Deeskalacja. Odważna Ukraina nie oddała ani jednej bazy wojskowej na Krymie. NATO oskarżyło Rosję o łamanie prawa międzynarodowego. Razem zatrzymało to Putina

PAP/EPA
PAP/EPA

Rozpoczęta przez Rosję światowa wojna psychologiczna okazała się śmiertelna dla wielu ludzi, w tym polityków, ekspertów i dziennikarzy, w Polsce i na Zachodzie. Zmieniła ich w posłusznych zombie. Ale nie na Ukrainie. Tam nie uwierzono w rosyjską wszechmoc i niezwyciężoność. Dzielna Ukraina odrzuciła rady tchórzy, zapowiedziała opór zbrojny przeciw agresji, wprowadziła najwyższą gotowość bojową wojska i mobilizację rezerw. Wydała rozkaz załogom wszystkich baz wojskowych na Krymie, aby nie oddawały ich bez walki. Gdy rosyjskie oddziały bez oznaczeń – czyli bojówki z punktu widzenia prawa międzynarodowego – otaczały bazy ukraińskie, twardym głosem żądając kapitulacji, słyszały odpowiedź – „wynoście się”. Nigdzie nie zaatakowały zbrojnie. Nie oddały ani jednego strzału i nie staranowały ani jednej bramy. Nie zdobyły nic, być może poza zbrojownią stacji radarowej w Sudaku, informacje o której są sprzeczne.

Media zachodnie pokazały „oblężenie” placówki ukraińskiej straży granicznej w Perewalnem. Nieoznaczeni żołnierze rosyjscy otoczyli placówkę, ale rzadkim kordonem, i nie zatrzymywali wychodzących ani wchodzących. Mieli groźnie wyglądające pistolety maszynowe, ale bez amunicji, nawet ślepej na postrach. Były to zatem rekwizyty teatralne. Początkowe napięcie zastąpiła nuda. Aktorzy i widzowie męczyli się na przydługim widowisku. Wśród widzów byli doświadczeni korespondenci wojenni. „Cyrk” – doniosła światu największa amerykańska agencja prasowa AP. Tymczasem zależne od Kremla media rosyjskie produkowały i eksportowały gigabajty dezinformacji typu „Krym już stracony dla Ukrainy, a następne będą Odessa i Charków”.

Władimir Putin ogłosił na początku swojej drugiej prezydentury, że Rosja jest gwarantem bezpieczeństwa „planety Ziemia”. Jak na supermocarstwo planetarne, widoczne z kosmosu, mało zdobyła na Krymie. Bojówki z Rosji lub miejscowe opanowały niektóre gmachy cywilnych władz krymskich w Symferopolu. Jednak w tych władzach prorosyjscy separatyści przeważali od początku niepodległej Ukrainy. Lotniska cywilne na Krymie działają mimo obecności bojówek. Nie potwierdziły się informacje o zajęciu przez bojówki dowództwa ukraińskiej marynarki wojennej w Sewastopolu, mimo zdrady kontradmirała Denysa Berezowskiego. Dowodził tylko przez jeden dzień. Dla ostrożności Ukraina wycofała swoje okręty wojenne i straży przybrzeżnej z Sewastopola na morze lub do innych portów. To już wszystkie rosyjskie zdobycze taktyczne i strategiczne.

Rosja nie odważyła się przyznać do swoich żołnierzy-bojówkarzy. To oznacza, że podczas dyplomatycznych i prawnych etapów rozwiązywania konfliktu nie będzie mogła korzystać ze statusu rzeczywistego posiadacza ani okupanta Krymu. Separatyści nie odważyli się ogłosić secesji. Brak gwarancji, że nie spróbują tego w przyszłości, ale najdogodniejsza dla nich chwila już minęła.

Jednocześnie NATO, śladem Stanów Zjednoczonych, oskarżyło Rosję o łamanie prawa międzynarodowego, w tym podstawowych zasad Karty Narodów Zjednoczonych. Takie samo stanowisko ogłosiła G7, do której należą między innymi Niemcy i Japonia – kluczowy obok Chin sąsiad Rosji nad Pacyfikiem. Prawo międzynarodowe jest mało skuteczne, ale tworzy przynajmniej ryzyko odpowiedzialności państw i ludzi. Między innymi odpowiedzialności polityków i wojskowych przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze. Zarazem oskarżenia tak ciężkie, jak wyrażone przez sojusz północnoatlantycki wobec Rosji, mogą w przyszłości legitymizować międzynarodową akcję zbrojną lub sankcje polityczne i gospodarcze istotnie większe od zapowiadanych teraz.

Również pomysłem amerykańskim – nie niemieckim – jest misja ONZ lub Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, należącej do systemu ONZ, na Ukrainę. Główny cel to zmniejszenie niebezpieczeństwa, że rosyjski „cyrk” psychologiczno-propagandowy zmieni się w prawdziwą wojnę. Misja nie mogłaby próbować zmienić przynależności Krymu do Ukrainy, skoro nawet sama Rosja ani separatyści krymscy nie odważyli się tego zażądać. Byłaby to misja na Ukrainę, nie ziemię rosyjską lub niczyją. Nie osłabiłaby realnej – od początku ograniczonej – władzy Kijowa nad Symferopolem i Sewastopolem. Z czasem mogłaby tę władzę wzmocnić.

Najnowsza i jeszcze niekonkretna groźba USA to sankcje gospodarcze wobec Rosji ze strony grupy państw, być może G7 lub szerszej, nie koniecznie tylko zachodniej. Dziś rano główny rosyjski indeks giełdowy spadł o ponad 10 procent, co zdarza się tylko podczas krachów i panik.

Skutkiem nieugiętego oporu wojskowego Ukrainy oraz nacisku prawnego, politycznego i dyplomatycznego Ameryki i NATO jest deeskalacja konfliktu na Krymie. Do deeskalacji wzywały od początku wojny psychologicznej liczne państwa zachodnie. Deeskalacja – obniżanie poziomu intensywności konfliktu – brzmi nieefektownie, ale zmniejsza straty i zniszczenia wojenne, oraz ułatwia stronom wycofanie się. Ten profesjonalny instrument dyplomacji i strategii wojskowej nie jest rozwiązaniem, ale zwiększa szansę rozwiązania. Na Ukrainie rosyjskie supermocarstwo planetarne, widoczne z kosmosu – ugrzęzło.

CZYTAJ TAKŻE: Strachy na Lachy, odcinek 3298. Jeśli Ukraina, Polska, NATO, UE i świat uwierzą, że Rosja wygra wojnę z Ukrainą, to Rosja wygra wojnę z Ukrainą i nie tylko

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...