Rosjanie, wykorzystując agenturę wpływu, sieją zamęt i próbują przejąć Krym. W Polsce tymczasem widać kampanię promowania postsowieckiej agentury

Fot. Youtube.pl;PAP/EPA
Fot. Youtube.pl;PAP/EPA

Choć sprawa rozliczenia polityków PiS za likwidację i weryfikację paramafijnych struktur, jakimi były WSI, przycichła chwilowo, udało się chyba na stałe wbudować ten temat w polskiej opinię publiczną (przynajmniej na jakiś czas). Świadczyć o tym może choćby czwartkowy poranny program w RMF FM (tutaj zapis rozmowy). Wśród trzech pytań od słuchaczy, jakie prowadzący audycję zadał gen. Stanisławowi Koziejowi znalazło się pytanie o WSI:

RMF FM: Czy dobrze się stało pana zdaniem, że rozwiązano WSI?

Gen. Koziej: Że rozwiązano WSI tak, ale że w ten sposób, to dramat i tragedia. Uważałem, że WSI powinno być rozdzielone czyli rozdzielone w tym sensie, że wywiad i kontrwywiad powinny być rozdzielone, więc WSI powinno być rozwiązane ale broń Boże nie w ten sposób. Jest uwłaszczenie poprzez upublicznienie tych wszystkich informacji.

 

Koziej wpisał się swoją wypowiedzią w coraz lepiej widoczny ostatnio nurt, ludzi prezentujących się na "racjonalistów". Ten typ narracji ma  chyba uratować polityków PO i ich przyjaźń ze środowiskami byłych WSI. Coraz więcej polityków formacji rządzącej wskazuje, że rzeczywiście WSI należało rozwiązać, ale w nich samych trzeba było dokonać jedynie kosmetyczny zmian. Ten typ myślenia miał już w 2006 roku prezentować Radosław Sikorski. Jak opisuje ostatnio Antoni Macierewicz to on promował fasadową likwidację WSI, czyli zmianę szyldów, ale bez zmiany istoty działalności WSI. A ich istotę opisano w raporcie z likwidacji WSI, choć przykładów przestępczych działań ma być znacznie więcej.

W debacie publicznej mamy silną grupę "racjonalistów", którzy mówią likwidacja WSI tak, ale nie w ten sposób. Jako główny zarzut obecnie prezentuje się sposób przeprowadzenia likwidacji. W nim z kolei najmocniej akcentuje się sprawę ujawnienia agentury, co miało miejsce w raporcie dot. WSI. Komentatorzy wskazywali, że to nadszarpnęło zaufanie do polskich służb oraz uderzyło w sieć agenturalną WSI. Każdy, kto zadał sobie odrobinę trudu i przeczytał raport, wie, że są to zarzuty bałamutne.

W raporcie z WSI ujawniono nazwiska około 60 współpracowników WSI. Tylko takich, z którymi służby współpracowały wbrew prawu. Obecnie próbuje się Polaków przekonać, że ujawnienie 60 ludzi współpracujących w sposób sprzeczny z prawem z WSI to silny cios w ich rzetelność i skuteczność. Jeśli brać to na poważnie oznaczałoby, że WSI to skrajnie amatorska grupa ludzi, którzy się na niczym nie znają. Skoro ich skuteczność zależała od współpracy z tak małą garstką ludzi, to pytanie po co w ogóle takie służby zdaje się wielce zasadne. Wiadomo jednak, że mamy do czynienia z pewną grą, że tym, co zabolało naprawdę, było ujawnienie nie agentury, ale „nomenklatury”, czyli tych, którzy tworzyli WSI i byli odpowiedzialni za to, co się działo w tych służbach. Opisanie kadry służb to była ogromna wartość i nowa jakość, którą niósł ze sobą raport dot. WSI.

