W środę w poznańskim Klubie Pod Minogą będzie miała miejsce premiera spektaklu Lecha Raczaka "Spisek smoleński". O przedstawieniu powiedziano już wiele słów, które wskazują, że będzie on de facto żałosną próbą wyśmiania tych, którzy wciąż domagają się prawdy o katastrofie.

Każdy z nas pamięta pewnie tamten 10 kwietnia tamten poranek, kolejne nadchodzące informacje i ogólną traumę

- mówił reżyser podczas konferencji prasowej. Wspominał, jak powstał pomysł na spektakl:

Ten tekst ma źródło w skrajnej złości, w mojej na ten temat obsesji. (...) Trudno mi było znieść ten moment, gdy klęska i tragedia zaczęły się przeradzać w polowanie z nagonką, a słowa zaczęły przypominać szczekanie gończych psów. Żeby się z tej traumy wyzwolić, zacząłem pisać, ale po roku odłożyłem tekst do szuflady. Kiedy jednak zobaczyłem w sejmie Antoniego Macierewicza z puszką i pękającą parówką, włączyłem ponownie komputer

- opowiadał reżyser.

Tym samym możemy już sobie wyobrażać, jak będzie wyglądało przedstawienie. Za nasze pieniądze Raczek wyśmieje osoby, które nie zgadzają się z rządową wersją zdarzeń i próbują wyjaśnić przyczyny tragedii z 2010 r.

Jak opowiada reżyser, spektakl przedstawia grupę wolontariuszy "demonstracji krzyżowych", wyznawców "religii smoleńskiej" i zawiedzionych, nawiedzonych artystów. Zawiązują oni Tajną Trupę Teatralną IV Rzeczypospolitej i to oni w konspiracji tworzą na oczach widzów spektakl o Smoleńsku.

Na scenie zobaczymy Halinę Chmielarz, Małgorzatę Walas-Antoniello, Wojciecha Siedleckiego, Janusza Stolarskiego i Pawła Stachowczyka. Muzykę napisał Paweł Paluch, kostiumy zaprojektowała Ewa Tetlak.

"Spisek smoleński" jest realizowany w ramach projektu Trzeci Teatr. Grupa założona przez Lecha Raczaka dostała na ten czas od miasta dofinansowanie w wysokości 800 tys. zł. Tym samym poznański ratusz wspomógł też spektakl, który - jak można przewidywać - będzie elementem przemysłu pogardy wobec sporej części społeczeństwa.

mc,gazeta.pl