znalazł wtórniki, bo wiadomo, że dokument zawsze gdzieś się wysyła.

Bebechy się przewracają

W grudniu 2013 przewodnicząca składu sędziowskiego Sądu Okręgowego w Warszawie Wanda Jankowska-Bebeszko nakazała wyprowadzenie z sali Zygmunta Miernika, byłego internowanego, który rozwinął transparent z napisem: „Zbrodnie komunistyczne hańbą sądów”. – Zygmunt Miernik czy Adam Słomka wykonują dobrą robotę, bo dzięki ich akcjom – trochę desperackim, ale działają w stanie wyższej konieczności – Polacy dowiadują się o przebiegu procesów – podkreśla mec. Bogucka-Skowrońska. – Sędzia nakazała wtedy także zrewidować naszą stronę, jakby do sądu przybyli terroryści, a nie pokrzywdzeni, którzy 30 lat czekają na sprawiedliwość.

Na wniosek sądu zrewidowano nawet prokuratora Górę. – Mimo że byłem ubrany w strój urzędowy prokuratora i pokazałem legitymację służbową. W ustawie o ustroju sądów powszechnych jest przepis, że zarządzenia porządkowe sądu nie mogą dotyczyć prokuratora. Zajmowałem się przestępczością zorganizowaną wiele lat w prokuraturze powszechnej i nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką sytuacją – mówi prokurator Góra.
Mecenas Bogucka-Skowrońska wniosła o wyłączenie sędzi Jankowskiej-Bebeszko ze składu sędziowskiego, zgłaszając poważną wątpliwość co do bezstronności sądu. – Powiedziałam, że stworzono atmosferę znaną mi z rozpraw w stanie wojennym. Rewidowanie prokuratora IPN w todze jest rzeczą niebywałą! Ostatecznie sędzia sama się wyłączyła ze sprawy – relacjonuje pani mecenas.

Po zmianie składu sąd orzekł, że Ciastoń i Sasin będą sądzeni.


Rozmowa z Mieczysławem Górą, prokuratorem IPN, oskarżycielem w procesie generałów Ciastonia i Sasina

Co zarzuca Pan Ciastoniowi i Sasinowi?

– Nadużycie władzy, którego się dopuścili, jest zbrodnią komunistyczną, a równocześnie zbrodnią przeciwko ludzkości. Na świadków będę powoływał wszystkich żyjących internowanych z obozów specjalnych. Nad działaczami „S” znęcano się. Można też postawić zarzut malwersacji finansowej, bo te „ćwiczenia wojskowe” nie służyły podniesieniu gotowości bojowej Wojska Polskiego. Działaczy „S” powołano, by ich odizolować i wykorzystano w tym celu wojsko. Pozbawiono ich wolności w sposób zakamuflowany. Sztab generalny wyasygnował na ten cel równowartość dzisiejszych 10 mln zł. Taki czyn był wtedy, i jest dziś, zagrożony karą do 10 lata pozbawienia wolności.


Generał Zdzisław Ostrowski, zastępca dowódcy ds. ogólnych Pomorskiego Okręgu Wojskowego zeznał, przesłuchiwany przez Pana, że to nie było żadne szkolenie wojskowe.

– Wszelkie wątpliwości rozwiał generał Jaruzelski, który określił osadzenie w wojskowych obozach specjalnych „inteligentnym internowaniem”. O tym nie ma co dyskutować. To była inna, surowsza przecież, forma internowania – represji, która dotknęła prawie 1500 osób.


Kto typował działaczy do internowania?

– MSW wspólnie z SB.


Maciej Gołębiowski, zastępca dyrektora departamentu V MSW, zeznał: „takie przedsięwzięcie bez wiedzy ministra Kiszczaka nie mogło się odbyć”. Co z odpowiedzialnością Kiszczaka?

– W procesie, przy formułowaniu aktu oskarżenia, trzeba oprzeć się na zachowanych dokumentach. Takie przedsięwzięcie bez wiedzy nie tylko gen. Kiszczaka, ale i gen. Jaruzelskiego nie mogło się odbyć. Natomiast na dokumentach nigdzie nie ma ich podpisów i nazwisk. Podpisywał je zmarły niedawno generał Siwicki, a jeśli chodzi o MSW – generał Ciastoń.


Czyli nie ma dokumentu, w którym Kiszczak zlecałby Ciastoniowi zadanie tworzenia obozów?

– Nie ma. Tak samo nie ma dokumentu na Jaruzelskiego.


Co Pana jako prokuratora IPN satysfakcjonowałoby jako sentencja wyroku?

– Cieszy mnie, że w ogóle dojdzie do procesu. Mieliśmy do czynienia z represją wcielenia określonej grupy do wojska i wojsko zostało wykorzystane w celach represyjnych. Teraz powinien to tylko potwierdzić sąd i wydać wyrok skazujący. W stanie wojennym niebagatelną, represyjną rolę odegrała SB, ale także wojsko. Było niewiele takich osób jak płk Kukliński, którzy potrafili przeciwstawić się temu złu. Większość je tolerowała i nawet dziś – gdy nie grozi im odpowiedzialność – nie potrafią się przełamać, powiedzieć jak było. Internowani w obozach wojskowych byli przetrzymywani w okrutnych warunkach. Umierają przedwcześnie, np. na szpiczaki mnogie, nowotwory, których przyczyną jest narażenie na długotrwałe wychłodzenie organizmu. Ta komunistyczna zbrodnia nie podlega dyskusji.


Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że to jest inny sposób internowania, by osłabić struktury podziemnej „S”. Z huty Lenina powołano prawie 90 osób – to była najliczniejsza grupa. Były też grupy: lubelska, gdańska, wrocławska i wielkopolska – w sumie ok. 450 osób. Wszyscy z dużych zakładów, bo największy opór stawiały duże zakłady przemysłowe.

Zostaliśmy zakwaterowani w wagonach towarowych. Nie otrzymaliśmy broni, a to miały być ćwiczenia wojskowe. Na wszystkich drogach dojazdowych do poligonu rozstawiono posterunki. Utkwiło mi w pamięci stwierdzenie, że jesteśmy tu po to, by „oddzielono ziarno od plew”. Ziarno wróci do społeczeństwa, a plewy, wiadomo, do  spalenia. Przesłuchiwał nas kontrwywiad wojskowy. Namawiali, by przystąpić do współpracy i „stać się prawdziwymi patriotami”. Kwitowaliśmy to śmiechem.

Na „ćwiczeniach wojskowych” byli wśród nas kalecy, niepełnosprawni… Rodziny do grudnia nie wiedziały, gdzie nas wywieziono. Mogły przypuszczać, że na białe niedźwiedzie. My też nie wiedzieliśmy, co z nami zrobią. I dopiero w lutym ’83 powiedziano nam, że „ćwiczenia” się kończą. Proces Ciastonia i Sasina odbywa się za późno. My, którzy byliśmy na pierwszej linii ognia „S”, wyobrażaliśmy sobie inną Polskę. Nie ci, którzy zasłużyli, cokolwiek w niej otrzymali.


Więcej w najnowszym "Tygodniku Solidarność".