Krytycy wskazują, że służby nie znoszą życia na świeczniku, że mówienie publicznie o ich wewnętrznym życiu jest kary godne. Co do zasady można się zgodzić z tym punktem widzenia. Jednak omawiana sytuacja nie dotyczyła zwykłych służb. Dotyczyła patologicznej instytucji, która działała jak państwo w państwie, podejmowała działania sprzeczne z prawem, również wprowadzając w błąd swoich politycznych zwierzchników. A dodatkowo miała szalenie mało sukcesów w tych obszarach, jakimi powinna się zajmować. To właśnie skrajna patologia, jaka toczyła WSI, legła u podstaw decyzji, by WSI rozwiązać i pokazać, co się w nich działo. Taką decyzję podjął parlament. I nie była ona bezpodstawna.

Służby korzystając ze swojej tajności, tajnych powiązań, zależności, haków czy wiedzy są w stanie tworzyć szkodliwe dla państwa sieci klientelistyczne, czy pasożytnicze. Ponieważ są w stanie działać w ukryciu mogą być niezwykle skuteczne. Gdy skala patologii stanie się zbyt silna zdarza się, że jednym wyjściem okazuje się być wyłożenie kart na stół, by służbom i ludziom z nim związanym wytrącić „asa z rękawa”, by zniwelować ich atuty i silniejszą pozycję. Gdy wiedza staje się powszechna służby nie mogą prowadzić w oparciu o nią swoich gier.

Chęć zatamowania patologii toczących kraj legła u podstaw obranej metody weryfikacji WSI. I choć takie procesy zawsze pociągają za sobą koszty, w stosunku do korzyści nie są aż tak wysokie. Oczyszczenie polskiej polityki i gospodarki z nielegalnych działań na styku służb, polityki i gospodarki jest celem ważniejszym niż poniesione straty, na które w tym przypadku należało się zgodzić. Trudno sądzić, by ludzie tak doświadczeni, jak Radosław Sikorski, gen. Stanisław Koziej czy inni uczestnicy kampanii atakowania likwidatorów WSI nie byli świadomi korzyści, jakie odniosła Polska na likwidacji WSI. Należy się zatem wnioskować, że w Polsce toczona jest cyniczna gra obliczona na promowanie grupy, którą spokojnie można nazwać postsowiecką agenturą wpływu, oraz mechanizmów, które za nią stoją.

Promowana w mediach kampania restytucji wpływów i ludzi związanych z WSI jest wzmacnianiem obcej agentury, która będzie prowadziła różnego rodzaju gry wymierzone w polskie interesy narodowe. Taka jest natura ludzi wywodzących się z WSI, którzy często odbywali szkolenia w Moskwie. Sprawa WSI jest częścią głębszej kampanii, obliczonej na podobny efekt, czyli wzmacnianie w Polsce tych, którzy dbają, by elity i społeczeństwo dobrze rozumiało i było wyczulone na rosyjski punkt widzenia.

To wszystko dzieje się w chwili, gdy na naszych oczach widoczna jest skrajna forma wykorzystania agentury wpływu. Obserwując to, co dzieje się na wschodniej Ukrainie, można zobaczyć do czego Rosja wykorzystuje swoje sieci i agenturę. Od zawsze Moskwa przykładała duża wagę do budowy agentury wpływu na całym świecie (o skuteczności niech świadczy przeszłość najważniejszych urzędników UE). Dziś na Krymie brutalnie wykorzystuje fakt, że lata inwestowała w swoją ukraińską agenturę.

W czasie, gdy Rosjanie, również dzięki agenturze wpływu, próbują przejąć Krym i sieją zamęt na Ukrainie, w Polsce trwa kampania promowania postsowieckiej agentury. Warto zapamiętać głosy w debacie dot. likwidacji WSI, warto zapamiętać, kto był i jest za faktyczną neutralizacją WSI, a kto za fasadowymi zmianami w przeszłości, a obecnie za ich powrotem do gry.

Ta sprawa jest ważna, dotyka istoty polskiej podmiotowości, warto więc i ją mieć na uwadze przy podejmowaniu decyzji politycznych w najbliższych dwóch latach. Wrzucona kartka do urn to również sygnał na ile poważnie chcemy traktować niezależność państwa.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0