<<W Sieci” wytyka „Wprost” reklamy spółek państwowych. „To populizm i ignorancja”>> – taki oto tytuł widnieje na internetowym portalu „wirtualnemedia.pl” dział – „Gorący temat”.
Rozumiem, że portal zajmujący się opiniowaniem rynku medialnego w Polsce negatywnie ustosunkowuje się do tez zawartych w moim artykule, z których wynika jasno, że tygodnik „Wprost” otrzymuje od państwa 50% pieniędzy przeznaczonych na reklamę we wszystkich tygodnikach o zasięgu ogólnopolskim, choć jego sprzedaż egzemplarzowa jest najniższa z 6 tych najbardziej poczytnych. Jeszcze lepsza jest odpowiedź rzeczniczki prasowej PMPG (wydawcy „Wprost”) pani Anny Pawłowskiej-Pojawa.
Z rzetelności dziennikarskiej zacytuję ją w całości:
Życzylibyśmy i sobie, i naszej konkurencji wpływów z reklamy na poziomie, o jakim pisze autor tego populistycznego tekstu. Niestety, prezentowane cyfry nie mają odzwierciedlania w rzeczywistych wpływach reklamowych, a dowolność w żonglowaniu danymi i faktami (m.in. mieszanie cyfr i faktów z lat 2012 i 2013, choćby pominięcie informacji, iż nie jesteśmy już wydawcą „Bloomberg Businesweek Polska”) świadczy o ignorancji autora bądź celowym wprowadzaniu w błąd czytelników
- mówi Pawłowska-Pojawa portalowi Wirtualnemedia.pl.
Rzeczniczka PMPG podkreśliła jeszcze, że „Wprost” zanotował w ub.r. najwyższe rozpowszechnienie płatne wśród tygodników opinii (133 505 egz.), co sprawia, że koszt dotarcia z reklamą do czytelnika jest równie niski jak w przypadku „Newsweeka” czy „Polityki”.
Fakt, że „Bloomberg Businessweek Polska” nie jest już wydawane przez PMPG jest mi znany. Ale w czasie, kiedy znajdował się w Platformie Mediowej Point Group, też ciągnął państwową kasę. Ponieważ jednak wydatki sektora publicznego na reklamę w tygodnikach w latach 2009-2013 wyniosły tylko 1,35% dla „Businessweek”, a aż 44,81% dla „Wprostu”, zajmowanie się tym pierwszym jest zwykła stratą czasu i przypomina grzebanie się w temacie „z życia chrząszczy”. Czepianie się mnie „o pominięcie informacji”, iż PMPG nie jest już wydawcą tego periodyka jest zwykłą próbą odwrócenia uwagi od zasadniczego tematu, jakim jest inwestowanie niewiarygodnych pieniędzy przez spółki Skarbu Państwa w dołujący tygodnik.
Pani rzecznik chwali się, że „Wprost” zanotowało najwyższe rozpowszechnianie wśród tygodników opinii. Czy pani sobie kpi, czy o drogę pyta? Ponieważ zwykły czytelnik ma prawo nie wiedzieć, co kryje się pod terminem „rozpowszechnianie płatne” już spieszę wyjaśnić, że użycie takiego argumentu pogrąża jeszcze bardziej PMPG jako wyjątkowo szczodrze obdarowywanego przez państwo bez racjonalnych (biznesowych) podstaw. Według definicji Związku Kontroli Dystrybucji Prasy (ZKDP) „do rozpowszechniania płatnego razem zalicza się sprzedaż ogółem (będącą sumą sprzedaży egzemplarzowej i prenumeraty, w tym e-wydań) oraz inne płatne formy rozpowszechniania”. Pierwsza kategoria – sprzedaż jest chyba jasna.
W skrócie oznacza, ile sztuk danego pisma sprzedano realnie w kioskach, MPiKach i innych podobnych punktach dystrybucji. Czym różni się sprzedaż od rozpowszechniania? Otóż tym, że niszowe tytuły mogą osiągać szokująco wysokie rozpowszechnianie, mimo że niemal nikt ich nie kupuje w kioskach lub prenumeracie. Żeby nie być gołosłownym podaję kilka przykładów: "Moda na zdrowie" - ponad 407 tysięcy rozpowszechnionych płatnie egzemplarzy. Sprzedaż ogółem - 706 egzemplarzy. Prawie 600 razy mniej. Inny przebój - czasopismo "Twój Maluszek". 127 tysięcy rozpowszechniania, niecałe 6 tysięcy sprzedaży. Ponad dwudziestokrotna różnica. Rekordzista w mniejszej skali: "Gazeta Powiatowa - Wiadomości Oławskie" (8 tysięcy rozpowszechniania, 11 sztuk sprzedaży).
Według danych opublikowanych przez ZKDP sprzedaż egzemplarzowa tygodnika „Wprost” wyniosła w 2013 roku 52 368 sztuk, a rozpowszechnianie płatne, aż 124 540. Podążając za złotą myślą pani rzecznik, jakoby to rozpowszechnianie płatne było wskaźnikiem popularności danego pisma dla reklamodawców, to „Moda na zdrowie” i „Twój maluszek”, a nie „Wprost” powinny zgarniać 50% państwowych pieniędzy z rynku tygodników. O ile Skarb Państwa kierowałby się zdroworozsądkowym kryterium opłacalności wg „rozpowszechniania płatnego” – jak stara się nas przekonać Anna Pawłowska – Pojawa. Jednak duzi reklamodawcy prywatni doskonale znają różnice pomiędzy „sprzedażą”, a „rozpowszechnianiem płatnym” i kierują się tzw. kosztem dotarcia reklamy do klienta (w skrócie - cena reklamy na jeden sprzedany egzemplarz).
Wg danych z grudnia 2013 r. (Kantor Media) dla „Polityki” wynosi on 16 gr, 18 gr w „Newsweeku” i … 40 gr we „Wprost”. W przypadku podmiotów państwowych jest jednak inaczej. Pisząc o tym miałem na myśli tylko kwoty, które trafiły do PMPG. Pominąłem inne spółki związane z właścicielem jak np. Media Point Group. Ale pani rzecznik może być spokojna. Pracujemy nad tym. I zapewniam, że każda złotówka z pieniędzy podatnika, które szerokim strumieniem płyną do tego wydawnictwa i spółek córek zostanie sprawdzona i zapewniam, że żadne zamydlanie oczu tzw. „rozpowszechnianiem płatnym” nic tu nie pomoże. Na koniec chciałem się ustosunkować do opinii wygłoszonej przez panią rzecznik:
Życzylibyśmy i sobie, i naszej konkurencji wpływów z reklamy na poziomie, o jakim pisze autor tego populistycznego tekstu.
Przypomina mi to żywcem obalonego prezydenta Janukowycza, który życzyłby zebranym na Majdanie przedstawicielom średniego i małego businessu Ukrainy takich wpływów, żeby także oni mogli sobie wybudować podobne rezydencje.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/186673-rzeczniczka-wydawcy-wprost-w-obronie-pracodawcy-nie-cofa-sie-przed-janukowyczowska-retoryka
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.