Od prawie tygodnia do Pieniężna w woj. warmińsko-mazurskim przyjeżdżają grupy Rosjan jak do siebie i robią porządki wokół pomnika sowieckiego generała, który brał udział w akcji mordowania żołnierzy Armii Krajowej.

CZYTAJ WIĘCEJ: Czy ktoś w Warszawie wie co się dzieje w Pieniężnie? "Kilka dni temu przybyła z Rosji ekipa i bez wymaganej zgody zaczęła remontować pomnik"

Policja w zasadzie nie interweniuje, gdyż Rosjanie poinformowali patrol, że... burmistrz miasta pozwolił. O tym, czy faktycznie pozwolił i co się dzieje w Pieniężnie rozmawiamy z jego burmistrzem Kazimierzem Kiejdo.

 

 

wPolityce.pl: Co się teraz dzieje w Pieniężnie. Bo Polaków może bardzo niepokoić zachowanie się Rosji w sprawie pomnika sowieckiego generała.

Kazimierz Kiejdo, burmistrz Pieniężna: Tak, to może być niepokojące. A najbardziej irytujące jest to, że nasze władze nabrały w tej sprawie wody w usta. A przecież mają do wglądu komplet dokumentów. Żyjemy w państwie demokratycznym, mamy wolność myśli, sumienia, możemy więc wyrażać intencje w sposób cywilizowany i zgodny z prawem i taką też intencję w sprawie pomnika wyraziliśmy.

 

Proszę opowiedzieć jak wyglądała sytuacja wokół pomnika w ostatnich dniach.

Rosjanie w ubiegłotygodniową środę, w czwartek, w sobotę i dzisiaj pracowali przy pomniku. Szykują się do jutrzejszego dnia, bo mają przy pomniku zrobić sobie uroczystość. W tej sprawie wystąpili do wojewody o udzielenie pozwolenia na zgromadzenie, a wojewoda przesłał ten wniosek do mnie. Powiadomiłem konsula Rosji, że wniosek zawiera braki. Nie ma w nim wszystkich koniecznych załączników, m.in. czasu trwania zgromadzenia, liczby osób, języka jakim mają się porozumiewać uczestnicy zgromadzenia, sposobu ochrony itd. Poinformowałem konsula, że jeśli mi prześle wszystkie brakujące dokumenty, to wydam stosowną decyzję, czyli pozwolenie na zgromadzenie.

Jednak przed godz. 16 (w piątek – przyp. red.) konsul zatelefonował, że jednak rezygnuje z przesłania tych dokumentów, bo to jest czyjaś inna właściwość. Poprosiłem więc, aby mi przesłał pisemną informację o rezygnacji z przesłania tych dokumentów, bo nie chciałem, aby mi tu wykręcił jakąś aferę. Nie przysłał pisma.

 

No więc odbędzie się ta uroczystość czy nie?

Ja nic o tym oficjalnie nie wiem.

 

Dziwne wydaje się zachowanie policji, która od Rosjan „na gębę” przyjmuje informację, że pan zgodził się na robienie porządków koło pomnika. Faktycznie pozwolił im pan na czyszczenia monumentu?

Nie, absolutnie nie wydałem im żadnego pozwolenia, ani dokumentu. To jest absurd, nonsens. To jest jakieś wrabianie mnie w coś, co nigdy nie miało miejsca. Tak więc wydaje się, że policja podkręciła tę całą sytuację pod gafę, aby nie interweniować.

 

Czyli polska policja nie podejmując interwencji wobec obcokrajowców chciała uniknąć problemów natury politycznej?

Tak, ja tak myślę.

 

To przecież świadczy o dużej słabości państwa polskiego.

Dla mnie w ogóle o słabości państwa polskiego świadczy to, że do tej pory – mimo wysłania przeze mnie kompletu dokumentów w sprawie usunięcia pomnika do wszystkich kompetentnych organów – nikt z naszych władz, co bardzo mnie boli, nie wypowiedział się na temat tego, że nasze lokalne działania były zgodne z prawem. Choć takie właśnie były. Zaś ze strony Rosji wypowiedział się już gubernator (enklawy królewieckiej – przyp. red.), wypowiedział się też rzecznik rosyjskiego MSZ.

 

Wygląda więc na to, że władze w Warszawie nabrały wody w usta i czekają, ale na co? Na jakąś prowokację ze strony Rosjan? Pewnie czujecie się pozostawieni sami sobie.

Tak można powiedzieć. Wymieniam informacje z wojewodą, a jedynie z Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa mam stały kontakt i tylko ona wykazuje zainteresowanie sprawą.

 

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

CZYTAJ TAKŻE: Ex-towarzysz Iwiński planuje oddać Moskwie kawał Europy, na razie w "ochronie mogił i pomników". Do interesu chce wciągnąć Sikorskiego