O ekranizacji „Kamieni na szaniec” Roberta Glińskiego zrobiło się głośno na długo przed premierą, która zaplanowana jest na 7 marca. Właściwie o filmie powiedziano już bardzo wiele zanim rozpoczęły się zdjęcia. Odbyła się żenująca dyskusja, niestety nawet w gremiach naukowych o rzekomym homoseksualizmie bohaterów. Mogliśmy się poczuć, delikatnie mówiąc zdezorientowani, po wypowiedzi Elżbiety Janickiej z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk. To ona zasugerowała, że "Rudego" i "Zośkę" łączyła… homoseksualna miłość.

Teraz, właściwie tuż przed premierą jest kolejna kwestia. Pisze o tym „Wprost” - czy przedwojenni harcerze uprawiali seks. Zaznaczam, że filmu nie widziałem, ale w całej historii wydaje mi się to kwestią marginalną. Mówię to po ponownym przeczytaniu książki, do czego zresztą namawiają twórcy filmu. Na plakatach filmowych jest wyraźny dopisek: „Przeczytaj książkę”.

Taka promocja książki przy okazji filmu wydaje się cenna z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, o wiernym bądź nie przeniesieniu tego co napisał Aleksander Kamiński na ekran, można uczciwie rozmawiać tylko po przeczytaniu tego, co napisał Aleksander Kamiński. Logiczne, prawda? Poza tym, warto promować czytanie zawsze, a szczególnie w czasie, kiedy prawie pewnym jest, że wielu uczniów „zaliczy” tę lekturę tylko dzięki filmowi.

„Kamienie na szaniec” czytałem w czasach szkolnych, teraz wróciłem do tej lektury. Po przeczytaniu książki, tym bardziej czekam na film. Kamiński pisał o czasach okupacyjnych, kiedy to wojna zabrała Alkowi, Rudemu i Zośce możliwość rozwoju.

Fatalne jest wykolejenie nas wszystkich w nauce i przygotowania do dobrego opanowania fachu, z którym ma się wejść w życie. (…) Grozi nam to wielkie niebezpieczeństwo, że wejdziemy do swych zawodów jako dyletanci i niedouki. Warunki okupacji utrudniają walkę z tym niebezpieczeństwem. Najważniejsze, co w tej mierze zrobić możemy, to zawsze zdawać sobie sprawę z własnych braków i przy każdej sposobności te braki zmniejszać

- mówili młodzi konspiratorzy na jednej z odpraw. Imponująca jest sama świadomość tego, że wojna się kiedyś skończy i, że trzeba będzie rozpocząć pozytywistyczna prace na rzecz odbudowy Ojczyzny. Nie tylko fizyczną odbudowę, ze zgliszczy i gruzów, ale także odbudowę moralną. Dlatego oni czytali, rozmawiali, dyskutowali, spierali się o kwestie dla nich ważne. Zgadzali się lub nie zgadzali w kwestii wiary, przyjaźni, lojalności. Pracowali nad sobą, w warunkach, jakie były im dane.

Pod koniec książki jest przytoczony krótki fragment wspomnień ojca Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”, kiedy dzieli się refleksjami na temat swojego syna:

Znajduję w Tadeuszu typ, jaki w najśmielszych marzeniach wyobrazić sobie chciałem, jako typ nowej młodzieży, która nową, lepszą Polskę budować będzie. Widzę w nim, tak rzadko niestety spotykane, połączenie głębi duchowej, czystych intencji, czystego życia z umiejętnością brania życia w garść i nieprzeciętnym talentem organizacyjnym i wychowawczym

- mówił o Zośce jego ojciec.

Takiego Zośkę chcę zobaczyć na ekranie. Chcę, żeby swoją postawą zaimponował współczesnym 22-latkom (w takim wieku Tadeusz Zawadzki zginął). Życzę też Robertowi Glińskiemu, aby po obejrzeniu jego filmu młodzież chciała być taka jak byli Rudy, Alek i Zośka. I dla siebie nawzajem i dla Polski.