Wobec ostatnich trzech miesięcy sylwetkę Lecha Kaczyńskiego przywoływano bardzo często. To co się działo na Ukrainie może nie jest dokładnie tym, co w 2008 r. miało miejsce w Gruzji, jednak skojarzenie między tymi dwiema sytuacjami wielu Polakom nasuwa się samo.
W 2008 r. Gruzini, jak i teraz Ukraińcy stanęli przed realnym zagrożeniem ponownego – po czasach Związku Radzieckiego – wejścia pod wpływy sputinizowanej Rosji. Zarówno Gruzji wtedy, jak i Ukrainie teraz, ciężko było (i jest) stanąć na drodze takiego potężnego imperium, jakim wciąż jest Rosja.
Wtedy, w Gruzji, Rosji sprzeciwiło się nie tylko gruzińskie społeczeństwo, ale także władze – a po stronie tego narodu zdecydowanie opowiedział się Lech Kaczyński, sprowadzając na scenę w Tibilisi zagranicznych przywódców i zwracając oczy świata na to małe państwo na Kaukazie. Jednak na Ukrainie sytuacja była o tyle inna, że wrogiem narodu ukraińskiego okazało się de facto nie imperium rosyjskie, ale ich prezydent czyli Wiktor Janukowycz. Przez ostatnie trzy miesiące stawiało to w trudnej sytuacji przywódców innych państw, którzy nie mogli oficjalnie opowiedzieć się po stronie demonstrantów – przecież Janukowycz był demokratycznie wybranym prezydentem. Jednak teraz sytuacja uległa zmianie, a decyzją Najwyższej Rady urząd prezydenta objął Ołeksandr Turczynow.
Ukraińscy przywódcy deklarują potrzebę głębokich reform państwa, które nie tylko pomogą odnowić ich gospodarkę i kraj, ale także sprowadzą go ponownie na drogę europejskiej integracji. I to jest wielka szansa dla polskiego prezydenta, który jako głowa państwa powinien czynnie zaangażować się w polityczną pomoc dla Ukrainy. Ukraiński ambasador w Polsce w „Faktach po faktach” dokładnie wskazał jak ta współpraca Ukrainy z krajami Zachodu mogłaby wyglądać. Jako, że jesteśmy najbliższym geograficznie europejskim krajem dla Ukrainy, ta sytuacja jest dla nas wyzwaniem, aby pomóc jej wejść na drogę reform.
Taką współpracę – także w postaci programów dla młodzieży i studentów czy zaoferowania Ukrainie pomocy ekspertów z różnych dziedzin mogłyby Kijowowi zaproponować właśnie polskie władze, a dokładniej – jako głowa państwa – Bronisław Komorowski. Jednak w sprawie Ukrainy nasz prezydent ogranicza się do wielu pięknych, lecz pustych słów. Trudno nie zauważyć, że Bronisław Komorowski od jakiegoś czasu siedzi cicho jak mysz pod miotłą. A to właśnie on mógłby zająć się bezpośrednią polsko-ukraińską współpracą, która pomagałaby Ukraińcom realizować ich marzenia. Spotkania z organizacjami niosącymi pomoc na Ukrainę i modlitwa w intencji poległych na Majdanie to ważne, lecz symboliczne gesty. Natomiast w tej kwestii potrzebne są także realne i konkretne działania.
Patrząc na wydarzenia z 2008 r. możemy przypuszczać, że właśnie takowe podjąłby teraz Lech Kaczyński, pomagając Ukraińcom tworzyć ich nową historię. Dlaczego nie robi tego Bronisław Komorowski? Czy nasz prezydent boi się reakcji prezydenta wschodniego imperium, któremu – delikatnie mówiąc – nie podoba się wizja zreformowanej Ukrainy? Trudno nie formułować takich przypuszczeń, gdy patrzy się na zachowanie Bronisława Komorowskiego po 10 kwietnia 2010 r...
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/186371-bronislaw-komorowski-spoczal-na-laurach-w-sprawie-ukrainy-strach-przed-rosja-paralizuje-naszego-prezydenta
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.