Nie można zapomnieć, że ogromny wpływ na wydarzenia w Kijowie ma Rosja, która tak łatwo nie zrezygnuje z Ukrainy w swojej strefie wpływów

fot. PAP / EPA
fot. PAP / EPA

Czwarty miesiąc starć opozycji z władzami Ukrainy przestał być już tylko i wyłącznie wyrazem niezadowolenia Ukraińców z powodu zablokowania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Ukraińcy występują teraz przede wszystkim przeciwko wszechogarniającej korupcji, oligarchom, bezwzględności władzy, bezrobociu i ogólnej kondycji kraju, w którym perspektywy w miarę normalnego życia oddalają się z każdym dniem.

Unia Europejska, która przez ostatnie tygodnie biernie przyglądała się wydarzeniom na Ukrainie, także i dziś, gdy ulice Kijowa spłynęły krwią, nie jest w stanie podjąć skutecznej ofensywy politycznej, która położyłaby kres tragedii Ukraińców. Bruksela miała i nadal ma szereg możliwości zastosowania bolesnych sankcji wymierzonych we władzę i oligarchów bez uderzania w zwykłych obywateli.

Nie można jednak zapomnieć, że ogromny wpływ na wydarzenia w Kijowie ma Rosja, która tak łatwo nie zrezygnuje z Ukrainy w swojej strefie wpływów. Można powiedzieć, że droga do rozwiązania kryzysu na Ukrainie wiedzie nie gdzie indziej jak tylko przez Moskwę.  Nacisk na Janukowycza ze strony Putina z pewnością mógłby zakończyć rozlew krwi na Ukrainie. Niestety nikt w Unii przez ostatnie miesiące nie wypracował odpowiedniego planu, w efekcie czego politycy biegają dziś w popłochu po korytarzach Komisji Europejskiej i europarlamentu w poszukiwaniu jakichś rozwiązań. Po cichu liczono, że Majdan sam się rozejdzie i żadna reakcja nie będzie konieczna. Wydawało się nawet, że wszystko zmierza ku stabilizacji, kiedy manifestanci kilka dni temu zaczęli opuszczać rządowe budynki.

Ukraina stoi teraz przed kilkoma rozwiązaniami. Pierwsze z nich zakłada ustąpienie Janukowycza po uprzednim zagwarantowaniu mu nietykalności osobistej i finansowej. W tym scenariuszu po oddaniu władzy wyjeżdża za granicę być może do Rosji, a opozycja przejmuje tymczasowo władzę. Drugie rozwiązanie to wypracowanie kompromisu pod auspicjami Zachodu, który zakłada przeprowadzenie wcześniejszych wyborów parlamentarnych i prezydenckich, ale z zachowaniem do czasu ich przeprowadzenia władzy przez obecną ekipę. Janukowycz będzie grał na rozbicie opozycji, jej maksymalne rozdrobnienie, dzięki czemu będzie próbował zwiększyć swoje szanse na kolejną kadencję, jako tego, który zagwarantuje ład i porządek na Ukrainie. Trzecie to zaognienie konfliktu, setki, a może nawet tysiące ofiar – jednym słowem krwawa rewolucja, która siłą odbierze władzę Janukowyczowi. Manifestanci mogą na przykład próbować zdobyć wojskowe składy z bronią i amunicją. Prezydent Ukrainy nie pozostając dłużny rzuci do walki wszystkie swoje siły zmieniając Ukrainę w jeden wielki teatr działań wojennych.

Dalszą konsekwencją takiego obrotu sprawy mógłby być podział kraju na co najmniej dwie części – zachodnią, proeuropejską i wschodnią, prorosyjską, która mogłaby zostać wcielona do Rosji jako Autonomiczna Republika Wschodniej Ukrainy. Polskę mogłaby wówczas zalać fala uchodźców, którzy nie prędko wróciliby do swoich domów. Jednocześnie na Ukrainie mógłby wybuchnąć kryzys humanitarny, który znacznie utrudniłby i tak dramatyczną sytuację. Bardziej “fantastyczny” scenariusz zakłada interwencję wojskową państw zachodnich na Ukrainie albo interwencję wojsk rosyjskich w przypadku dalszej eskalacji konfliktu. Coraz częściej mówi się o możliwości wybuchu wojny domowej na Ukrainie. Byłaby ona jednak o tyle specyficzna, z uwagi na to, że na Majdanie walki z milicją, Berkutem i wojskiem toczą Ukraińcy popierający proeuropejską opozycję. Nie ma tam zwolenników Janukowycza, nie ma tam także ludzi wyrażających swoje poparcie dla sojuszu z Rosją. Zwykli obywatele walczą z siłami wojskowymi i milicyjnymi, a nie między sobą, choć w miarę upływu czasu to może się zmienić.

Rosjanom nie udało się przykryć konfliktu na Ukrainie igrzyskami olimpijskimi w Soczi, tak jak zrobili to w 2008 roku najeżdżając Gruzję. Opozycja jak na złość “popsuła” Putinowi imprezę, bo wydarzenia w Kijowie zwróciły uwagę światowych mediów i siłą rzeczy zepchnęły igrzyska na dalszy plan. A nie taki był przecież zamysł Putina. Rosja dwoiła się i troiła, by przedstawić siebie jako kraj nowoczesny, demokratyczny i otwarty. Nie chcąc pogarszać swojego wizerunku Moskwa wstrzymywała się od jakichkolwiek gestów, które można by uznać za zdalne kierowanie Janukowyczem. Można się więc spodziewać po zakończeniu sportowych zmagań zdecydowanej reakcji Kremla na to, co dzieje się na Ukrainie.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych